Opublikowany w Miejsca, Nieszawa, Proza, Wspieramy

Legenda na 560 urodziny Nieszawy

Krystyna Wasilkowska-Frelichowska

Jak słowiczy śpiew wabił wodniaków

Od 1423 roku, od chwili wskazania przez Władysława Jagiełłę lokacji ich nowego patrymonium (1) , byli solą w oku torunian! Mówiono o nich krótko: „ci z Nowej” i niemal zawsze niepochlebnie, nie wymawiając całej nazwy miasta ze strachu, że jeszcze gorsze licho to obudzi. A ci z Nowej na drugim brzegu Wisły w mig założyli swą siedzibę, budowali domy na potęgę. Wciąż dymiły piece do wypalania cegieł i wapna. Wytyczali równiutkie ulice prowadzące wprost na nabrzeże, które przez lata obrosło pojemnymi spichlerzami. Torunianie z drugiego brzegu tylko zerkali jednym okiem na wielki ruch w tym sąsiadującym z nimi przeklętym mieście. I jak na złość, jakby nie istniała oddzielająca ich rzeka, dochodził do nich perlisty śmiech mieszkających tam szczęśliwych ludzi, przedostawał się na sam toruński rynek, odbijał się o ratusz i rozchodził po całym mieście, aż ludziom uszy rozsadzało do bólu. Czytaj dalej „Legenda na 560 urodziny Nieszawy”

Opublikowany w Miejsca, Nieszawa

Wszystkie drogi prowadzą do Nieszawy? Niekoniecznie.

– Dokąd ten autobus?

– Do Niszawy.

– Kiedy ma odjazd?

– Punkt dziesiąta[1].

Od kilku dni ta krótka wymiana zdań z „Całej jaskrawości” Edwarda Stachury odtwarza mi się w pamięci jak mantra. Książkowa „Niszawa”, moja Nieszawa, nigdy nie była zbyt dobrze skomunikowana z resztą świata. Może nie licząc zamierzchłych czasów, gdy Wisła była szlakiem handlowym i podróżniczym. Moje miasto,  które ominął trakt kolejowy (podobno okoliczni mieszkańcy bali się, że krowy przestaną dawać mleko), położona niespełna dwadzieścia kilometrów od autostrady A1, dziesięć od Ciechocinka, około 30 od Torunia jest dziś samotną enklawą odciętą od cywilizacji. Czytaj dalej „Wszystkie drogi prowadzą do Nieszawy? Niekoniecznie.”

Opublikowany w Obrazy

Czas i natura kontra architektura

Tak najkrócej mogę opisać trzy poniższe zdjęcia, które zrobiłam rok temu w Nieszawie. Każde z tych miejsc tętniło kiedyś życiem, w tych budynkach mieszkali ludzie, pracowali albo się uczyli.

Czas i natura kontra architektura

Drzwi do przeszłości

Te drzwi prowadziły do sklepu, wcześniej był tam m.in. magiel.  Na piętrze tej niegdyś okazałej kamienicy znajdowało się mieszkanie małżeństwa krawców. Jako dziecko chodziłam tam z mamą. Pamiętam każdy detal ich pracowni – deski do prasowania, olbrzymie żelazka, bele kolorowych tkanin, porozrzucane wszędzie skrawki materiału, wielobarwne guziki i tasiemki oraz krawieckie manekiny. Na wprost wejścia stała toaletka z ogromnym lustrem, a na niej bibeloty pani domu. Toaletka pełniła podwójną rolę – nie tylko służyła gospodyni, ale mógł się w niej także przejrzeć się klient, który przyszedł na przymiarkę swojego nowego ubrania. Uwielbiałam tam chodzić, bo wszystko mnie fascynowało i ciekawiło.

p7082589Przyznam, że niewiele wiem o tym budynku mieszczącym się przy nieszawskim placu Kazimierza Jagiellończyka. Dzisiaj pozostała tylko frontowa ściana. Wewnątrz dawnego domu rosną drzewa. Ściana nie została zburzona prawdopodobnie dlatego, że – jak głosi plakietka znajdująca się przy drzwiach donikąd, ten budynek to zabytek.

p7082533

Ogród wspomnień

Dzisiaj czarodziejski ogród, a kiedyś zwyczajny ogródek przy nieszawskim liceum ogólnokształcącym. Ukończyłam tę szkołę. W porośniętym bluszczem budynku mieściły się różne pracownie, m.in. języka polskiego. Pamiętam, że klasy były ogrzewane piecami kaflowymi. Jeszcze wcześniej był to teren folwarku przyklasztornego.

Nieszawa z roku na rok staje się coraz bardziej szara. Wielka szkoda, że tak niewiele pozostało z tych architektonicznych perełek, które zaświadczały o wspaniałej przeszłości miasta. Jeszcze bardziej szkoda, że nic nowego w ich miejsce nie powstaje.