Opublikowany w Obrazy

Planeta Bieszczady

Znacznie chętniej podróżuję w wyobraźni niż w realnym życiu. Wyprawa na drugi koniec Polski to dla mnie przedsięwzięcie logistyczne na miarę lotu międzyplanetarnego. Nie mam natury globtrotera. Nieprzetarte szlaki pozostawiam miłośnikom przecierania. Lubię lotniska, samoloty i ciepłe kraje. Nie znoszę autobusów i przesiadek. Od dziecka cierpię na chorobę lokomocyjną. Nie przepadam też za improwizacją. W nowym miejscu zawsze szukam czegoś, co kojarzy mi się z domem i rutyną, dając poczucie zakotwiczenia. Taki walor ma dla mnie dobra kawa z ekspresu. Zawsze wypatruję punktu, w którym można wypić aromatyczną kawę. Wyjazd w Bieszczady nie był moim marzeniem, ale okazał się koniecznością albo czymś w tym rodzaju. I tak znalazłam się na niewielkiej, zielonej i odległej planetoidzie.

Dziennik pokładowy

Na każdym kroku dostrzegam tutaj ślady obcej cywilizacji. Przyroda zagarnia wszystko, co spotka na swojej drodze. Dominuje. Przytłacza i pożera krajobraz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Roślinność nie przypomina tej z podręczników do przyrody. Jest jej brzydszą wersją. Nie pyszni się, nie zachwyca feerią barw.  Jest surowa.

Planeta Bieszczady

Rośliny mają swoje ponure tajemnice.

Planeta Bieszczady

Zmieniają się w zależności od pory dnia.

Planeta Bieszczady

Ten liść nie rósł nawet przy płocie czarodziejskiego ogrodu.

Planeta Bieszczady

Kwiat, chwast, czy owadożerca?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czy tu mieszka Alien?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Iglaki przejawiają cechy narcystyczne.

ukrytepejzaze

Opublikowany w Obrazy

Warszawa przez szparę

Warszawa przez szparę
Warszawa przez szparę

Warszawa – miasto, które wybrałam świadomie. Chciałam tu mieszkać, żyć, kochać i pracować. Ale nie od razu udało mi się zarzucić tutaj kotwicę. Przyjeżdżałam i odjeżdżałam. Coraz bardziej zrezygnowana. Wtedy koleżanka z ówczesnej pracy – nauczycielka, powiedziała mi:

Nie mów hop, zanim nie podskoczysz.

No to podskoczyłam! Ale o swoich planach i marzeniach przestałam mówić przypadkowym ludziom. W stolicy mieszkam już od dekady. Lubię Warszawę nieoczywistą. Pocztówki są nudne. Poznajecie, gdzie zostały zrobione te zdjęcia?

Warszawa przez szparę

Warszawa przez szparę

Warszawa przez szparę

Opublikowany w Obrazy

Czas i natura kontra architektura

Tak najkrócej mogę opisać trzy poniższe zdjęcia, które zrobiłam rok temu w Nieszawie. Każde z tych miejsc tętniło kiedyś życiem, w tych budynkach mieszkali ludzie, pracowali albo się uczyli.

Czas i natura kontra architektura

Drzwi do przeszłości

Te drzwi prowadziły do sklepu, wcześniej był tam m.in. magiel.  Na piętrze tej niegdyś okazałej kamienicy znajdowało się mieszkanie małżeństwa krawców. Jako dziecko chodziłam tam z mamą. Pamiętam każdy detal ich pracowni – deski do prasowania, olbrzymie żelazka, bele kolorowych tkanin, porozrzucane wszędzie skrawki materiału, wielobarwne guziki i tasiemki oraz krawieckie manekiny. Na wprost wejścia stała toaletka z ogromnym lustrem, a na niej bibeloty pani domu. Toaletka pełniła podwójną rolę – nie tylko służyła gospodyni, ale mógł się w niej także przejrzeć się klient, który przyszedł na przymiarkę swojego nowego ubrania. Uwielbiałam tam chodzić, bo wszystko mnie fascynowało i ciekawiło.

p7082589Przyznam, że niewiele wiem o tym budynku mieszczącym się przy nieszawskim placu Kazimierza Jagiellończyka. Dzisiaj pozostała tylko frontowa ściana. Wewnątrz dawnego domu rosną drzewa. Ściana nie została zburzona prawdopodobnie dlatego, że – jak głosi plakietka znajdująca się przy drzwiach donikąd, ten budynek to zabytek.

p7082533

Ogród wspomnień

Dzisiaj czarodziejski ogród, a kiedyś zwyczajny ogródek przy nieszawskim liceum ogólnokształcącym. Ukończyłam tę szkołę. W porośniętym bluszczem budynku mieściły się różne pracownie, m.in. języka polskiego. Pamiętam, że klasy były ogrzewane piecami kaflowymi. Jeszcze wcześniej był to teren folwarku przyklasztornego.

Nieszawa z roku na rok staje się coraz bardziej szara. Wielka szkoda, że tak niewiele pozostało z tych architektonicznych perełek, które zaświadczały o wspaniałej przeszłości miasta. Jeszcze bardziej szkoda, że nic nowego w ich miejsce nie powstaje.