Opublikowany w Książki, Poezja, Recenzje

Elegia dla humanistów

Jakiś czas temu chciałam zrobić coming out i powiedzieć głośno: tak, jestem humanistką. Tak, jestem humanistką z kilkoma dyplomami wyższych uczelni, które wstydliwie trzymam na dnie przepastnej szuflady. I oto, Mateusz Skrzyński wydaje tomik „Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, który się idealnie wpisuje w mój dekadencki nastrój, kryzys wieku średniego, a przede wszystkim kryzys tożsamości humanistki. Wiersze Skrzyńskiego są o życiu i trudnym zmaganiu z oporną materią codzienności. Bezkompromisowa, pozbawiona złudzeń męska logika każe autorowi ubierać w twarde słowa otaczającą go rzeczywistość. Skrzyński pisze wiersze o mękach tworzenia, kreacji i autokreacji oraz niepewnym losie humanisty w czasach pozbawionych finezji. To poezja autotematyczna i autentyczna.

Nie myłem skóry od trzech dni
i zdaje się, że nie umyję jej także
dzisiaj. Dopadła mnie niemoc.

Tylko wiersze wciąż płyną. Tryskają
wysoką fontanną z tego śmierdzącego
szamba. Mówię sobie: jeszcze jeden
dzień, noc, godzina, a stanę na nogi

„Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, Mateusz Skrzyński, Wydawnictwo Czytaj, 2017, str. 53.

To nie jest świat dla wrażliwców

Na kartach jego książki czytamy także o kilku innych ważnych rzeczach: o pracy, która powinna być sensem, a jest jedynie źródłem marnego dochodu. O pasji pisania — powoli, ale sukcesywnie, zarzynanej mozolną walką o przetrwanie. O męsko-damskich relacjach, potrzebie bliskości i miłości, która jest jak namiot, chroniący przed zimnem bezdusznej galaktyki. A także o poszukiwaniu sensu w świecie bez-sensu. Autor stawia diagnozę rzeczywistości, która nie napawa optymizmem. W czasach, kiedy słowo „sukces” i „kariera” odmieniane jest przez wszystkie przypadki, a coachowie wmawiają nam, że każdy z nas będzie zwycięzcą, Skrzyński pisze elegię dla humanisty. W jednym z wierszy czytamy:

Kiedy wreszcie
dane mi będzie zrozumieć
że każda praca
wbrew sobie
ma swoją cenę

Kiedy nie będę
łapał się na tym
że wypiłem o jedno
piwo za dużo

„Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, Mateusz Skrzyński, Wydawnictwo Czytaj, 2017, str. 58.

Czy te wiersze można analizować bez kontekstu autobiograficznego? Skrzyński nie ukrywa w rozmowie z dopieszczamy.pl, że pisze o tym, co zna z autopsji. Tylko niewielka część tej poezji to autokreacja.

– Przez całe dorosłe życie szukam satysfakcjonującego zajęcia, które mógłbym uznać za spełnienie. W pewien sposób jest to przejawem czarnego humoru ze strony świata, że to, co jeszcze nie tak dawno od niego dostawaliśmy wraz z narodzinami: kawałek ziemi po przodkach oraz możliwość kreacji poprzez, np. budowę własnoręcznie domu, uprawianie ziemi, hodowanie zwierząt, produkcję potrzebnych narzędzi, cały ten prawdziwy proces satysfakcjonującej i definiującej nas kreacji, o którym pisał Erich Fromm, zamieniliśmy na stołek w korpo i banknoty. Kupujemy za nie to, co moglibyśmy sami z większą przyjemnością stworzyć – mówi Skrzyński. I dodaje: –  Nasz czas, to czas, który sprzyja temu, aby coraz mniej czuć, więcej pić i odbijać się od szaleństwa do innego szaleństwa, by móc przetrwać.

Przegraliśmy pięćdziesiątkę
przeznaczoną na rum i sok brzoskwiniowy
później kupiliśmy rum za pieniądze
przeznaczone na książkę o architekturze
zakup książki przesunęliśmy na
następny miesiąc

„Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, Mateusz Skrzyński, Wydawnictwo Czytaj, 2017, str. 67

P2265511.JPG

W wierszu pod wymownym tytułem „Niczego już nie napiszę”, Skrzyński konstatuje:

Zwykle w takich momentach
przypominam sobie o tych
którzy zaszczepili we mnie
odrobinę nadziei

i że lepiej nie mieć nadziei

lepiej pić, chodzić do podłej pracy
zarabiać psie pieniądze, pchać
się do przodu, byle nie zdechnąć
na ulicy, mieć mieszkanie i coś
tam jeszcze, niezbyt wiele.

„Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, Mateusz Skrzyński, Wydawnictwo Czytaj, 2017, str. 45.

Choć Skrzyński maluje w swoich wierszach pesymistyczną wizję współczesności, gdzie niewielu może żyć zgodnie z własną legendą, to w rozmowie ze mną przyznaje, że nadzieja umiera ostatnia.

— Widzę już wokół siebie zmęczenie tym ciągłym konsumowaniem i pracą, tylko po to, żeby konsumować więcej, więc z nadzieją spoglądam w przyszłość. Być może za ileś tam lat znów w przeważającej większości bardziej będziemy chcieli być niż mieć – podsumowuje.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dekadencka poezja na miarę naszych czasów

Tomik „Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy” nie jest lekturą łatwą i przyjemną, bo wybiją nas ze strefy komfortu. Daje do myślenia, niezależnie od tego, czy — podobnie jak porte-parole autora — zmagamy się ze światem, czy też czerpiemy z niego pełnymi garściami, upajając się darami konsumpcjonizmu.

„Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, Mateusz Skrzyński, Wydawnictwo Czytaj, 2017.

padasnieg.JPG

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję autorowi. 

­

20 myśli na temat “Elegia dla humanistów

  1. Poezja to nie moje klimaty, ale to nie jest typowa poezja. Czytając dosłownie, jest to strasznie smutna wizja świata, i jako młoda osoba, która buntuje się przed taką koleją rzeczy, z przykrością stwierdzam, że ludzie sami są kowalami własnego losu. Dobrze czasami się zastanowić czego się chce od życia i zacząć działać.

    1. A ja uważam, że nie zawsze „ludzie są kowalami swego losu”. Można dokładnie wiedzieć, czego się chce np. zawodowo, ale to nie znaczy, że zawsze odnosi się sukces, nawet jeżeli się ma się talent. Potrzeba czasem odrobinę szczęścia. Ale nie dziwi mnie taki komentarz z ust młodej osoby. Młodość ma to do siebie, że pozwala wierzyć, że właśnie nam, „naszemu pokoleniu” uda się zbawić świat. I bardzo dobrze, że młodość wiąże się z taką euforią, bo gdyby „młodość” wiedziała to, co jest udziałem „dorosłości” to by usiadła i czekała na starość, nic nie robiąc. Takie refleksje 🙂

  2. Zwróciłam uwagę na tytuł twojego wpisu bo także mam u siebie recenzję tej książki Mateusza. Zgodzę się z tobą, że nie są to wiersze łatwe, ani miłe i na pewno wyrzucają czytelnika z jego strefy komfortu.

  3. Też jestem humanistką, ale mam szczęście pracować w pracy ze słowem, więc czuję się spełniona:-) Nie słyszałam jeszcze o tej poezji, więc chętnie przeczytałam wiersze.

  4. „Nie myłem skóry od trzech dni
    i zdaje się, że nie umyję jej także
    dzisiaj.” – wiele osób tak ma, higiena 😉

  5. Skłania do refleksji – poezja i cały wpis. Dziękuję też za przywołanie Fromm’a. Zaczytywałam się nim dekadę temu. Czas do niego wrócić Musimy bardziej być niż mieć, choć tak łatwo dochodzi tu dziś do nierównowagi. Poezja mimo, iż niewesoła, może właśnie powinna nas wybić z tej coraz częściej bezmyślnej i materialnej egzystencji. Regularnie powinniśmy być wyrzucani poza strefę komfortu.

  6. Hej, A we mnie taka poezja, i taka diagnoza budzi opór. Też jestem humanistką z dyplomami, i sporo po czterdziestce, więc pożegnałam się z wieloma złudzeniami. Ale wszędzie ostatnio czytam – że korpo, że konsumpcja, że internet nas dehumanizuje itp. Ludzie jojczą od zarania dziejów. Ostatnio bardzo rozbawił mnie fragment książki „Płytki umysł” – o tym, jak to Sokrates ubolewał nad wynalezieniem pisma. Obawiał się, że ten wynalazek mocno zaszkodzi ludzkości. Wszystko nam szkodzi, i szczęście zawsze jest gdzie indziej. Ale płacz nad rzeczywistością, choć na swój sposób przyjemny, ale też mocno eskapistyczny, to kiepski wybór. Od czasu do czasu wszyscy sobie lubimy popłakać, ale mnie bardziej fascynuje poezja (oraz proza), która zamiast powielania ponurych diagnoz, szuka w tym trudnym „tu i teraz” czegoś wartościowego. Mam wokół siebie wielu ludzi z kredytami, etatami w korpo, w życiowej wirówce, i każdy na swój sposób łapie trochę szczęścia. Rzeczywistość na ogół jest nieco lepsza niż jej ponure diagnozy. No, chyba że się akurat żyje w Syrii albo na Haiti. Pozdrawiam!

    1. Bardzo ciekawy i rozsądny głos w dyskusji.
      Oczywiście, że można być szczęśliwym, pracując w korpo. A nawet będąc humanistą i pracując w korpo, wszak są takie firmy, gdzie humaniści się przydają – choćby media. Gorzej jak się z tego obiegu wypada – a znam dużo takich przypadków. To jest na dłuższy wywód – z mojej strony – ale nie czuję się gotowa, żeby się dzielić w tej kwestii własnymi przemyśleniami.

  7. Ja ostatnio poszłam za ludem i przeczytałam „Mleko i miód”, ale jednak poezja to nie dla mnie

  8. Zdecydowanie trzeba w życiu trochę farta i nie zawsze wszystko idzie dokładnie z planem ale jednak mimo wszystko każdy jest kowalem swojego losu. Przynajmniej kierunkowo 😉

  9. Ja jestem gdzieś pomiędzy ścisłowcem, a humanistką, wybrałam medycynę 🙂 Nie przepadam za poezją, zdecydowanie bliższa jest mi proza, aleczasem sięgam po takie „tomiki”. Przeczytałam te utwory i odnoszę wrażenie, że skłonią do refleksji nawet matematyka 🙂

  10. Kocham taką tematykę i taki klimat. Świat się już dawno zagubił. Chcemy czuć, ale nie chcemy. Chcemy miłości, ale chcemy też być silni. Milan Kundera w „Nieznośnej lekkości bytu” pisze, że „kochać to znaczy wyrzec się siły”. Jest to świat paradoksów, dlatego tak trudno jest być humanistą, kiedy człowiek jest sprowadzony do maszyny zarabiającej pieniądze i ciągnącej się po szczeblach kariery. Z drugiej strony mamy ludzi, którzy żyją dniem powszednim i gdzieś mają życie w biegu. Chcą po prostu przeżyć.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.