Opublikowany w Miejsca

Warszawa w miniaturze

Park Miniatur Województwa Mazowieckiego to jedno z najbardziej frapujących miejsc, jakie miałam okazję w tym roku odwiedzić w stolicy. W muzeum można podziwiać makiety budynków, które ważne były dla historii Warszawy, ale wiele z nich zniknęło z jej krajobrazu. To niezwykłe miejsce na mapie Warszawy powstało dzięki grupie pasjonatów historii i architektury Warszawy. Dziś, dzięki pracy Fundacji, podziwiać możemy zrekonstruowane w miniaturze budynki. Twórcy tych makiet zadbali o wszystkie szczegóły i detale architektoniczne. Dzięki ich pracy możemy odbyć fascynującą podróż do przeszłości.
Zapraszam Was do wehikułu czasu! 
Czytaj dalej „Warszawa w miniaturze”

Opublikowany w Miejsca, Praga, Uncategorized

Praga na majówkę

Mija właśnie rok od mojej wizyty w czeskiej Pradze i muszę przyznać, że trochę za nią zatęskniłam. Zwłaszcza, że Praga to miasto, w którym kultura stoi na wysokim poziomie. Koncerty, festiwale, uliczni grajkowie, ciekawe muzea – w tym mieście nie sposób się nudzić.

Na dodatek Czesi słyną z poczucia humoru i mają do siebie sporo dystansu. Najlepszym tego dowodem są kontrowersyjne rzeźby współczesnego artysty Davida Černego, jakie możemy podziwiać na ulicach tego miasta, a które Czechów jakoś nie szokują. W Polsce takie instalacje zostałyby od razu okrzyknięte jako obrazoburcze. Czytaj dalej „Praga na majówkę”

Opublikowany w Kraków, Miejsca

Kraków – miejsca (nie) obowiązkowe

Lubię Kraków. To taka nieoczywista miłość, bo z jednaj strony ciągnie mnie do tego miasta jak wilka do lasu, a z drugiej strony bywam tam rzadko, żeby nie powiedzieć od wielkiego dzwonu. W Krakowie po raz pierwszy byłam w dzieciństwie z rodzicami i zapamiętałam z tego pobytu spacer po rynku i sznurkową plecioną torebeczkę kupioną pod sukiennicami.  Czytaj dalej „Kraków – miejsca (nie) obowiązkowe”

Opublikowany w Katowice, Miejsca

Trzynaście metrów pod ziemią

Pisałam Wam niedawno, że wybieram się do Katowic na plener fotograficzny. W tym mieście byłam wcześniej kilka razy, ale zawsze przelotnie i znałam je jedynie z perspektywy dworca oraz hali lotniska. Tym razem miałam okazję lepiej poznać ten szczególny punkt na mapie Polski, jego mieszkańców oraz odnaleźć kolejne dopieszczone kulturalnie miejsce — Muzeum Śląskie. Na dodatek byłam w Katowicach w wyjątkowym czasie, bo w Barbórkę.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W poszukiwaniu samego siebie… Muzeum Śląskie

Wyprawa po dobre kadry zamieniła się więc w pielgrzymowanie po katowickich zakątkach oraz w… poszukiwanie samej siebie. Okazało się, że Muzeum Śląskie to wymarzone miejsce nie tylko do poznania historii tego regionu, ale także do konfrontacji ze sztuką i… własną jaźnią. Zarówno ja jak i Pan Alter Ego byliśmy zachwyceni. Towarzyszył nam także mój kolega ze studiów podyplomowych – dr Tomasz Michalik, archeolog i kognitywista w jednym. Każde z nas – w swoim tempie i własnymi ścieżkami – przemierzało podziemne sale Muzeum Śląskiego, żeby w końcu ulec całkowitemu szaleństwu – najpierw przy dziwnej lustrzanej konstrukcji (na zdjęciu obok), a potem doznaliśmy prawdziwej iluminacji w Galerii jednego dzieła – ale o tym za chwilę.

Zacznijmy od tego, że do Muzeum trafiliśmy późnym popołudniem, po wielu perturbacjach i dobrych radach mieszkańców Katowic, którzy bezskutecznie próbowali nam wytłumaczyć, jak dotrzeć z osiedla Nikiszowiec do śródmieścia. Najlepiej sprawę ujął kontroler z miejskiej kolejki, który sugerował, żebyśmy szli „na przestrzał bloków”. Niestety, nie posłuchaliśmy jego dobrej rady. W końcu jednak na miejsce dotarliśmy i od razu byliśmy mile zaskoczeni. Po pierwsze Muzeum Śląskie pod osłoną nocy wygląda zjawiskowo. Przed oczami najpierw pojawiła się pięknie iluminowana wieża wyciągowa szybu kopalnianego oraz podświetlone szklane konstrukcje. Te ostatnie są świetlikami, dzięki którym za dnia wpada światło do umieszczonych pod ziemią muzealnych pomieszczeń. Czytaj dalej „Trzynaście metrów pod ziemią”

Opublikowany w Miejsca

W pracowni Mistrza

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
W Muzeum Historycznym w Sanoku. Zachwycona obrazami Zdzisława Beksińskiego

Pamiętacie jak wspominałam Wam w drugiej Lekcji pisania, że warto odwiedzać muzea oraz galerie, bo to bardzo rozwijające doświadczenie?Podtrzymuję to, co napisałam, ale z małym zastrzeżeniem. Są muzea, w których chodzi się w kapciach, a przewodnik przegania zwiedzających od eksponatu do eksponatu. Czuję się w nich nieswojo – jak nieproszony gość albo barbarzyńca w ogrodzie. Są też takie, jak Muzeum Historyczne w Sanoku – przyjazne ludziom świątynie sztuki. Tam przy każdym obrazie można się na dłużej zatrzymać, a nawet przysiąść, żeby chwilę pomyśleć. Właśnie takie niezwykłe i dopieszczone miejsca będę Wam polecać na moim blogu. 

Najpierw przeczytałam książkę Magdaleny Grzebałkowskiej „Beksińscy. Portret podwójny”, potem obejrzałam film „Ostatnia rodzina”, wreszcie wyruszyłam do Sanoka, gdzie w Muzeum Historycznym jest ekspozycja stała prac Mistrza. Rodzinna Beksińskich z Sanokiem związana była od kilku pokoleń i bardzo dla tego miasta zasłużona.

Zdzisław wyjechał z Sanoka w 1977 roku i zamieszkał w Warszawie. Pisałam o tym więcej przy okazji recenzji filmu Ostatnia Rodzina. Sanok pozostał jednak dla niego ważnym miejscem na mapie i wielokrotnie do niego wracał. To tutaj miał swoich przyjaciół, ukochane miejsca i rodzinny grobowiec, w którym spoczęli jego bliscy.

Beksiński w 2001 cały dorobek artystyczny oraz majątek zapisał w testamencie Muzeum Historycznemu w Sanoku. Dzisiaj możemy tam podziwiać nie tylko ekspresyjne, niepokojące, ale na swój sposób piękne obrazy Zdzisława Beksińskiego, ale także jego liczne szkice, grafiki komputerowe i robione przez niego artystyczne fotografie. Tych ostatnich jest tak wiele, że znakomita część zbiorów została umieszczona w specjalnych metalowych komodach, w których szuflady pełnią rolę witryn. Obrazy są wspaniale wyeksponowane, a odpowiednie oświetlenie sprawia, że świat na nich przedstawiony wydaje się wyjątkowo sugestywny, magiczny i oniryczny. W sanockim muzeum niezwykle wiernie zrekonstruowano także warszawską pracownię Beksińskiego.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak wyglądała warszawska pracownia  – Muzeum Historycznym w Sanoku

Odtworzono stanowisko pracy Artysty i zadbano o każdy detal – przybory malarskie, rzędy pedantycznie poukładanych płyt, sprzęt biurowy, a nawet widok przez okno na warszawskie blokowisko. Jest także sztaluga z nieukończonym przez malarza obrazem, jego kurtka i odręcznie zapisana kartka – testament, przypięta w widocznym miejscu – na wszelki wypadek… Pracownia wygląda tak, jakby Beksiński wyszedł z niej tylko na chwilę.

Zwiedzający zaglądają do pracowni z ciekawością. To przewrotność losu, zważywszy na to, że Beksiński miał zainstalowane kamery i nie wszystkich wpuszczał do swego mieszkania. Mimo wielkiej ostrożności, pewnego dnia otworzył drzwi do swego mieszkania mordercy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zaglądam do pracowni Mistrza. Muzeum Historyczne w Sanoku

A jednak myślę, że Beksiński cieszyłby się, gdyby wiedział, że jego pracownię mogą teraz podziwiać inni ludzie. Artysta skrupulatnie dokumentował swoje istnienie: zapisywał przemyślenia, nagrywał dzienniki foniczne, rejestrował kamerą życie swoje i najbliższych, robił zdjęcia – wszystko po to, aby pozostawić ślad po sobie dla potomnych. Na jednej ze ścian sanockiego muzeum, gdzie jest prezentowana wystawa jego prac, możemy przecież przeczytać cytat Mistrza, który można także również potraktować jako jego życiowe credo:

W moim przypadku tylko beznadziejna walka ze śmiercią i przemijaniem jest motorem twórczości.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Grafika Beksińskiego w Muzeum Historycznym w Sanoku

Muzeum Historyczne w Sanoku to miejsce niezwykłe – oprócz prac Beksińskiego prezentowany jest tam m.in. bogaty zbiór ikon, sztuka sakralna oraz prace wielu uznanych współczesnych twórców. W muzeum można również nabyć reprodukcje obrazów Mistrza i publikacje jemu poświęcone. Ja kupiłam między innymi książkę „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia”, która składa się z dwóch części – pierwsza to rozmowa, którą przeprowadził Jarosław Mikołaj Skoczeń z Wiesławem Banachem – dyrektorem sanockiego muzeum, wielkim propagatorem twórczości Mistrza i jego wieloletnim powiernikiem. Druga część książki to dzienniki Zdzisława Beksińskiego – zapiski prowadzone od 1993 roku do lutego 2005. Więcej na jej temat napisałam w recenzji, którą możecie przeczytać TUTAJ.

Czytaj dalej „W pracowni Mistrza”