Opublikowany w Obrazy

Nieszawa w… Warszawie

Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna i zamarzyłam o tym, żeby mieć cząstkę Nieszawy w… Warszawie. Pomyślałam: najlepszy będzie obraz, który postawię na sztaludze w widocznym miejscu. I będę mogła na niego zerkać, kiedy zatęsknię za rodzinnym miastem. Nadarzyła się świetna okazja, żeby sprawić sobie taki upominek. Miałam bowiem możliwość przetestować jeden z produktów firmy Saal Digital Polska – zdecydowałam, że będzie to FOTOOBRAZ.  Czytaj dalej „Nieszawa w… Warszawie”

Opublikowany w Obrazy

Coraz zimniej, coraz cieplej

Jesień i zima nigdy nie należały do moich ulubionych pór roku. Chłód, posępne krajobrazy, coraz krótsze dni, mrok i zmrok. Jako dziecko czerwca, uwielbiam lato, słońce, upały i czerwone czereśnie. Kiedy nadchodzi listopad w swoim pocerowanym płaszczu z liści, zamykam drzwi na cztery spusty i udaję, że nikogo nie ma w domu. Gdybym tylko potrafiła, nuciłabym piosenkę, którą tak pięknie śpiewała Łucja Prus ze Skadlami:

Ja jeszcze z wiosną się rozkręcę, ja jeszcze z wiosną się roztańczę…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Powiśle w słońcu

Nadzieja, że zdarzy się coś dobrego, co odmieni nasze życie właśnie wiosną, bywa jednak złudna. Przekonałam się o tym wiele razy. Wiosna jest jak kot, który lubi wygrzewać się w słońcu, ale wystarczy jeden niesforny ruch, żeby czmychnął i poszedł jedną ze swoich dróg. Czy warto więc tak bardzo czekać na wiosnę, czy może przeprosić się z jesienią?

pc261677

Bywa, że pośród najciemniejszej zimy, rozbłyska światełko. W czasie najzimniejszych nocy, pojawia się ogień. Niech wiosna nie troszczy się o jesień 😉

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opublikowany w Obrazy

Zielnik

Wilka ciągnie zawsze do lasu. Podobnie zresztą jak Czerwonego Kapturka. Ja nie jestem stadnym zwierzęciem, a w bajki nie wierzę. Nigdy też nie marzyłam o karierze dendrologa, mykologa, ani botanika, a spacery po kniejach zostawiam leśnikom. Co zatem robiłam w lasach Beskidu Niskiego? Szukałam wczorajszego dnia, a znalazłam kilka listków do fotograficznego zielnika.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Olśnienie
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zawiniątko
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Leśne róże
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zmora dendrologa
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kusi, ale grzybiarza nie skusi
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Listek
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Ogniki
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Struktura

Wielki zielnik wdzięczy się przed obiektywem. Beskid Niski.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opublikowany w Obrazy

Planeta Bieszczady

Znacznie chętniej podróżuję w wyobraźni niż w realnym życiu. Wyprawa na drugi koniec Polski to dla mnie przedsięwzięcie logistyczne na miarę lotu międzyplanetarnego. Nie mam natury globtrotera. Nieprzetarte szlaki pozostawiam miłośnikom przecierania. Lubię lotniska, samoloty i ciepłe kraje. Nie znoszę autobusów i przesiadek. Od dziecka cierpię na chorobę lokomocyjną. Nie przepadam też za improwizacją. W nowym miejscu zawsze szukam czegoś, co kojarzy mi się z domem i rutyną, dając poczucie zakotwiczenia. Taki walor ma dla mnie dobra kawa z ekspresu. Zawsze wypatruję punktu, w którym można wypić aromatyczną kawę. Wyjazd w Bieszczady nie był moim marzeniem, ale okazał się koniecznością albo czymś w tym rodzaju. I tak znalazłam się na niewielkiej, zielonej i odległej planetoidzie.

Dziennik pokładowy

Na każdym kroku dostrzegam tutaj ślady obcej cywilizacji. Przyroda zagarnia wszystko, co spotka na swojej drodze. Dominuje. Przytłacza i pożera krajobraz.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Roślinność nie przypomina tej z podręczników do przyrody. Jest jej brzydszą wersją. Nie pyszni się, nie zachwyca feerią barw.  Jest surowa.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Rośliny mają swoje ponure tajemnice.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zmieniają się w zależności od pory dnia.

listki

Ten liść nie rósł nawet przy płocie czarodziejskiego ogrodu.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Kwiat, chwast, czy owadożerca?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Czy tu mieszka Alien?

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Iglaki przejawiają cechy narcystyczne.

ukrytepejzaze

Opublikowany w Obrazy

Warszawa przez szparę

p1211577

Warszawa – miasto, które wybrałam świadomie. Chciałam tu mieszkać, żyć, kochać i pracować. Ale nie od razu udało mi się zarzucić tutaj kotwicę. Przyjeżdżałam i odjeżdżałam. Coraz bardziej zrezygnowana. Wtedy koleżanka z ówczesnej pracy – nauczycielka, powiedziała mi:

Nie mów hop, zanim nie podskoczysz.

No to podskoczyłam! Ale o swoich planach i marzeniach przestałam mówić przypadkowym ludziom. W stolicy mieszkam już od dekady. Lubię Warszawę nieoczywistą. Pocztówki są nudne. Poznajecie, gdzie zostały zrobione te zdjęcia?

p2011845

p1311728

p1311821

Opublikowany w Obrazy

Czas i natura kontra architektura

Tak najkrócej mogę opisać trzy poniższe zdjęcia, które zrobiłam rok temu w Nieszawie. Każde z tych miejsc tętniło kiedyś życiem, w tych budynkach mieszkali ludzie, pracowali albo się uczyli.

p7082581Te drzwi prowadziły do sklepu, wcześniej był tam m.in. magiel.  Na piętrze tej niegdyś okazałej kamienicy znajdowało się mieszkanie małżeństwa krawców. Jako dziecko chodziłam tam z mamą. Pamiętam każdy detal ich pracowni – deski do prasowania, olbrzymie żelazka, bele kolorowych tkanin, porozrzucane wszędzie skrawki materiału, wielobarwne guziki i tasiemki oraz krawieckie manekiny. Na wprost wejścia stała toaletka z ogromnym lustrem, a na niej bibeloty pani domu. Toaletka pełniła podwójną rolę – nie tylko służyła gospodyni, ale mógł się w niej także przejrzeć się klient, który przyszedł na przymiarkę swojego nowego ubrania. Uwielbiałam tam chodzić, bo wszystko mnie fascynowało i ciekawiło.

p7082589Przyznam, że niewiele wiem o tym budynku mieszczącym się przy nieszawskim placu Kazimierza Jagiellończyka. Dzisiaj pozostała tylko frontowa ściana. Wewnątrz dawnego domu rosną drzewa. Ściana nie została zburzona prawdopodobnie dlatego, że – jak głosi plakietka znajdująca się przy drzwiach donikąd, ten budynek to zabytek.

p7082533Dzisiaj czarodziejski ogród, a kiedyś zwyczajny ogródek przy nieszawskim liceum ogólnokształcącym. Ukończyłam tę szkołę. W porośniętym bluszczem budynku mieściły się różne pracownie, m.in. języka polskiego. Pamiętam, że klasy były ogrzewane piecami kaflowymi. Jeszcze wcześniej był to teren folwarku przyklasztornego.

Nieszawa z roku na rok staje się coraz bardziej szara. Wielka szkoda, że tak niewiele pozostało z tych architektonicznych perełek, które zaświadczały o wspaniałej przeszłości miasta. Jeszcze bardziej szkoda, że nic nowego w ich miejsce nie powstaje.