Opublikowany w Książki, Recenzje

Twórca – blaski i cienie wolnego zawodu

Chcecie wiedzieć, jak pracują ludzie, których podziwiacie — poczytni pisarze, znani rysownicy, sławni artyści? To koniecznie musicie przeczytać książkę Agaty Napiórkowskiej pt. „Jak oni pracują. Rozmowy o pracy, pasji i codziennych sprawach polskich twórców”. To zbiór około sześćdziesięciu inspirujących wywiadów. Wśród rozmówców znaleźli się m.in. Łukasz Orbitowski, Michał Rusinek, Tadeusz Rolke, Sylwia Chutnik, Zbigniew Libera, Jerzy Pilch, Mariusz Szczygieł, Katarzyna Bonda, Edward Lutczyn, Jan Koza czy Zbigniew Lew-Starowicz. Czytaj dalej „Twórca – blaski i cienie wolnego zawodu”

Opublikowany w Książki, Recenzje

Autos znaczy sam…

Kwiecień jest Światowym Miesiącem Wiedzy na Temat Autyzmu. A co Wy wiecie o tym zaburzeniu? 

Wyraz autyzm wywodzi się z języka greckiego – pochodzi od słowa autos, a oznacza sam. Autyzm nie jest chorobą, ale zaburzeniem. Osoby autystyczne nieco inaczej postrzegają świat i rzeczywistość. Czytaj dalej „Autos znaczy sam…”

Opublikowany w Książki, Recenzje

Przyrodę podziwiam z daleka

Nigdy nie miałam inklinacji, aby zostań botanikiem, ornitologiem, entomologiem, czy dendrologiem. Przyznam szczerze, że przyroda mnie na tyle onieśmiela, że staram się trzymać od niej z daleka. Zapytacie, dlaczego więc sięgnęłam po książkę „O ziołach i zwierzętach” Simony Kossak wydanej przez Marginesy? Książka wydała mi się interesująca, bo jest pięknie wydana — nie brakuje w niej rycin, ciekawych bardzo szczegółowych ilustracji i przypomina zielnik. 

Rozdziały książki „O ziołach i zwierzętach” są krótkie i ułożone w kolejności alfabetycznej, a każdy jest poświęcony innej roślinie lub zwierzęciu. Nie czytałam tych rozdziałów po kolei, tylko wybierałam najpierw te, które najbardziej mnie ciekawiły. Szybko okazało się, że ta książka to niezwykle wciągająca lektura nawet dla takich botanicznych ignorantek jak ja… Na dodatek lektura tej książki nastroiła mnie sentymentalnie. Czytaj dalej „Przyrodę podziwiam z daleka”

Opublikowany w Książki, Poezja, Recenzje, Słowa

Poezja jest kobietą    

Wiecie, co mnie irytuje? Brak solidarności wśród kobiet. Nie, to nie faceci obgadują nas za plecami, rozliczają z niedowagi,  nadwagi, wzrostu, cellulitu i życiowych wyborów, ale inne kobiety. Nie jesteśmy dla siebie życzliwe, nie wspieramy się, nie sekundujemy, nie cieszymy ze swoich sukcesów, nagminnie dyskredytujemy się nawzajem w oczach innych kobiet, a co gorsza także mężczyzn. A potem się dziwimy, że nikt się z nami – kobietami nie liczy, że inni chcą decydować za nas, że tracimy nasze prawa, chociaż wcześniej same pozbawiłyśmy się wzajemnie poczucia własnej wartości.

Nie ma więc chyba lepszej lektury na Dzień Kobiet niż tomik poezji napisany przez kobietę i dla kobiet. Rupi Kaur urodziła się w Indiach, ale wyemigrowała wraz z rodzicami do Toronto w Kanadzie. Ta młodziutka, 24-letnia poetka jest autorką tomiku wierszy pt. „Mleko i miód”. Jest też performerką — artystką słowa. Co ciekawe swoje wiersze publikuje, m.in. w mediach społecznościowych, np. na Instagramie. Nie wstydzi się swego ciała, kobiecości i odczarowuje tematy tabu, takie jak menstruacja. Na jej profilu i stronie internetowej można zobaczyć zdjęcia, na których pojawia się motyw okresu. A jednak te zdjęcia nie są — moim zdaniem — obrazoburcze czy nieestetyczne. Czytaj dalej „Poezja jest kobietą    „

Opublikowany w Książki, Recenzje

Walentynki -okiem sceptyka

walentynki_koloW stronach, z których pochodzę mówi się dosadnie, że „Miłość to uczucie głupie, zaczyna się na ustach, a kończy…” — no właśnie, kończy się oczywiście różnie, czasem dość gwałtownie i nieprzyjemnie. Mimo wszystko uważam, że jeżeli owa miłość się zdarza czy jak ktoś woli przytrafia, to warto podjąć rękawicę i trochę się poboksować z losem w imię romantyzmu. Z reguły pozostają bowiem po takim starciu jakieś miłe wspomnienia, czasem coś więcej. Jeżeli ktoś ma trochę talentu, to może nawet przekuć takie miłosne historie w jakieś literackie dzieło na miarę „Anny Kareniny”. Czytaj dalej „Walentynki -okiem sceptyka”

Opublikowany w Książki, Recenzje

Urodzona pod modną gwiazdą

„Grażyna Hase. Miłość, moda, sztuka” Krzysztofa Tomasika to książka, którą się czyta nie tylko z zaciekawieniem, ale także z przyjemnością ogląda. Pięknie wydana publikacja, okraszona ogromną ilością archiwalnych zdjęć, wycinków z gazet, szkiców i rysunków przedstawiających projekty kreacji  – przypomina wielobarwny collage. Nie brakuje tu także zabawnych anegdot, miłosnych historii, mało znanych faktów z życia tytułowej bohaterki.

Z kart książki wyłania się silna kobieta urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. Grażyna Hase przyszła na świat 12 stycznia 1939 roku, ochrzczona we wrześniu — miesiącu, w którym wybuchła wojna. Z wojennej zawieruchy jej najbliższa rodzina wyszła na szczęście cało.

Grażyna jako nastolatka wyróżnia się urodą i charakterem. Jest szczupła, zgrabna i bardzo fotogeniczna. Nieprzeciętna, wyróżnia się z tłumu dziewcząt. Od najmłodszych lat zwraca uwagę na stroje, lubi być ładnie i oryginalnie ubrana.   Nic dziwnego, że karierę modelki zaczyna już jako podlotek. Czytaj dalej „Urodzona pod modną gwiazdą”

Opublikowany w Książki, Recenzje

Wplątani w grę pozorów

Jak zrecenzować kryminał, żeby nie odbierać czytelnikowi przyjemności płynącej z lektury i nie zdradzić zbyt wielu szczegółów? Trudne zadanie, ale spróbuję…

„Paradoks” to debiut literacki Igora Brejdyganta. Początkowo dziwiłam się, że człowiek bardzo sprawnie posługujący się piórem, tak długo zwlekał z napisaniem swojej pierwszej książki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do tej pory znany był przede wszystkim jako scenarzysta, reżyser, producent, a nawet aktor. To właśnie on jest autorem scenariusza do serialu „Paradoks”, w którym główną rolę zagrał nieoceniony Bogusław Linda. Rozmowa z Igorem Brejdygantem pozwoliła mi zrozumieć jego motywacje. (Wywiad z autorem „Paradoksu” już wkrótce na blogu).

Często bywa tak, że jakieś dzieło literackie tak bardzo zafascynuje filmowców, że staje się ono kanwą do powstania scenariusza. Tym razem było odwrotnie – powieść powstała na motywach scenariusza do serialu „Parados”. W książce znalazło się jednak mniej opowieści, bo tylko pięć — odpowiadających pierwszym epizodom z serialu. Nie zabrakło także historii nadrzędnej, wokół której zawiązana jest cała fabuła. Czytaj dalej „Wplątani w grę pozorów”

Opublikowany w Książki

Prognoza pogody

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Widok z okna Muzeum Historycznego w Sanoku

Książka „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” składa się z dwóch części – pierwsza to rozmowa, którą przeprowadził Jarosław Mikołaj Skoczeń z Wiesławem Banachem – dyrektorem sanockiego muzeum, wielkim propagatorem twórczości Mistrza, a także jego zaufanym powiernikiem. Druga część to wybrane fragmenty dzienników Zdzisława Beksińskiego
– skrupulatne zapiski prowadzone od 1993 roku do lutego 2005.

Publikacja jest ciekawie skonstruowana. Pierwsze pytanie, jakie Skoczeń zadaje Banachowi dotyczy okoliczności, w jakich ten ostatni dowiedział się o śmierci Mistrza. Właśnie to pytanie organizuje całą ich dalszą rozmowę i motywuje tytuł książki: „Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia”.

Banach przyznaje, że o dramacie, jaki rozegrał się w mieszkaniu Beksińskiego, dowiedział się nazajutrz rano po jego śmierci. I oczywiście nie mógł w to uwierzyć. Fakt, że Mistrz został zamordowany wydał mu się irracjonalny.  Beksiński mieszkał za pancernymi drzwiami, miał monitoring, był zawsze bardzo ostrożny i kilkukrotnie upewniał się, z kim rozmawia, zanim wpuścił kogoś do domu. Absurdalne wydawało się więc, że ktoś mógł go zamordować.

Beksiński na kartach swego dziennika pisał:

Dzielni ludzie z firmy zajmującej się wideofonami rozwalają w tej chwili żelazne drzwi do mojej samotni, osadzając tam minikamerkę (…). Wraz ze zgrzybieniem narasta w człowieku lęk przed napadem. Wprawdzie do moich drzwi nie dzwoni dzwonek częściej niż raz w tygodniu, ale Jaroszewicz omylił się tylko raz w życiu i to wystarczyło. I tak zapewne kiedyś się omylę i to, co uznam za nieszkodliwą starszą panią w futrze, okaże się być niedźwiedziem, który uciekł z cyrku i zadzwonił do moich drzwi. (Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia, s.14.)

Przez niektórych, Beksińcy – zarówno Zdzisław jak i jego syn – nazywani są prorokami własnej śmierci. Moim zdaniem to nadużycie i jedynie chwytliwa fraza. Z kart dzienników artysty wyłania się bowiem portret człowieka stonowanego, bardzo racjonalnego i niepozbawionego poczucia humoru. Kiedy umarła jego ukochana żona Zosia, a potem popełnił samobójstwo jego syn Tomek, Beksiński coraz częściej wspominał o śmierci, przemijaniu.

beksinski_cytat

Nie był to jednak tylko i wyłącznie objaw melancholii, co raczej rozwaga człowieka, który chce według własnych zasad poregulować ziemskie sprawy, bo przecież nikt inny tego za niego nie zrobi. Nawet pisząc o sprawach ostatecznych, robił to z charakterystycznym dla siebie dystansem. Długo zastanawiał się, jak zadysponować swoim dorobkiem artystycznym oraz majątkiem. Wreszcie zdecydował, że jedynym spadkobiercą uczyni Muzeum Historyczne w Sanoku. I choć szargały nim różne rozterki i wątpliwości, to z humorem na kartach swoich dzienników odnotował, że przecież „nie będzie administrować swoim spadkiem zza grobu”. (Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życias. 336).

beksinski_ksiazki
Lektury obowiązkowe

Z rozmowy Jarosława Mikołaj Skoczeń z Wiesławem Banachem możemy się o Mistrzu dowiedzieć wiele – jakim był człowiekiem, czy był religijny, czy bał się śmierci, jakie były jego relacje z żoną i synem. Ten dialog to swoiste objaśnienie do treści dziennika Beksińskiego. Warto jednak zaznaczyć, że Skoczeń moderuje tę rozmowę w sposób niezwykle wyważony – nie ma tutaj gonitwy za tanią sensacją, rozgrzebywania rodzinnych brudów, myszkowania w pamiątkach po Mistrzu, czy dorabiania legendy. Jest za to kulturalna, utrzymana w dobrym tonie rozmowa. I nie jest to zarzut. Wiesław Banach opowiada o Mistrzu ciekawie, z pewnego rodzaju emfazą i ogromnym szacunkiem. Dyrektor sanockiego muzeum i swego rodzaju powiernik Beksińskiego, nie śmie nawet nazywać się jego przyjacielem. Przyznaje, że nigdy nie przeszli „na ty”, że trzymali wobec siebie pewien dystans, że nie dostał od Beksińskiego żadnej jego pracy. Tymczasem to właśnie jego Beksiński chciał uczynić jedynym spadkobiercom, a w końcu – na wyraźne sugestie Banacha – zapisał wszystko Muzeum Historycznemu w Sanoku. Zresztą dzisiaj, z perspektywy czasu, wiadomo już, że artysty w tej kwestii nie zawiodła intuicja. Banach okazał wielkim propagatorem twórczości Mistrza, a sanocka galeria to prawdziwa mekka dla wszystkich, którzy są zafascynowani sztuką Beksińskiego.

Wracając do samych dzienników Beksińskiego, to są one niezwykłą lekturą. Nie brakuje tam ciekawych przemyśleń dotyczących natury życia. Malarz zafascynowany był techniką i komputerami, dlatego nie dziwi, że właśnie odwołując się do technologicznych porównać, opisywał świat.

beksinski_cytat

Beksiński opisywał swoją coraz większą samotność, ogromną tęsknotą za utraconą rodziną, twórcze zmagania, problemy zdrowotne, spotkania z ludźmi, rozmowy, czy choćby pogodę. Pod koniec swego życia coraz częściej pisał o swoim zmęczeniu. Wiele dziennych zapisków zaczynało się od informacji o pogodzie. Określenie „Rano ciemności” pojawia się przez pięć kolejnych dni poprzedzających jego śmierć. Tymczasem w dniu 21 lutego 2005 niebo było lekko zachmurzone, co Beksiński skrupulatnie odnotował w swoim dzienniku. To ostatnia notatka sporządzona jego ręką. Zdzisław Beksiński tego dnia został zamordowany w swoim mieszkaniu przez syna człowieka, któremu przeprowadzał u niego drobne naprawy.

filmok„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia” to lektura obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy są zafascynowani malarstwem sanockiego Mistrza. To książka ważna, bo choć o Beksińskim napisano i powiedziano już wiele, to dzienniki Mistrza są najbardziej wiarygodnym źródłem. Muszę przyznać, że po przeczytaniu tej publikacji zdystansowałam się do książki Magdaleny Grzebałkowskiej, patrzę także bardziej krytycznie na obraz „Ostatnia rodzina”, choć nadal uważam, że do dobry film.

Wszystkie cytaty pochodzą z książki:

„Beksiński. Dzień po dniu kończącego się życia”, Beksiński Zdzisław, Skoczeń Jarosław Mikołaj, Matwit Druk, Warszawa, 2016.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Muzeum Historyczne w Sanoku, gdzie mieści się galeria prac Zdzisława Beksińskiego