Opublikowany w #2, FACEtownik, Proza

Polowanie na jednorożca

Pan Z Innej Nie-bajkiA było to tak:

Nie tak dawno temu, nie za górami, nie za morzami, ale za mostem Poniatowskiego, licząc „za” od lepszej, lewobrzeżnej strony Warszawy…

Kaśka wybiegła z pracy i w ostatniej chwili wskoczyła do autobusu linii 158. Usiadła, zagarniając poły kremowego płaszcza. Spojrzała w okno, w szybie zobaczyła swoją twarz. Uśmiechnęła się do swego odbicia. „Ho, ho…” — pomyślała.  Po dziesięciu godzinach w pracy nadal wyglądała ładnie, a może nawet ślicznie. Oczy jej lśniły, a precyzyjnie namalowana nad górną powieką błękitna kreska dodawała dziewczęcego uroku.  Za oknem Warszawa jarzyła światłami i zwalniała tempo po całym dniu pracy. Kaśka założyła słuchawki na uszy i włączyła iPoda. W uszach zagrzmiały tamburyny, a zaraz potem rozbrzmiały słowa refrenu bollywoodzkiego przeboju. Spojrzała z zadowoleniem na błyszczące czerwienią paznokcie i przymknęła oczy. Autobus toczył się miarowo. Po tym, że jej ciało lekko leciało do przodu, poznawała, że mijają kolejne przystanki i jest coraz bliżej domu. W pewnej chwili poczuła na twarzy delikatne muśnięcie powietrza i obcy, ale miły zapach. Spojrzała spod rzęs. Na przeciwko niej zamajaczyła jakaś postać. Po ruchu warg można było się zorientować, że coś do niej mówi. Otworzyła szeroko oczy i wyciągnęła z ucha jedną słuchawkę. Jakiś chłopak przemawiał do niej nienaganną polszczyzną, ale bez maniery znanej z wykładów profesora Kotka…

Wyglądał jak z reklamy ubezpieczeń. Wysoki, dobrze zbudowany — typ lekkoatlety, ale nie siłko-osiłka. Ogolony, ale nie tak zwaną „pupcię niemowlęcia”. Ubrany, trochę retro, w  sztruksy w kolorach jesieni i na pewno nie był to „tani Armani”. Z uśmiechem wprost od pana ortodonty… Z baczkami znanymi z rodzinnych albumów. Ach, och, ych… Jakiż on piękny panek!

Chór: Weź się w garść dziewczyno.

Mama: I mówię ci, przestań nosić te wysokie obcasy.

Kaśka zgarbiła się w sobie. Sama nie wiedziała, czy zgadzać się z mamą, czy nie. Takie kury na przykład są znacznie drobniejsze od kogutów, tygrysice od lwów, sarny od jeleni, czy  krowy od byków. Tymczasem ona była wyższa od większości facetów i jeszcze bezwstydnie zakładała szpilki. Pokręciła bezwiednie głową. Nie, to nie może chodzić o wzrost. Przecież Pan Z Innej Nie-bajki był od niej wyższy o pół głowy. I zachwycał się jej szpilkami od Gucciego. Co prawda, gdy się pierwszy raz spotkali zwrócił uwagę na jej rajstopy – w ostrym musztardowym kolorze… A potem, kiedy razem gdzieś wychodzili, zawsze dreptał trzy kroki za nią… Ale czerwona lampka w głowie Kaśki nie zapaliła się od razu.

…ciąg dalszy nastąpi!

dlugopisgrafika

* Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest przypadkowe. 

19 myśli na temat “Polowanie na jednorożca

    1. Ciąg dalszy nastąpi :). Ja nigdy nie miałam wątpliwości co do noszenia szpilek. Myślę, że jak kobieta jest wysoka, to 3 – 5 centymetrów w jedną czy w drugą nie robią już żadnej różnicy 😀

Dodaj komentarz