Opublikowany w Proza, Słowa

Subiektywna mapa Warszawy opowiadanie, część 2

Subiektywna mapa Warszawy - opowiadanieMalwina w kreacji w kolorze fuksji wyglądała po prostu zjawiskowo. Sukienka miała odkryte plecy, amerykański dekolt i mocno rozkloszowany dół spod którego filuternie wyglądała kobaltowa, tiulowa halka. Do tego dobrała granatowe wysokie szpilki z atłasu i małą lakierowaną srebrną kopertówkę. Witek wreszcie zrozumiał dlaczego tak bardzo upierała się, żeby kupić mu tak pretensjonalny garnitur. Kiedy przed wyjściem z domu przeglądali się w dużym lustrze, nie mógł zaprzeczyć, że oboje wyglądają jak wycięci z żurnala.

Uroczysta gala odbywała się w Pałacu Sobańskich. Kiedy jechali taksówką Alejami Ujazdowskimi, Witek czuł się jak król. Od czasu do czasu poprawiał mankiety i sprawdzał, czy srebrne spinki są na miejscu. Nie tylko były, ale też przepięknie połyskiwały w pomarańczowym świetle latarni, które wpadało przez szybę samochodu. Kiedy dojechali na miejsce, szybko wysiadł i okrążył auto, żeby otworzyć Malwinie drzwi. Pomógł jej wysiąść i trzymając się za ręce powędrowali w kierunku wejścia. Na oświetlonym lampionami tarasie było już sporo gości. Jedni rozmawiali, inni sączyli wino. Między nimi uwijali się kelnerzy z błyszczącymi tacami wypełnionymi kieliszkami szampana. Choć otoczenie wyglądało jak z bajki, nie mógł się pozbyć wrażenia, że wkracza do gniazda szerszeni. Kilku elegancko ubranych mężczyzn natychmiast do nich podeszło, żeby się przywitać. Malwina przedstawiła towarzystwu Witka, mówiąc: „Panowie, to Witold Takitoataki, ojciec mego dziecka, mój życiowy partner oraz artysta. Ma nawet swój profil w Wikipedii”. Zrobiło mu się głupio, zwłaszcza, że jeden z mężczyzn poklepał go zuchwale po ramieniu, a dwójka pozostałych przesadnie głośno się zaśmiała. Tak, jakby nie wypadało im inaczej zareagować na ten niewyszukany żart Malwiny. Chwilę porozmawiali, wymienili uwagi o ciepłym wieczorze i doskonałej organizacji imprezy. Po czym Malwina przeprosiła, mówiąc, że musi się teraz przez chwilę skupić, bo zaraz zacznie się część oficjalna. Ucałowała Witka w szorstki policzek i nieco zirytowana powiedziała mu na ucho, żeby zajął się sobą. Poczuł się trochę nieswojo, bo myślał, że będzie jej cały czas towarzyszył. Z drugiej strony — czego się spodziewał, przecież to ona była gospodynią i gwiazdą tego wydarzenia. Błysnęła odkrytymi ramionami i zginęła w tłumie. Nikogo tutaj nie znał, więc starym zwyczajem poszedł w kierunku baru. Poprosił o martini z lodem. Usiadł na wysokim stołku i zaczął obserwować ludzi na sali. Było tu sporo młodych osób. Dziewczyny, które niepotrzebnie postarzają się wyrazistym makijażem i młodzi faceci w rurkach i rozciągniętych podkoszulkach. Był też jeden w szarym kardiganie i spodniach z obniżonym krokiem. Inny z kolei miał rogowe okulary i ufryzowane włosy utrwalone dużą ilością żelu. No i oczywiście conversy — nieodłączny element tego nonszalanckiego stylu.  Ten kwiat młodzieży znacznie się wyróżniał na tle elegantów w koszulach od Tommy Hilfigera i pań w koktajlowych sukniach oraz niebotycznie wysokich butach z czerwoną podeszwą. Witek zamówił kolejne martini i dalej taksował salę. Kilka osób podrygało już na parkiecie. Reszta jadła wymyślne przystawki, a przede wszystkim piła, bo darmowy bar do tego zachęcał. Witek w pewnym momencie zwrócił uwagę na dwie kobiety siedzące na półokrągłej pluszowej kanapie w przeciwległym końcu sali. Jedna była pulchną, apetyczną szatynką, a druga — smukłą, bardzo ładną brunetką. Ta druga siedziała z nogą założoną na nogę, wyprostowana jak struna, z uniesionym podbródkiem i uśmiechem, z którego trudno było cokolwiek wyczytać. Chociaż… ten jej uśmiech miał w sobie coś aroganckiego, zdystansowanego i kpiarskiego. Zupełnie też nie pasowała do tego towarzystwa. Ubrana w czarną welurową suknię z przypiętym na piersi dużym atłasowym makiem, w lakierowanych czarnych męskich butach wyglądała elegancko, ale ekscentrycznie. Witek pomyślał, że ta dziewczyna ma w sobie coś dystyngowanego. I bardzo przypomina Alinę. Nie tyle z wyglądu, lecz ze sposobu bycia. Zamówił trzecie martini — tym razem z oliwką i poszedł w kierunku dziewczyn. Nie zwróciły na niego uwagi. Usiadł obok i zaczął sączyć alkohol, jednocześnie nasłuchując strzępów ich rozmowy.

3 myśli na temat “Subiektywna mapa Warszawy opowiadanie, część 2

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.