Opublikowany w Proza, Słowa

Subiektywna mapa Warszawy. Opowiadanie cz.3 Dlaczego nie zadzwoniłeś?

Alina nie miewa wątpliwości. Jak kocha to całym sercem, jak nienawidzi to całą sobą. Jeżeli coś jej nie pasuje, to mówi to bez ogródek. Jest szczera jak dziecko. Nie kalkuluje, po prostu robi swoje. Nonkonformistka w każdym calu. Jest transparentna — nie nosi masek.

Teraz Witek wie, że to jej największa zaleta, ale kilka lat temu, kiedy ją lepiej poznawał, tak nie uważał. Ta jej prostolinijność, która na początku znajomości wydawała się urocza, potem była nie do zaakceptowania. Dlaczego? Witek długo nie mógł znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Ale dzisiaj, po wielu nieprzespanych nocach, chyba już wie, dlaczego tak go to irytowało.

Sam całe życie lawirował i tego samego oczekiwał od innych, zwłaszcza od kobiet. A Alina zadawała pytania wprost. „Dlaczego nie zadzwoniłeś?” — rzucała bez ogródek, kiedy długo się nie odzywał. Kiedyś podjechała w nocy pod jego blok i tak długo trąbiła, aż Witek pokornie zszedł na dół. Nie robiła żadnych scen — nie płakała, nie krzyczała, po prostu chciała rzeczowo porozmawiać. To było dziwne. Kobiety w takich sytuacjach albo prowadzą z mężczyznami wyrafinowane gierki — są niedostępne, zajęte, nie odbierają telefonów. Tak zwana taktyka „dwa kroki w tył”. Albo wpadają w histerię i błagają o choć odrobinę zainteresowania, a wtedy są gotowe zaakceptować każde warunki. Tymczasem Alina sama zachowywała się jak samiec. Postępowała zgodnie z jasnymi zasadami i takich samych oczekiwała od innych.

Ale Witek wtedy nie wiedział, czego tak naprawdę chce od życia.  Zakrapiane wernisaże, rozmowy o sztuce do białego rana i dzielenie włosa na czworo. Wędrówki od jednej grupy twórczej do drugiej — żeby w końcu uznać, że z żadną mu nie po drodze. Z jednej odszedł z powodu wewnętrznych nieporozumień, z drugą nie mógł się dogadać ze względu na „odmienne rozumienie istoty sztuki” — jak lubił podkreślać w wywiadach. Wreszcie zaczął sam organizować wymyślne performance, ale zawsze wychodziła z tego jakaś chryja. A to obraził czyjeś uczucia, a to przekroczył granice smaku… Kulturalna mafia torpedowała wszystkie jego działania, bojkotowała imprezy. Jedynie jakieś szalone artystki i bardzo młode koneserki sztuki nie odstępowały go na krok. Owszem, imponowało mu to zainteresowanie kobiet. I czasem nawet swój urok osobisty sprytnie wykorzystywał.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Przede wszystkim jednak pragnął tworzyć — to jasne. Chciał być doceniany, zapraszany na wernisaże, wystawiany. I żeby jego nazwisko błyszczało na kredowym papierze w katalogu autorskiej wystawy, a jego obrazy kupowali najwięksi koneserzy sztuki. Tak, dobrze pamięta, jak go kiedyś Alina zapytała, o czym marzy. Snuli się wtedy po śródmieściu. Był słoneczny dzień. Chyba sobota. Alina w białej, zwiewnej, długiej sukience. Z kwiatem we włosach. Piękna. Ale w samym centrum Warszawy wyglądała nierzeczywiście. Po prostu absurdalnie. „Skąd ona wytrzasnęła ten kwiat? Mogłaby tak pójść do ślubu” — pomyślał wtedy Witek, ale ugryzł się w język. Spojrzał Alinie głęboko w oczy i odpowiedział: „Chcę być, kurwa, znany. Dobrze zarabiać. Jak się ma pieniądze, to można wszystko mieć, także miłość”. Alina się wtedy zmieszała, ale nic nie powiedziała. Witek pamięta, że wyjęła ten kwiat z włosów i przez całą drogę mięła go w dłoni. O niczym ważnym już nie rozmawiali. Wtedy właśnie Alina przestała dzwonić i zadawać swoje bezpośrednie pytania. Nie, nie zmieniła taktyki. Po prostu nie chciała się z Witkiem widywać, a i on o to nie zabiegał. Dzisiaj wie, że gdyby mógł cofnąć czas, nie powiedziałby tego zdania. Ale nie może…

5 myśli na temat “Subiektywna mapa Warszawy. Opowiadanie cz.3 Dlaczego nie zadzwoniłeś?

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.