Opublikowany w Obrazy

Fotograficzne kolekcje – obsesje

Zdarzyło Wam się kiedyś wpaść w obsesję fotografowania jednego motywu? Kiedy przeglądam zdjęcia w moim telefonie, to widzę, że na większości jest kot albo kawa. Zebrały się już spore…

fotograficzne kolekcje

wstyd się przyznać, ale coś więcej dowiedziałam się o nich dopiero na zajęciach z fotografii na studiach podyplomowych w Laboratorium Reportażu UW. 

Fotograficzne kolekcje mają swój początek w fotografii dokumentacyjnej. Aby zrozumieć, czym są takie kolekcje, warto zapoznać się z pracami dwójki niemieckich artystów: Bernd i Hilla Becher stworzyli fotograficzną dokumentację zanikających budynków niemieckiej architektury przemysłowej. Są autorami cykli zdjęć, pokazujących różne obiekty industrialne, np  szyby kopalniane, silosy, wieże ciśnień. Kadry naprawdę robią wrażenie!

Fotograficzna kolekcja to seria, czy też zestaw zdjęć, których łączy jeden temat. Może to być na przykład zestaw ujęć fontann, znaków drogowych, kałuż, witryn sklepowych, stodół, klatek schodowych… Wszystko zależy od naszej wyobraźni i zainteresowań. Praca nad fotograficzną kolekcją może się kojarzyć z monotonią, ale wcale nie musi być nudna. Można przecież stworzyć zestaw zdjęć, które nie tylko łączy jeden motyw, ale opowiedzieć w ten sposób jakąś historię.

Kiedy na zajęciach z fotografii dostaliśmy zadanie stworzenia takiej kolekcji, wpadłam na pomysł, że sfotografuję elektronicznego robaka w różnych okolicznościach przyrody. Chciałam opowiedzieć jego historię, jakby rzeczywiście był przybyszem z innej galaktyki i dopiero poznawał naszą planetę, niepomny zagrożeń, jaki na niego czyhają. Czy mi się to udało? Zaliczyłam to zadanie na piątkę. A Wy stworzyliście już jakieś swoje fotograficzne kolekcje?

Obrazkowe story z obcym w roli głównej 🙂

12345678910111213141516171819

Opublikowany w Rozmowy

Italia — bez lukru, ściemy i namaszczenia…

Marzyłam o tym, żeby zjechać Włochy wzdłuż i wszerz, ale jak na razie udało mi się odwiedzić tylko Rzym i objechać Sycylię. Próbowałam się też uczyć języka włoskiego, ale cierpliwości mi starczyło na opanowanie podstawowych słówek i zwrotów. No ale kawę piję codziennie i nawet mam prawdziwą włoską kafeterkę!

Kiedy więc przez przypadek trafiłam na blog Ratunku, Italia!, który prowadzi Sabina Trzęsiok-Pinna, zaczęłam go czytać z zainteresowaniem. Szybko przekonałam się, że to nie jest zwyczajny blog, który opisuje sielskie dolce vita. Sabina pisze jak rasowa reporterka. Dla niej wieszanie prania, wyjście do przychodni, czy na zakupy — to dobra okazja, aby przysłuchiwać się światu i czerpać inspiracje na ciekawe teksty. I rzeczywiście — jej wpisy na blogu pokazują prawdziwe oblicze życia w Italii, która nie zawsze jest taka słoneczna jak ją malują. Namówiłam Sabinę na rozmowę o Italii, zobaczcie, co mówi o tym niezwykłym kraju. Czytaj dalej „Italia — bez lukru, ściemy i namaszczenia…”

Opublikowany w Kraków, Miejsca

Kraków – miejsca (nie) obowiązkowe

Lubię Kraków. To taka nieoczywista miłość, bo z jednaj strony ciągnie mnie do tego miasta jak wilka do lasu, a z drugiej strony bywam tam rzadko, żeby nie powiedzieć od wielkiego dzwonu. W Krakowie po raz pierwszy byłam w dzieciństwie z rodzicami i zapamiętałam z tego pobytu spacer po rynku i sznurkową plecioną torebeczkę kupioną pod sukiennicami.  Czytaj dalej „Kraków – miejsca (nie) obowiązkowe”

Opublikowany w Filmy

Skondensowane zło

szpuafilmowaMuszę przyznać, że czekałam na film Pitbull. Niebezpieczne kobiety” jak na Gwiazdkę – pełna oczekiwań i nadziei, że pod choinką znajdę wreszcie elektryczną kolejkę. Niestety, zamiast elektrycznej dostałam plastikową, z której poodczepiały się wagoniki i każdy pojechał w inną stronę.

Skondensowane zło

Po pierwsze…

kobiety rzeczywiście są w tym filmie niebezpieczne, zepsute do szpiku kości i moim zdaniem w większości wypadków – zwyczajnie głupie. Mamy tu do czynienia ze złem w czystej postaci – bezrefleksyjnym, słabo umotywowanym psychologicznie i skondensowanym. Napisałabym z chęcią, że w tym filmie źli są wszyscy bez wyjątku, ale mijałoby się to z prawdą. Jest przecież poczciwy Gebels (Andrzej Grabowski) i praworządny Majami (Piotr Stramowski).

Po drugie…

film inspirowany jest prawdziwymi wydarzeniami, a sam Patryk Vega przyznaje, że nie zamieścił w nich wszystkich scen, bo były tak brutalne. Chwali się też tym, że dialogi są autentyczne (czytaj: zasłyszane) – i naprawdę tak rozmawiają gangsterzy i policjanci. Wszystko to martwi mnie jeszcze bardziej, bo tym samym reżyser stawia w tym filmie bardzo kiepską diagnozę społeczną. Czy to możliwe, że wokół nas dzieje się tak wiele zła? Patryk Vega nie pozostawia złudzeń, a na dodatek pokazuje policję jako grupę ludzi, którzy wykonują swoją pracę byle jak, od niechcenia, często nie przestrzegają procedur, są przemęczeni i zniechęceni. Ich brak zaangażowania można jednak wyjaśnić faktem, że mało zarabiają – takie wnioski można wysnuć z filmu.

Po trzecie…

gangsterzy za to mają klawe życie – szczęście im sprzyja, prawo im sprzyja, policjanci często także im sprzyjają, a już z całą pewnością niektóre policjantki.
Dialog Gebelsa ze świeżo upieczoną funkcjonariuszką Zuzą (Joanna Kulig) na pewno jest swoistym credo – zarówno psów, jak i gangsterów. Czytaj dalej „Skondensowane zło”

Opublikowany w Proza

Między piętrami

notesDwoje ludzi uwięzionych w windzie. Dwoje bliskich sobie ludzi uwięzionych w windzie. Bez przesady: dwoje ludzi uwięzionych w windzie, których niegdyś połączył seks, nie mający wiele wspólnego z bliskością.

Teraz utkwili w wyłożonym lustrami prostopadłościanie, z błyszczącymi ozdobami z chromoniklu, gdzieś między 26 a 27 piętrem najwyższego hotelu w środkowowschodniej Europie.

Uwięzieni w zamkniętej przestrzeni nieskończoności, powieleni po tysiąckroć: ona, on, ona, on, ona, on, ona, on, ona, on, ona. Skazani na swoją obecność, oddechy, odbicia. Odwróceni plecami do siebie: widzą swoje twarze. Zwróceni przodem do siebie: widzą swoje plecy. Absurd przeznaczenie, logika luster.

miedzy_pietrami

Wymijali się przez całe życie. Krótkie spotkania. Przypływy, odpływy. Zadzwonię, napiszę, przyjadę – czas przyszły niedokonany. Teraz, proszę – ironia losu! Skazani na siebie bez możliwości ucieczki. Kwadrans, po długiej podróży. Podróży, która trwała dobę, a może rok, a może dziesięć lat. Kwadrans – zawieszony w czasie.

Tak musi wyglądać wieczność. Chwile, niczym krople gliceryny w pracowni nawiedzonego fotografa: le-ni-wie spadają na ziemię. Słowa pęcznieją, wypływają z ust niczym kasza gryczana, dochodząca w garnku owiniętym warstwami gazet. Ciepłe, miękkie, zwyczajne. Słowa ciemne i ciężkie jak brunatne niedźwiedzie. Próbują wymościć sobie miejsce, przygotować legowisko.

Jakieś monosylaby brzmią głucho i ciężko opadają na dno świadomości, niczym kamienie wrzucane do głębokiej studni. On potrząsa głową jak pies, który po wyjściu z rzeki chce się pozbyć kropel wody na sierści. Nagły deszcz na wysokości łydek.

Po chwili widzę, jak się pręży. Znam te kocie ruchy – powolne, ostrożne, nienaturalnie płynne. Koty boją się wody – ten spada bezgłośnie na wełnianą wykładzinę. Słowa toczą się jak kłębek anilany. Motek odbija się o ściany luster. Po głowie tłucze się jakiś psychologiczny wywód o drugiej stronie kilimu, a może makaty?

Między piętrami

Stoimy zaskoczeni nagłością zbiegu okoliczności. Mieliśmy zjechać na parter, uścisnąć sobie dłonie, pocałować w policzek i powiedzieć nic nie znaczące i jakże głupie: „Uważaj na siebie” i rozejść się w świat. Tymczasem stoimy ogłupiali – jak dwa słupy soli – między piętrami. Oniemiali jak żona Lota. I wiem już, że będę omijać z daleka ten hotel i to miasto.  I wiem już, że on będzie przychodził tu wielokrotnie, i z każdego miejsca tego miasta będzie szukać wzrokiem wieżowca z nogą.

Dziewięćset sekund między piętrami – bezgłośnych, milczących, lustrzanych, zastygłych. Bonus od losu. Aksamitne słowa, welurowe myśli wypowiedziane zbyt głośno, odbiły się o szkło i upadły na ziemię. Brunatne niedźwiedzie zamieniły się w polarne. Mówił wolno, uważnie przeżuwając słowa. Spojrzałam na jego ramię, potem uniosłam wzrok wyżej i ujrzałam swoje odbicie. Pomyślałam, że taką twarz musi mieć ktoś, kto słucha komunikatu o pogodzie.

Dwa srebrne

 psy husky

gwałtownie pociągnęły zaprzęg. Żołądek na wysokości gardła. Winda ruszyła w dół. Niedźwiedzie i psy rozpłynęły się podobnie jak jego słowa. Po chwili połyskliwe drzwi rozsunęły się i ujrzeliśmy jasny hol. Czas znowu ruszył.

Podał mi rękę, nachylił się do pocałunku, przytrzymał moje ramię, spojrzał jak pies, który domaga się pieszczot, a może jak wilk, który znalazł swą samicę.

Otrzepałam się z jego rąk, popatrzyłam jak srebrne iskry topnieją na jego karku. Kropelki słów wypadające z moich ust zamieniały się w kulki przejrzystego lodu i pojedynczo opadały na marmurową posadzkę holu:

„Zbyt późno zrozumiałeś, że mnie kochasz”.

Ostatnie słowo potoczyło się po podłodze i znikło gdzieś — porwane przez pęd obrotowych drzwi.

Dzień dobry

 

filmok

Dopieszczamy.pl to blog literacki, na którym będziecie mogli poczytać moje miniatury prozatorskie. Będę się z Wami także dzielić wrażeniami na temat przeczytanych przeze mnie książek, obejrzanych filmów  oraz przypalonych potraw 🙂

filmokDopieszczamy.pl to również platforma, na której będę wspierać projekty moich najbliższych – Krystyny Wasilkowskiej-Frelichowskiej, regionalistki, miłośniczki Kujaw i rodzinnej Nieszawy oraz Pana Alter Ego.

filmok

Dopieszczamy.pl na pewno będzie się zmieniać i rozwijać, bo od stania w miejscu… bolą nogi

filmokPoniżej ja z Panem Alter Ego i nasze motto 🙂

Dzień dobry