Opublikowany w Miejsca, Sanok

W pracowni Mistrza

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W Muzeum Historycznym w Sanoku. Zachwycona obrazami Zdzisława Beksińskiego

Pamiętacie jak wspominałam Wam w drugiej Lekcji pisania, że warto odwiedzać muzea oraz galerie, bo to bardzo rozwijające doświadczenie?Podtrzymuję to, co napisałam, ale z małym zastrzeżeniem. Są muzea, w których chodzi się w kapciach, a przewodnik przegania zwiedzających od eksponatu do eksponatu. Czuję się w nich nieswojo – jak nieproszony gość albo barbarzyńca w ogrodzie. Są też takie, jak Muzeum Historyczne w Sanoku – przyjazne ludziom świątynie sztuki. Tam przy każdym obrazie można się na dłużej zatrzymać, a nawet przysiąść, żeby chwilę pomyśleć. Właśnie takie niezwykłe i dopieszczone miejsca będę Wam polecać na moim blogu. 

Najpierw przeczytałam książkę Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny”, potem obejrzałam film „Ostatnia rodzina”, wreszcie wyruszyłam do Sanoka, gdzie w Muzeum Historycznym jest ekspozycja stała prac Mistrza. Rodzinna Beksińskich z Sanokiem związana była od kilku pokoleń i bardzo dla tego miasta zasłużona.

Zdzisław wyjechał z Sanoka w 1977 roku i zamieszkał w Warszawie. Pisałam o tym więcej przy okazji recenzji filmu Ostatnia Rodzina. Sanok pozostał jednak dla niego ważnym miejscem na mapie i wielokrotnie do niego wracał. To tutaj miał swoich przyjaciół, ukochane miejsca i rodzinny grobowiec, w którym spoczęli jego bliscy.

Beksiński w 2001 cały dorobek artystyczny oraz majątek zapisał w testamencie Muzeum Historycznemu w Sanoku. Dzisiaj możemy tam podziwiać nie tylko ekspresyjne, niepokojące, ale na swój sposób piękne obrazy Zdzisława Beksińskiego, ale także jego liczne szkice, grafiki komputerowe i robione przez niego artystyczne fotografie. Tych ostatnich jest tak wiele, że znakomita część zbiorów została umieszczona w specjalnych metalowych komodach, w których szuflady pełnią rolę witryn. Obrazy są wspaniale wyeksponowane, a odpowiednie oświetlenie sprawia, że świat na nich przedstawiony wydaje się wyjątkowo sugestywny, magiczny i oniryczny. W sanockim muzeum niezwykle wiernie zrekonstruowano także warszawską pracownię Beksińskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak wyglądała warszawska pracownia  – Muzeum Historycznym w Sanoku

Odtworzono stanowisko pracy Artysty i zadbano o każdy detal – przybory malarskie, rzędy pedantycznie poukładanych płyt, sprzęt biurowy, a nawet widok przez okno na warszawskie blokowisko. Jest także sztaluga z nieukończonym przez malarza obrazem, jego kurtka i odręcznie zapisana kartka – testament, przypięta w widocznym miejscu – na wszelki wypadek… Pracownia wygląda tak, jakby Beksiński wyszedł z niej tylko na chwilę.

Zwiedzający zaglądają do pracowni z ciekawością. To przewrotność losu, zważywszy na to, że Beksiński miał zainstalowane kamery i nie wszystkich wpuszczał do swego mieszkania. Mimo wielkiej ostrożności, pewnego dnia otworzył drzwi do swego mieszkania mordercy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zaglądam do pracowni Mistrza. Muzeum Historyczne w Sanoku

A jednak myślę, że Beksiński cieszyłby się, gdyby wiedział, że jego pracownię mogą teraz podziwiać inni ludzie. Artysta skrupulatnie dokumentował swoje istnienie: zapisywał przemyślenia, nagrywał dzienniki foniczne, rejestrował kamerą życie swoje i najbliższych, robił zdjęcia – wszystko po to, aby pozostawić ślad po sobie dla potomnych. Na jednej ze ścian sanockiego muzeum, gdzie jest prezentowana wystawa jego prac, możemy przecież przeczytać cytat Mistrza, który można także również potraktować jako jego życiowe credo:

W moim przypadku tylko beznadziejna walka ze śmiercią i przemijaniem jest motorem twórczości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Grafika Beksińskiego w Muzeum Historycznym w Sanoku

Muzeum Historyczne w Sanoku to miejsce niezwykłe – oprócz prac Beksińskiego prezentowany jest tam m.in. bogaty zbiór ikon, sztuka sakralna oraz prace wielu uznanych współczesnych twórców. W muzeum można również nabyć reprodukcje obrazów Mistrza i publikacje jemu poświęcone. Ja kupiłam między innymi książkę „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia”, która składa się z dwóch części – pierwsza to rozmowa, którą przeprowadził Jarosław Mikołaj Skoczeń z Wiesławem Banachem – dyrektorem sanockiego muzeum, wielkim propagatorem twórczości Mistrza i jego wieloletnim powiernikiem. Druga część książki to dzienniki Zdzisława Beksińskiego – zapiski prowadzone od 1993 roku do lutego 2005. Więcej na jej temat napisałam w recenzji, którą możecie przeczytać TUTAJ.

Czytaj dalej „W pracowni Mistrza”