Opublikowany w Lekcja pisania

Projekt książka

O tym, że „śpiewać każdy może…” dowodził Jerzy Stuhr w kultowym „Wodzireju”. O tym, że piosenka miała wydźwięk ironiczny, nie trzeba nikogo przekonywać. Czy zatem – trawestując klasyka — pisać każdy może? Może! Kto bogatemu zabroni… Tak, tak… bo dziś książkę może wydać każdy, jeżeli tylko ma na to fundusze, to znajdzie też wydawcę albo wyda swoje dzieło w ramach tak modnego self-publishingu. Ale o tym za chwilę.

Napisałeś książkę — co dalej? Jeżeli jest twoja pierwsza książka to…

Zrób jej test leżakowania

Możesz manuskrypt schować do przysłowiowej szuflady i przeczytać całość za kilka tygodni, a najlepiej — miesięcy. Tekst jest jak wino — leżakowanie mu służy, ale tylko pod warunkiem, że jest dobry. Warto na swój tekst spojrzeć z dystansu. Jeżeli przeczytasz go po jakimś czasie i wciąż będziesz uważać, że zasługuje na druk to warto zrobić kolejny krok…

…i pokazać swoje wiekopomne dzieło innym ludziom. Daj do przeczytania swój tekst kilku osobom. Niech to nie będą tylko przyjaciele, ale też ktoś zupełnie postronny — znajomy znajomych albo profesjonalny redaktor. Warto poznać opinię osób, które są potencjalnymi odbiorcami naszej książki. Powieści obyczajowej nie warto dawać do przeczytania specjaliście IT, który czytuje tylko fantasy, a jego ulubionym pisarzem jest Sapkowski. Natomiast poradnik dla managerów nie będzie trafną lekturą dla starszej pani. To jest chyba jasne. Już na tym etapie myślmy o naszym docelowym odbiorcy.

W dużych redakcjach, które wydają poczytne gazety i magazyny znaną praktyką są tzw. focusy. Co to znaczy? Grupie czytelników, zwanych też niezbyt ładnie „targetem” daje się do przeczytania egzemplarz dziennika lub magazynu i prosi o wskazanie, jakie teksty ich zainteresowały, a jakie nie. Dzięki takim opiniom można tworzyć czasopisma, które podobają się czytelnikom, a co za tym idzie świetnie się sprzedają. Co stoi na przeszkodzie, aby przeprowadzić podobne doświadczenie, kiedy planujemy wydać książkę?

Zadajmy sobie pytanie:

  • Kim jest czytelnik mojej książki? Do kogo ją kieruję?
  • I takim osobom dajmy do przeczytania manuskrypt.
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Przyznawać się! Czytacie moje książki? Czy przyszliście tylko na ciasteczka?

Pamiętajmy, że książki nie piszemy dla siebie (od tego są pamiętniki), ale dla czytelników.

Jeżeli nasza książka pozytywnie przeszła badania terenowe, możemy zacząć myśleć o jej wydaniu. I tu mamy kilka opcji do wyboru.

Możemy poszukać wydawnictwa, które zechce wydać nasze dzieło. Ale droga do tego jest długa, zwłaszcza dla debiutanta. Zacznijmy od tego, że wydawnictw w Polsce jest sporo. Z danych Biblioteki Analiz, które możemy przeczytać na stronie Instytutu Książki[1] (patrz przypis poniżej) wynika, że w Polsce jest ich ponad 40 tysięcy wydawnictw, z czego tych, które wydają kilka tytułów w roku jest około 2,5 tysiąca. Czy to dużo? Tak, to całkiem spory rynek. Musisz jednak wiedzieć, że każdego dnia do skrzynek tych wydawnictw trafia od kilku do kilkudziesięciu manuskryptów. Szansa, że dobry i znany wydawca, który przegląda tygodniowo kilkaset tekstów wyłoni z nich właśnie twój i uzna za świetny jest… mała. Nie oznacza to jednak, że nie warto próbować. Po pierwsze, jeżeli wydawnictwo, które jest ważnym graczem na rynku zachwyci się twoim tekstem, to znaczy, że rzeczywiście masz dobre pióro albo twój pomysł jest nowatorski i warto w niego zainwestować. Musisz bowiem wiedzieć, że wydanie debiutanta — pisarza, który nie ma jeszcze znanego nazwiska jest dużym ryzykiem finansowym dla wydawcy. Twoja książka może być literacką perełką, ale jeżeli nie masz wyrobionej marki jako pisarz, to nikt jej nie kupi. No chyba, że jesteś celebrytą, ale nie o takim przypadku teraz mówimy. Reasumując — warto wysyłać swoje teksty do wydawnictw, bo dzięki temu przekonamy się, ile nasza twórczość jest warta.

 

kontaktNa stronach wydawnictw jest najczęściej zakładka „kontakt” albo „dla autorów” — przeczytacie tam, jakie są wymagania wydawnictwa dotyczące nadsyłania tekstów. Najczęściej teksty wysyła się w wersji elektronicznej. Wydawnictwa preferują ukończone dzieło, a nie fragmenty. Często jest też informacja o wymaganej ilości znaków. I najważniejsze — zanim wyślemy tekst, zapoznajmy się z profilem wydawnictwa. Powieści obyczajowej nie warto wysyłać do wydawnictwa naukowego i odwrotnie — rozprawy doktorskiej do wydawnictwa specjalizującego się w literaturze kobiecej. Ze swojej strony jeszcze dodam, że na manuskrypcie warto dołączyć klauzulę: Wszelkie prawa zastrzeżone. Jak to mówią — strzeżonego Pan Bóg strzeże — a wydawnictwach pracują przecież tylko ludzie.

Wysłaliśmy tekst i co dalej?

Musicie uzbroić się w cierpliwość — na odpowiedź przyjdzie wam czekać nawet pół roku. A jeżeli tekst się wydawcy nie spodoba? To najczęściej w ogóle nam nie odpisze. Nie jest to najlepsza praktyka wydawnictw. Przecież napisanie zdania: tekst nie nadaje się do druku, nie wymaga dużego wysiłku. Ale to moje zdanie.

Co teraz? Możemy przemyśleć kolejne opcje. Wydanie książki w ramach self-publishingu albo poszukanie wydawcy, który wydaje książki z opcją współfinansowania przez autora (częściowy self-publishing). Kiedy planujemy wydać książkę samodzielnie, musimy liczyć się z tym, że wszystko będzie na naszej głowie — począwszy od znalezienia korektora/redaktora, grafika, który nam zaprojektuje okładkę, redaktora technicznego, któremu zlecimy skład, poprzez nadanie numeru ISBN, po zrobienie kosztorysu, znalezienie drukarni, introligatorni, a skończywszy na dystrybucji. Nie zapominajmy o działaniach PR-owych, bez których możemy zapomnieć o znalezieniu czytelników dla naszego wiekopomnego dzieła. Wydając w ten sposób książkę są małe szanse, że nasz tytuł znajdzie się w największych sieciach sprzedażowych, takich jak Empik, Świat Książki czy Olesiejuk.

Money, Money, Money

Na wydanie książki musimy też posiadać fundusze. Plus self-publishingu jest taki, że cały zarobek ze sprzedaży książek idzie do kieszeni autora. Prawie cały, bo rzecz jasna trzeba też zapłacić podatek. Czy to się opłaca? Jeżeli tylko uda się znaleźć nabywców — jak najbardziej tak! Problem w tym, że w Polsce mało osób czyta książki, a jeszcze mniej je kupuje. Moim zdanie początkujący pisarz ma małe szanse przebicia się na rynku wydawniczym, jeżeli planuje sam wydać swoją książkę. Co najwyżej kupią ją jego rodzina i przyjaciele — a przecież nie o to chodzi.

Ale jest kilka wyjątków:

  • Jeżeli jesteś blogerem i masz wokół swojej marki stworzoną dużą społeczność, jest szansa, że twoja książka będzie przez nich kupowana i polecana, a tym samym znajdziesz czytelników.
  • Jeżeli jesteś specjalistą w swojej branży, prowadzisz tematyczne kanały w social media, jesteś postrzegany jako profesjonalista w swojej dziedzinie, ludzie radzą się ciebie, czerpią od ciebie wiedzą — napisz i sam wydaj książkę. Skoro ktoś chciał cię czytać w sieci, kupował twoje kursy online, przychodził na warsztaty, to zainwestuje także w napisany przez ciebie podręcznik czy poradnik.
  • Wydałeś już kilka książek z różnymi wydawnictwami, ludzie kojarzą twoje nazwisko i doszedłeś do wniosku, że nie chcesz się już z nikim dzielić tortem — wydaj sam książkę.
  • Jeżeli jesteś zamożny, masz bogatych rodziców, partnera lub partnerkę i uznałeś, że do pełni szczęścia potrzebujesz już tylko własnej książki — droga wolna, wydaj to dzieło.

Jeżeli jednak żaden wydawca nie jest chętny, żeby wydrukować twoją książkę, a ty sam nie masz funduszów albo też nie czujesz się na siłach, żeby zrobić to w ramach self-publishingu, możesz przemyśleć jeszcze jeden wariant…

…i znaleźć wydawnictwo, które wydaje książki z tak zwanym częściowym współfinansowaniem przez autora. Nie będę tu podawać konkretnych wydawnictw, ale każdy z was bez problemu je wyszuka w Internecie. Takie wydawnictwa proponują różne warianty swojej usługi — korektę, redakcję, skład, projekt okładki, druk, ewentualnie stworzenie e-booka, dystrybucję itp. Nie muszę was chyba przekonywać, że nie ma mowy o tym, żeby zgodzić się na druk, bez wcześniejszej korekty, i to podwójnej? A jednak są wydawnictwa, które wydrukują wasze dzieło bez tych zbędnych ceregieli. No cóż, pieniądz nie śmierdzi. Ale nie dawajcie się na to nabrać. Taka książka na pewno się nie sprzeda. W najlepszym wypadku — będzie zalegać w magazynie. W najgorszym — zepsuje wam opinię jako pisarza, a przecież miało być tak pięknie. Przed podjęciem decyzji, które wydawnictwo wybrać — poczytajcie opinie w Internecie. Naprawdę można się pośmiać.

Niszowe? I co z tego!

Co mogę wam poradzić? I dlaczego śmiem to robić, skoro nie wydałam jeszcze żadnej własnej książki? Dobre pytanie. Moja mama — Krystyna Wasilkowska-Frelichowska jest regionalistką i autorką kilku publikacji. Pisze głównie o swoim rodzinnym mieście — Nieszawie, więc można uznać, że są to książki niszowe. Pod jej redakcją ukazały się trzy tomu „Nieszawskiego kalejdoskopu”, potem nakładem wydawnictwa PWN ukazał się „Zapach świeżych malin. Historie ze smakiem”, następnie „Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer” (Wydawnictwo Adam Marszałek), a całkiem niedawno, bo w maju na księgarskie półki trafiła jej pierwsza powieść „Ostatni pokój. Historia tajemniczego pamiętnika” (Wydawnictwo Skarpa Warszawska). Jak zauważyliście książki zostały wydane przez zacne i znane wydawnictwa. PWN-u nie trzeba nikomu przedstawiać, Wydawnictwo Adam Marszałek jest na rynku od ponad 20 lat i wydaje m.in. podręczniki akademickie, a Wydawnictwo Skarpa Warszawska to już marka.

Mama zaczęła pisać na emeryturze, a ja ją od początku bardzo w tym wspieram, inspirując, szukając wydawców oraz supportując PR-owo (prowadzę jej FP, pomagam przy organizowaniu spotkań autorskim, kontaktuję się z mediami, itp.).

A co, ogrzeję się trochę w blasku autorki 🙂

Myślę, że jestem — jak na amatorkę — skuteczna w tych działaniach, bo kolejne książki ukazują się drukiem, jest też pozytywny feedback od czytelników, a także sporo informacji w mediach. Trochę czasu spędziłam, dobijając się do wydawców i analizując różne warianty, więc myślę, że moje rady mogą wam się przydać. Pod warunkiem, rzecz jasna, że marzy wam się wydanie książki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Co tu napisać? Eh… może to co zawsze?

Tak, znam te wszystkie cudowne historie o ludziach, którym nikt nie chciał wydać książki (m.in. J.K. Rowling), a dziś ich dzieła są bestsellerami, ale wybaczcie — jestem realistką, a magia „Sekretu” na mnie nie działa. Napisałeś książkę i chcesz ją wydać? Napisz, co jeszcze chcesz wiedzieć. Chętnie napiszę o tym, w kolejnej Lekcji pisania.

Czekam na wasze komentarze i sugestie!

 

Przypis:
[1] http://www.instytutksiazki.pl/polski-rynek-ksiazki,rynek-ksiazki,34411,rynek-ksiazki-w-polsce–2015.html, [dostęp: 09.07.2017].

Autor:

Piszę i skreślam. Więcej skreślam, niż piszę

39 myśli na temat “Projekt książka

    1. Dziękuję! Aż trudno mi uwierzy, że zechcesz tekst udostępnić – bardzo Ci dziękuję! Pisałam go na podstawie własnych o mojej mamy doświadczeń, więc myślę, że jest wartościowy. Nie ma tu teoretyzowania! 🙂

      Lubię to

  1. Ale świetnie czytało się Twoje wskazówki 😀 Jest to naprawdę wartościowy post, który powinien dotrzeć do wielu! 🙂 Podobnie jak Aga, udostepniłam go na swoim fejsbuku 😀

    Lubię to

  2. Znać pióro osoby, która zna się na rzeczy. Udostępniam u siebie i wysyłam linka koleżance, która właśnie szuka wydawcy. Może jej w tym pomogę, zwłaszcza, że ma już swoje nazwisko

    Polubione przez 1 osoba

  3. Interesuje mnie fakt, czy przed wysyłaniem manuskryptu warto jakoś opatentować, zastrzec tekst/pomysł, aby nie został wykorzystany przez nieuczciwą konkurencję. Jak się przed tym bronić? Bo na dobrą sprawę takie „wszelkie prawa zastrzeżone”, jeżeli faktycznie się ich nie zastrzeże, to są mało znaczące.
    Oprócz J.K.Rowling jest również świetna pisarka niemieckich kryminałów – Nele Neuhaus, która również wydała książkę własnym sumptem i jestem jej wielką fanką!
    Wydanie własnej książki możliwe jest również dzięki sponsoringowi, tak zwany crowdfunding. Fajna sprawa, możesz opisać w kolejnej części.

    Lubię to

    1. Przepraszam, że dopiero teraz odpisuję. Prawa autorskie są chronione i nikt nie może bez zgody autora kopiować czy powielać jego tekstu, ani też cytować bez podania źródła. Formułka, o której wspomniałam „Wszystkie prawa zastrzeżone…” zamieszczana na manuskrypcie jest rzecz jasna pro-forma, bo prawa autorskie do niego ma autor i jest chroniony prawem (wpisz w google „prawo autorskie” – w Internetowym Systemie Aktów Prawnych znajdziesz tekst ustawy). Dlaczego więc warto taką formułkę zamieścić? Jedynie po to, żeby dać do zrozumienia, że się tych praw jest świadomym. Porządne wydawnictwo nie pozwoli sobie na skopiowanie pomysłu, bo straciłoby reputację. Co jednak, jeżeli ktoś jednak dokona plagiatu? Wtedy pozostaje droga sądowa. Co do „opatentowania” to nie sądzę, żeby można było opatentować książkę lub pomysł na nią. Ale to trzeba by sprawdzić w urzędzie patentowym 🙂

      Lubię to

    1. Ale co stoi Ci na przeszkodzie, żeby napisać? Brak czasu? Może spróbuj jednak napisać. Dobrą motywacją jest konkurs – może poszukaj w necie, czy akurat gdzieś nie organizują konkursu na opowiadanie z gatunku fantastyka?

      Lubię to

    1. Chyba ciekawy link 🙂 Piszę – chyba, bo otwiera mi się z takim okienkiem, więc połowy tekstu nie widać. Temat wydawanie książek to temat rzeka. Niestety, w Polsce nie rynek nie należy do autora, ale do wydawcy i hurtownika. Autor i jego zarobek
      jest na końcu tego łańcucha 🙂

      Polubione przez 1 osoba

  4. Sama chciałabym kiedyś wydać książkę, ale na razie trzymam się bloga, a na początku tego roku wypuściłam w obieg mojego pierwszego e-booka (Bajki przed 22), by zobaczyć, czy jest jakiekolwiek zainteresowanie. Było to bardzo ciekawe doświadczenie! Twój wpis zdecydowanie jest must-read każdego potencjalnego pisarza! 🙂

    Lubię to

      1. Pomijając ściągnięcia przez znajomych (moglam poznać po znanych mi mailach), trafiło się kilka nieznajomych, co mnie bardzo ucieszyło 🙂

        Lubię to

  5. Bardzo ciekawy artykuł! Leżakowanie jest bardzo fajnym i prostym sposobem na odseparowanie się od tekstu. Traci on osobisty charakter, dzięki czemu możemy podejść do niego bardziej obiektywnie i mniej emocjonalnie. Na blog będę wracać!

    Polubione przez 1 osoba

  6. Kiedys zaczęłam pisać książkę i po 34 stronach odpuściłam, bo straciłam pomysł. Miałam wrażenie, ze to co chce przekazać da się ująć w blogowym artykule góra dwóch. Często zastanawiam się jak autorzy książek to robią, ze piszą publikacje na 200-500 stron i wydają jeszcze kolejne tomy. Póki co będę pisać do szuflady i może kiedyś coś z niej wyciągnę. Mimo to artykuł bardzo mi się podobał i czytałam go z dużym zaciekawieniem.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Marta… dałaś mi do myślenia. Wydaję mi się, że mogłabym podpowiedzieć, co zrobić, aby mieć pomysły na zapisywanie kolejnych stron. Tak na szybko odsyłam Cię do jednaj z moich lekcji pisania, w której piszę, gdzie szukać pomysłów do pisania, czy jak wolą inni – natchnienia.
      https://dopieszczamy.pl/2016/10/17/muza-nie-przybedzie/
      Pomyślę jednak, jakie konkretne rady można dać osobą, które mają takie jak Ty dylematy.

      Lubię to

  7. Niesamowity poradnik! Z testem leżakowania nie będę mieć problemu. Gorzej z pokazaniem swojego „dzieła” innym ludziom. To już wyzwanie, ale konieczne, żeby wyjść „z jaskini” i pokazać się światu:)

    Lubię to

  8. Niezwykle przydatny i inspirujący wpis! Sama kiedyś myślałam o napisaniu własnej książki, szczególnie, że w przeszłości pisałam opowiadanie za opowiadaniem i byłam w to wszystko bardzo wkręcona. 🙂 Teraz już trochę mi przeszło, ale mimo wszystko uważam, że tego typu teksty są niezwykle wartościowe. Fajnie, że go stworzyłaś! 🙂

    Lubię to

  9. Kilka lat temu miałam „fazę” na pisanie. Napisałam kilka bajek i krótką powieść. Niestety, podczas burzy uszkodzony został komputer i wszystko co na nim było przepadło. Byłam załamana. Żałuję, że nie zapisywałam plików z tekstami na pendriva😣 Choć od niedawana świta mi pomysł żeby coś napisaćNiewykluczone że wykorzystam Twoje rady dlatego pozwolę sobie udostępnić Twoj inspirujący wpis 😊Dziękuję 😊

    Polubione przez 1 osoba

    1. O… to rzeczywiście wielka strata. Wyobrażam sobie jak musiałaś być zła, że utraciłaś swoje teksty! Koniecznie trzeba je zapisywać na pendrive’y. Może wrócisz do pisania?Zachęcam! I dziękuję za udostępnienie mojego wpisu 🙂

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s