Opublikowany w Obrazy

Nieszawa w… Warszawie

Z wiekiem staję się coraz bardziej sentymentalna i zamarzyłam o tym, żeby mieć cząstkę Nieszawy w… Warszawie. Pomyślałam: najlepszy będzie obraz, który postawię na sztaludze w widocznym miejscu. I będę mogła na niego zerkać, kiedy zatęsknię za rodzinnym miastem. Nadarzyła się świetna okazja, żeby sprawić sobie taki upominek. Miałam bowiem możliwość przetestować jeden z produktów firmy Saal Digital Polska – zdecydowałam, że będzie to FOTOOBRAZ.  Czytaj dalej „Nieszawa w… Warszawie”

Opublikowany w Recenzje, Filmy

Monarchia kotów

szpuafilmowaNiedawno miałam okazję obejrzeć przedpremierowo film „Kedi. Sekretne życie kotów”. Po seansie, który odbył się w klimatycznym kinie Elektronik, czekała na widzów niespodzianka — spotkanie z behawiorystą. Dokument w reżyserii Ceyda Torun przybliża życie kotów mieszkających na ulicach Stambułu i jest niezwykle malowniczym obrazem.  Czytaj dalej „Monarchia kotów”

Opublikowany w Recenzje

Jak to robią Szwedzi?

Szwedzi to szczęśliwy naród. Przekonuję się o tym, za każdym razem, kiedy odwiedzam ich flagowy supermarket — Ikeę. Jaki inny naród uczyniłby z własnoręcznego skręcania mebli atut? Tylko Szwedzi mogli wpaść na pomysł, żeby kusić klientów klopsikami i żurawiną. Kiedy więc usłyszałam o książce Dr Bertil Marklund „Skandynawski sekret”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Nie przepadam za poradnikami typu „jak żyć szczęśliwie”, ale ta publikacja ma w podtytule też zwrot: „i zdrowo”. I rzeczywiście więcej tu rad dotyczących zachowania zdrowia, dobrej kondycji i samopoczucia, niż motywacyjnych banałów. Czytaj dalej „Jak to robią Szwedzi?”

Opublikowany w Lekcja pisania

Projekt książka

O tym, że „śpiewać każdy może…” dowodził Jerzy Stuhr w kultowym „Wodzireju”. O tym, że piosenka miała wydźwięk ironiczny, nie trzeba nikogo przekonywać. Czy zatem – trawestując klasyka — pisać każdy może? Może! Kto bogatemu zabroni… Tak, tak… bo dziś książkę może wydać każdy, jeżeli tylko ma na to fundusze, to znajdzie też wydawcę albo wyda swoje dzieło w ramach tak modnego self-publishingu. Ale o tym za chwilę.

Napisałeś książkę — co dalej? Jeżeli jest twoja pierwsza książka to… Czytaj dalej „Projekt książka”

Opublikowany w Lekcja pisania

Mój mały nowy rok…

Czerwiec to mój ulubiony miesiąc w roku. Miesiąc z najkrótszą nocą w roku, którą rozświetla brokat cykat, miesiąc ze szczęśliwą literką „r”, gwałtownymi burzami, szczerzącym się w uśmiechu słońcem i chrupiącymi czereśniami jest po prostu magiczny. Jeżeli środa to taka mała sobota, to ostatni dzień czerwca bez wątpienia można nazwać takim małym sylwestrem.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Urodziłam się ostatniego dnia czerwca. I choć na ten temat w naszej domowej mitologii powstała niejedna legenda, to oszczędzę Wam szczegółów tej historii. Zdradzę tylko, że noc, w trakcie której przyszłam na świat była parna i duszna, personel medyczny świętował akurat imieniny Łucji, a ja okazałam się najdłuższym niemowlakiem na oddziale. Jak to w bajkach bywa — na miejsce przybyły też wróżki, a nawet jedna zła czarownica, przed której złymi mocami uchroniła mnie czerwona kokardka.

W dorosłym życiu już dużo trudniej bronić się przed wiedźmami. Ale to temat na zupełnie inną nie-bajkę. A może nawet na książkę…

Z okazji moich urodzin chciałam Wam w ramach Lekcji pisania zaproponować literacką zabawę w grę skojarzeń. Jest to świetne ćwiczenie dla wszystkich tych, którzy marzą o pisaniu i przelewaniu różnych historii na papier, ale brak im pomysłów. To ćwiczenie pomaga wyzwolić wyobraźnię. Pokażę Wam na czym polega zabawa na przykładzie słowa…

czereśnie

Wypisujemy wszystko, co nam się z danym słowem kojarzy. Najpierw są to hasła, potem wypisujemy też wspomnienia, które to słowo uruchomiło. Zobaczycie, że gotowe opowieści nosimy w sobie, wystarczy jedynie wydobyć je z otchłani umysłu, a potem twórczo wykorzystać, przelewając na papier. Nie mam tu rzecz jasna na myśli pisania biografii, tylko czerpania z własnych zasobów pamięci przy okazji kreowania nowych opowieści. Historie literackie najeżone szczegółami mają w sobie moc, stają się soczyste i działają na wyobraźnię.

Wy możecie wybrać inne słowo. Miło mi jednak będzie, jeżeli w komentarzach dopiszecie swoje własne czereśniowe skojarzenia. Zapraszam do zabawy!

lekcje_pisania

  • Kolczyki
  • Czerwiec
  • Szpaki
  • Czereśniowy sad
  • Chłopaki-czereśniaki
  • Ból brzucha z przejedzenia czereśniami😊
  • Czereśniowy kompot mojej babci
  • Moje dziecięce wyprawy do piwnicy, w której stały zastępy słoików z tym specjałem.
  • Mam jedenaście lat, są moje urodziny, jestem na kolonii. Odwiedza mnie mama z tutką czereśni. Próbuję ją przekonać, żeby zabrała mnie do domu. W końcu po moich płaczach ulega, ale z powrotu do domu nie ma radości. Z tego, co słyszę, będę w miasteczku pośmiewiskiem. „Z powodu tego, że nie chciałam zostać na koloniach? Tam naprawdę było nudno” — myślę.
  • Słoik z kompotem czereśniowym był panaceum na każde dziecięce zmartwienie. Pamiętam jego migdałowo-słodki smak!
  • Taka scenka. Jestem z rodzicami na wczasach w Limanowej. Jest czerwiec. Wychodzimy wieczorem na spacer. W plastikowej miseczce mama niesie umyte czereśnie. Chrupiemy je po drodze. Rodzice są w świetnych nastrojach. Mama kładzie miskę na głowę i idzie wyprostowana jak struna, wzbudzając ciekawość miejscowych. Jest dużo śmiechu i radości.
  • Kolejna scenka. Jestem nastolatką. W kuchni na stole stoi olbrzymia emaliowana misa wypełniona po brzegi dojrzałymi czereśniami. Owoce były pewnie kupione z myślą o zrobieniu jakiś pysznych przetworów. Odwiedza mnie kolega, do którego czułam miętę. Sięga do tej michy i częstuje się — oczywiście bez pytania. I jest taki piękny, jedząc pełnymi garściami te nasze czereśnie 😉
  • Jest rok 2017. Pierwsze czereśnie w tym roku są po 28 zł. Potem tanieją i można kupić kilogram za 18 złotych. Kupuję. Trochę jem, trochę je fotografuję. Są smaczne, ale nie tak jak dawniej. Nie wiem, czy to wina czereśni, czy stępionego zmysłu smaku czterdziestolatki?

A Wam z czym kojarzą się czereśnie? Piszcie w komentarzach!

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Opublikowany w Recenzje

Faceci (nie) płaczą…

Męska półka…

…to nowy dział na moim blogu. Niedopieszczony kulturalnie mężczyzna zamienia się bowiem w jaskiniowca. Nie będę Wam tu jednak polecać typowych męskich rozrywek, takich jak polowanie, żeglowanie, czy delektowanie się trunkami. Nie spodziewajcie tu też recenzji komputerowych gier, filmów akcji, książek dla tak zwanych prawdziwych mężczyzn, czy rad jak dobrze wysmażyć stek.

Co tu zatem znajdziecie? Nie zabraknie krótkich rekomendacji filmów, książek i innych kulturalnych wydarzeń, które poruszą struny nawet największych twardzieli. Chciałabym Wam panowie zaproponować kilka „pozycji obowiązkowych”, które sprawią, że lepiej zrozumiecie własne emocje i świat. Mężczyznom od dziecka wmawia się, że powinni mieć serce ze stali i trzeźwo patrzeć na życie.  Moim zdaniem prawdziwy facet to taki, który czasem uroni łzę i nie wstydzi się okazywać uczuć. Zapraszam Was do męskiego świata.

Lista „pozycji obowiązkowych”

Numer 1.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Mój rower. Cała prawda o facetach

Film Mój rower w reżyserii Piotra Trzaskalskiego to historia, która przybliża losy trzech pokoleń mężczyzn i ich skomplikowane międzypokoleniowe relacje.

W roli Włodka — nestora rodu oglądamy legendę polskiego jazzu: Michała Urbaniaka, jego syna Pawła zagrał Artur Żmijewski, a wnuka Macieja — Krzysztof Chodorowski. Choć łączą ich więzy krwi i muzyczny talent, to nie potrafią znaleźć wspólnego języka. Kiedy więc za sprawą przypadku, los na nowo krzyżuje ich drogi, panowie nawzajem komplikują sobie życie. Paweł nie może wybaczyć ojcu jego grzeszków, nałogów i rodzicielskich zaniedbań, przy czym nie zauważa, że sam popełnił wobec własnej rodziny podobne błędy. Nic więc dziwnego, że z kolei jego syn Maciej ciągle się wobec niego buntuje. Młody mężczyzna solidaryzuje się za to z dziadkiem.

Kiedy Włodka po latach rzuca żona, Paweł za wszelką cenę i dla własnego świętego spokoju, chce pogodzić rodziców. Władek z kolei podchodzi do nowej sytuacji ze stoickim spokojem i filozoficznie pointuje, że…

sam ze sobą dawno by się rozwiódł, gdyby to było możliwe…

W filmie nie brakuje żartobliwych dialogów, które — mimo łez wiszących na rzęsach —wywołują uśmiech. Mój rower to bardzo nostalgiczny, melancholijny obraz: impresja o rodzinnych relacjach, ojcowskiej miłości, trudach znajdowania wspólnego języka i sile genów, które wcześniej lub później, ale zawsze dadzą o sobie znać. Geny to nie tylko podobne rysy twarzy, tembr głosu, przywary, ale też talenty. Warto o tym pamiętać.

Dlaczego polecam ten film? 

Kiedyś przeczytałam w jednej z książek Berta Hellingera, że mężczyzna, który nie ma oparcia w ojcu, nie utożsamia się z nim, będzie mieć trudności w relacjach i zbudowaniu szczęśliwej rodziny. Choć nie jestem przekona co do słuszności wszystkich mądrości Hellingera, to myślę, że w tym temacie ma trochę racji. Przynajmniej takie wnioski mogę wysnuć przyglądając się życiorysom różnych mężczyzn. No cóż, faceci niechętnie rozmawiają o uczuciach. Być może nie mają takiej potrzeby albo po prostu nikt ich tego nie nauczył. Czy to coś złego? Ten film pokazuje, że dialog jest potrzebny, bo dzięki niemu można lepiej zrozumieć nie tylko własnych rodziców, ale też siebie.

Opublikowany w #2, FACEtownik, Proza

Polowanie na jednorożca

Pan Z Innej Nie-bajkiA było to tak:

Nie tak dawno temu, nie za górami, nie za morzami, ale za mostem Poniatowskiego, licząc „za” od lepszej, lewobrzeżnej strony Warszawy…

Kaśka wybiegła z pracy i w ostatniej chwili wskoczyła do autobusu linii 158. Usiadła, zagarniając poły kremowego płaszcza. Spojrzała w okno, w szybie zobaczyła swoją twarz. Uśmiechnęła się do swego odbicia. „Ho, ho…” — pomyślała.  Po dziesięciu godzinach w pracy nadal wyglądała ładnie, a może nawet ślicznie. Oczy jej lśniły, a precyzyjnie namalowana nad górną powieką błękitna kreska dodawała dziewczęcego uroku.  Za oknem Warszawa jarzyła światłami i zwalniała tempo po całym dniu pracy. Kaśka założyła słuchawki na uszy i włączyła iPoda. W uszach zagrzmiały tamburyny, a zaraz potem rozbrzmiały słowa refrenu bollywoodzkiego przeboju. Spojrzała z zadowoleniem na błyszczące czerwienią paznokcie i przymknęła oczy. Autobus toczył się miarowo. Po tym, że jej ciało lekko leciało do przodu, poznawała, że mijają kolejne przystanki i jest coraz bliżej domu. W pewnej chwili poczuła na twarzy delikatne muśnięcie powietrza i obcy, ale miły zapach. Spojrzała spod rzęs. Na przeciwko niej zamajaczyła jakaś postać. Po ruchu warg można było się zorientować, że coś do niej mówi. Otworzyła szeroko oczy i wyciągnęła z ucha jedną słuchawkę. Jakiś chłopak przemawiał do niej nienaganną polszczyzną, ale bez maniery znanej z wykładów profesora Kotka…

Wyglądał jak z reklamy ubezpieczeń. Wysoki, dobrze zbudowany — typ lekkoatlety, ale nie siłko-osiłka. Ogolony, ale nie tak zwaną „pupcię niemowlęcia”. Ubrany, trochę retro, w  sztruksy w kolorach jesieni i na pewno nie był to „tani Armani”. Z uśmiechem wprost od pana ortodonty… Z baczkami znanymi z rodzinnych albumów. Ach, och, ych… Jakiż on piękny panek!

Chór: Weź się w garść dziewczyno.

Mama: I mówię ci, przestań nosić te wysokie obcasy.

Kaśka zgarbiła się w sobie. Sama nie wiedziała, czy zgadzać się z mamą, czy nie. Takie kury na przykład są znacznie drobniejsze od kogutów, tygrysice od lwów, sarny od jeleni, czy  krowy od byków. Tymczasem ona była wyższa od większości facetów i jeszcze bezwstydnie zakładała szpilki. Pokręciła bezwiednie głową. Nie, to nie może chodzić o wzrost. Przecież Pan Z Innej Nie-bajki był od niej wyższy o pół głowy. I zachwycał się jej szpilkami od Gucciego. Co prawda, gdy się pierwszy raz spotkali zwrócił uwagę na jej rajstopy – w ostrym musztardowym kolorze… A potem, kiedy razem gdzieś wychodzili, zawsze dreptał trzy kroki za nią… Ale czerwona lampka w głowie Kaśki nie zapaliła się od razu.

…ciąg dalszy nastąpi!

dlugopisgrafika

* Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. 

Opublikowany w FACEtownik, Pilot #1, Proza

W poszukiwaniu jednorożca

psychoterapiaW jaki sposób udało się Marcie złapać w swoje sidła Janka, długo pozostawało dla mnie tajemnicą. Nawet teraz, gdy piszę te słowa nie jestem pewna, czy rozwikłam tę zagadkę. Ale kto wie… Wierzę, podobnie jak Freud, że w życiu nie ma przypadków.

Marta trafiła właśnie do mojego gabinetu z jakiegoś powodu. Napisałabym – na moją kozetkę, ale mijałoby się to z prawdą. Jedyna kozetka, którą kiedykolwiek widziałam, to ta z gabinetu psychoanalityka w którymś z filmów Woody Allena. Zatem Marta przyszła do mnie na terapię. Opowiada mi o swoich małżeńskich problemach, a ja z każdej sesji robię notatki. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, a jedyną osobą, z którą mogę się podzielić tymi rewelacjami jest mój superwizor. Jemu właśnie oraz kobietom, które nie opanowały sztuki polowania na męża dostatecznie dobrze, by przed trzydziestką wysłuchać marszu Mendelssohna… na własnym ślubie, dedykuję te notatki. Czytaj dalej „W poszukiwaniu jednorożca”

Opublikowany w Recenzje

Elementarz dobrego wychowania

Książkę „O sztuce bycia z innymi. Dobre maniery na nowy wiek” autorstwa Renaty Mazurowskiej i Tomasza Sobierajskiego poleciła mi koleżanka. Sięgnęłam chętnie po tę lekturę. Niedawno na blogu poruszałam przecież temat taktownego zachowania. Jedni z Was z moimi spostrzeżeniami się zgadzali, inni nie przyznali mi racji. Ilu ludzi, tyle opinii. Tym bardziej cieszę się, że książka, która jest współczesnym elementarzem savoir-vivre trafiła do moich rąk. Odetchnęłam z ulgą, bo większość opisanych w książce zasad była mi znana, ale też niektóre kwestie stały się dzięki niej jaśniejsze. Czytaj dalej „Elementarz dobrego wychowania”

Opublikowany w Co Wy na to?

Gdzie się kończy życzliwość, a zaczyna upierdliwość…

Uważam, że warto być życzliwym. Czasem wystarczy drobny gest, aby wywołać w kimś uśmiech albo uchronić go od towarzyskiej wpadki. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego nikt Wam nie powiedział, że macie natkę pietruszki między zębami, rozmazaną pomadkę, okruszek w kąciku ust, czy… niedopięty po wyjściu z toalety zamek w spodniach?

Słyszałam gorsze historie — jedna znajoma paradowała w pracy z wystają spod spódnicy wstążką papieru toaletowego, a pewien kolega spacerował z potężną dziurę w spodniach w miejscu, w którym na pewno jej być nie powinno. I ten kolega zastanawiał się potem, ile osób miało wątpliwą okazję przekonać się na własne oczy, jakie koloru nosi bokserki. Czytaj dalej „Gdzie się kończy życzliwość, a zaczyna upierdliwość…”