Opublikowany w Co Wy na to?

Gdzie się kończy życzliwość, a zaczyna upierdliwość…

Uważam, że warto być życzliwym. Czasem wystarczy drobny gest, aby wywołać w kimś uśmiech albo uchronić go od towarzyskiej wpadki. Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego nikt Wam nie powiedział, że macie natkę pietruszki między zębami, rozmazaną pomadkę, okruszek w kąciku ust, czy… niedopięty po wyjściu z toalety zamek w spodniach?

Słyszałam gorsze historie — jedna znajoma paradowała w pracy z wystają spod spódnicy wstążką papieru toaletowego, a pewien kolega spacerował z potężną dziurę w spodniach w miejscu, w którym na pewno jej być nie powinno. I ten kolega zastanawiał się potem, ile osób miało wątpliwą okazję przekonać się na własne oczy, jakie koloru nosi bokserki.

Taktownie i z klasą

Mnie samej się zdarzyło wybrać na ekskluzywny raut omotana jedwabnym markowym szalem z metką, którą zapomniałam odpruć. Na szczęście moja życzliwa koleżanka, poprosiła mnie na bok i bardzo taktownie powiedziała: „Zapomniałaś odpruć…”.

Niedawno moja mama zauważyła na poczcie elegancką Azjatkę ze starannie ułożonym bobem i… z jednym wałkiem na głowie. I choć pani nie mówiła po polsku, mama na migi pokazała jej, że wałek psuje efekt fryzury. Kobieta się ucieszyła, że ktoś zwrócił jej na to uwagę i z tej radości aż uściskała.

Nauka grzeczności

Ale są też sytuacje, gdzie zwracanie komuś uwagi nie jest na miejscu, a dobre rady wcale nie są w cenie.

Przed laty pewna znana i bardzo dojrzała artystka zwróciła mi uwagę przy wszystkich osobach, które akurat obecne były na serialowym planie, że mam słaby uścisk dłoni — jak to nazwała „na zdechłą rybę” i zademonstrowała, jak się powinno witać, potrząsając moją ręką i niemal wyrywając bark. Czy była to oznaka życzliwości? Moim zdaniem raczej braku taktu, choć lekcję zapamiętałam i od tamtej pory witam się zdecydowanym uściskiem dłoni.

FOTA_TEKST_02

Wuj dobra rada

Niedawno na basenie pewien starszy pan zapytał się mnie, czy wolę pływać środkowym torem, czy może tym pod ścianą. Było mi wszystko jedno, ale pan wydał mi się wyjątkowo uprzejmy. Po jakimś czasie znów mnie zagaił — tym razem równie życzliwie zwrócił mi uwagę, że mój styl pływania nieco odbiega od olimpijskiego. Pan był miły i miał zapędy pedagogiczne, więc kiedy zaczął mi tłumaczyć, jak prawidłowo wygląda „żabka”, wysłuchałam go i podziękowałam za słowa wyjaśnienia. Potem ponownie mnie zaczepił — stwierdził, że wciąż nie pływam tak, jak trzeba, bo należy zamaszyście machać nogami tak, żeby pięty się dotykały… Cóż, byłam już nieco zniecierpliwiona — znów podziękowałam, ale powiedziałam, że pływać już raczej lepiej nie będę.

Musztra zamiast relaksu

Od tej chwili każda kolejna długość basenu była dla mnie coraz większym wyzwaniem, głównie dlatego, że zaczęłam się stresować, co też o moim stylu pływania myśli ów wilk morski. Myślicie, że odpuścił… Znów usłyszałam, że źle pływam, ale powinnam próbować, a na pewno wreszcie opanuję do perfekcji ten pływacki styl. Nic już nie odpowiedziałam, po prostu pół godzinny wcześniej niż zamierzałam wyszłam z basenu. Czasem zwykła ludzka życzliwość zamienia się w upierdliwość. A Wy co o tym myślicie? Znacie podobne historie?

Autor:

Piszę i skreślam. Więcej skreślam, niż piszę

18 myśli na temat “Gdzie się kończy życzliwość, a zaczyna upierdliwość…

  1. Oj znam takich ludzi – upierdliwców. Ja z kolei mam tak z wychowaniem synka. Zwłaszcza jedna z sąsiadek wie lepiej. Źle go ubieram ( za ciepło, zbyt chłodno), za późno kładę spać, nie powinnam dawać biszkoptów, a to znowu zła czapeczka. Rozumiem gdyby raz zwróciła na coś uwagę, ale jak już się uczepi jakiegoś tematu to przez dwie godziny będzie mendzić.
    A z modowych wpadek to kiedyś ubrałam bluzkę i jakoś mi niewygodnie coś było. Koleżanka wzięła mnie na bok i powiedziała, że nie odczepiłam metki. Całe szczęście, że nie całą imprezę chodziłam z dyndającą radośnie metką z tyłu.

    Lubię to

    1. Mam bardzo podobne przemyślenia. Narodziny synka uruchomiły lawinę porad i mądrości z każdej strony. Na początku się tym przejmowałam, ale po któreś z rzędu poradzie sprzecznej z poprzednią przestałam zwracać uwagę. Wysłuchuję i robię swoje (co innego w jeśli chodzi o bliskie mi osoby oczywiście).
      Pozdrawiam i życzę dużo asertywności wszystkim mamom 🙂

      Lubię to

  2. Mieszkam na osiedlu ze stuletnią „tradycją”. Kiedy moja córka miała 4 lata po raz pierwszy została sama na podwórku. Mieszkam na parterze więc widziałam jak się bawi, a w domu spał roczny syn. Kiedy przyszła pora na powrót młodej i moje wykrzykiwanie przez okno nie dawało efektów, wypadłam z domu w biegu żeby niesforne dziecię do niego przyprowadzić. Kiedy ją zapytałam, dlaczego nie przyszła na moje zawołanie odpowiedziała, że koleżanka kazała jej jeszcze zostać (koleżanka jest jej rówieśnicą). Dziecię otrzymało kazanie na miejscu i, trzymane za kark, poszło do domu. Niestety, po drodze się przewróciła.
    Jak wieczorem wyprowadziłam psa, zaczepiła mnie jedna z sąsiadek (siedziało ich na ławce chyba sześć, zawsze chętne podzielić się wiedzą i dobrą radą nie zawsze na temat) : czy Pani musiała to dziecko tak szarpać że się przewróciło?
    Zatrzęsła mną furia więc nie podchodząc bliżej krzyknęłam: wychowuję swoje dzieci tak, żeby za kilka lat powiedziały do pani dzień dobry, a nie spier…aj stara k…wo!
    Panie się mocno oburzyły, ale do dziś mówią mi dzień dobry i chwalą, że mam takie dobre dzieci (14 i 11 lat) 😉
    Życie na Nikiszu nauczyło mnie asertywności – potrafię powiedzieć komuś np. Fajnie, że masz dobre intencje, ale mnie się taka rada do niczego nie przyda lub jest sprzeczna z moimi przekonaniami 😁

    Polubione przez 1 osoba

    1. Eh ten Nikisz! Wszyscy wszystkich znają i chętnie pouczają innych, jak to w małych społecznościach. Sama wychowałam się w małym miasteczku, gdzie ludzie stai w oknach za firankami i komentowali jak inni są np. idą ubrani na niedzielną mszę 😉

      Lubię to

  3. Na ogół chyba wolimy nie zwracać uwagi, żeby się nie narazić na przykrą (nie mylić z asertywną) odpowiedź. Ja jednak uważam, że warto znaleźć sposób, żeby delikatnie zwrócić uwagę, że ktoś „wsiadł do autobusu z liściem na głowie”, jak śpiewał Kuba Sienkiewicz (i wiedział, że nikt mu o tym liściu nie powie :)) A upierdliwym stanowczo powiedzieć: dziękuję, nie potrzebuję twojej rady (a jak trzeba to i mocniej). Pozdrawiam

    Polubione przez 1 osoba

  4. Powiedzenie, że ktoś ma szpinak miedzy zębami czy wałek we włosach to po prostu stwierdzenie faktu i tak naprawdę jest czym innym niż udzielanie rad. Pan na basenie zademonstrował swoją wyższość (nawet jeśli nie było to jego intencją, to jednak uznał, że jest od Ciebie lepszy), a na pewno wtrącał się tam, gdzie nie powinien. Ja osobiście nie lubię żadnych nieproszonych rad, zwykle są jedynie wkurzające. Inna sprawa, że czasami mnie korci, żeby komuś zwrócić uwagę, bo np. przy żabce masakruje sobie kręgosłup albo robi coś innego źle. Powstrzymuję się, bo wiem, że to i tak zwykle odnosi przeciwny od zamierzonego skutek, poza tym to nie moja sprawa, no i jeszcze zasada „nie czyń drugiemu…”.

    Polubione przez 1 osoba

  5. Podawanie miękkiej łapki to oznaka braku szacunku, więc ja bym nie szarżowała z nazywaniem jej zachowania nietaktownym – i tak wykazała dobrą wolę zakładając, że ma do czynienia z osobą nie znającą manier, a nie z lekceważącym ją chamem.

    Pana na basenie też można było sobie oszczędzić nie wdając się w dyskusje. Sądząc po opisie wcale nie przestał być miły. Zniecierpliwienie wynikało z tego, że ani pierwsze, ani drugie, ani nawet trzecie kłamstwo nie zaowocowało tym, że się pan raczył odwalić. Po cóż było go znosić wcześniej?

    Lubię to

    1. Dziękuję za tak dogłębną analizę mojego tekstu :). Nie zgodzę się jednak z Tobą. Po pierwsze uważam, że wyciągnęłaś zbyt pochopne wnioski. Innymi słowy przeszarżowałaś ;). Masz rację, że podawanie „miękkiej” dłoni może być wyrazem braku szacunku. Ale nie wszyscy wychowali się na Wersalu, nie wszyscy są światowcami. Ta sytuacja zdarzyła się przed wieloma laty, kiedy zaczynałam bywać na filmowych planach, więc byłam speszona tą atmosferą. Można komuś zwrócić uwagę, ale nie robi się tego ostentacyjnie, nachalnie i tak, żeby go ośmieszyć.
      Nie byłaś świadkiem żadnej z tych sytuacji, a i tak postanowiłaś dość kategorycznie wyrazić swoje zdanie. Pan był miły, a ja szczerze mu podziękowałam za uwagi. Natomiast nie sądziłam, że pan będzie namolny i mało elegancji.
      Moim zdaniem słowa i ton, jakiego Ty użyłaś w tym komentarzu też do taktownych nie należą :). Anonimowe pouczanie innych i w domyśle sugerowanie, że są chamami to chyba nie jest szczyt kultury. Pozdrawiam serdecznie

      Lubię to

      1. Żadnej dogłębnej analizy tu nie było.
        Przeczytałam i napisałam co myślę. W oparciu o Twoje słowa i zakładając, że jakbyś uznała, że wydarzyło się coś jeszcze wartego odnotowania, to byś o tym wspomniała.
        Napisałaś, że dojrzała i znana aktorka zwróciła Ci uwagę na łapkę, kiedy byłaś początkująca. Mogła i miała prawo Cię pouczyć, publicznie i zgodnie z zasadami savoir-vivre.

        Skąd wzięło się ośmieszenie? Nie wspomniałaś o nim w tekście, teraz sobie o nim przypomniałaś? Czy wcześniej uznałaś za nieistotne? Czy wymyślasz teraz?

        Zatem pozostali czytelnicy i komentatorzy byli obecni przy obu sytuacjach? Czy niekrytyczne opinie od osób „nie mających pojęcia o czym piszesz” są spoko – bo oni, bazując na dokładnie tym samym co ja wyciągają „właściwe” wnioski?

        No ciekawe.
        Widzimy dwie osoby: A i B.

        A zadaje pytanie, B odpowiada.
        A zaczyna rozmowę, B chętnie słucha i dziękuje za porady.
        A wraca do tematu i mówi co poprawić, B dziękuje za opinie.
        A po dwóch podziękowaniach serwuje kolejną opinię, B milczy, urażona wychodzi i podaje go za przykład upierdliwości.

        Wniosek: A był nieuprzejmy.
        Jasne.

        Komentarz podpisany nickiem, po którym można znaleźć mojego bloga i kilka lat aktywności nie jest „anonimowy”.
        I nie miał być taktowny.

        Lubię to

      2. Myślę, że nasze poczucie tego, co jest w dobrym tonie, a co nie – jest zupełnie odmienne. Moim zdaniem publiczne pouczanie kogoś nie jest w dobrym tonie i nie ma nic wspólnego z dobrymi manierami. Poza tym napisałam, że ta aktorka potrząsała moją ręką niemal wyrywając mi bark – taki uścisk dłoni też nie ma nic wspólnego z etykietą. Ten tekst traktuje głównie o życzliwości lub jej braku, a nie jest o tym, co mówi savoir-vivre. Co do zarzutu, że komentarze krytyczne są mi nie na rękę – no cóż, to Twoje zdanie :). Tekst powstał po to, aby o nim dyskutować. Zwróciłam tylko uwagę na ton Twojej wypowiedzi, w której nainterpretujesz mój tekst, zarzuciłaś mi też, że „wymyślam na poczekaniu” :). Hm… A co tu wymyślać, chyba każdy w miarę wrażliwy człowiek czułby się zażenowany, gdyby ktoś go zbeształ w towarzystwie, wytykając mu jakąś niefortunność. Wybacz, ale myślę, że kogoś, kto jest podziwiany przez rzesze fanów, stać na coś więcej :). Wystarczy odrobinę empatii. A Twój komentarz dla mnie pozostaje anonimowy :). Dobrego dnia i weekendu!

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s