Opublikowany w Książki, Recenzje

Przyrodę podziwiam z daleka

Nigdy nie miałam inklinacji, aby zostań botanikiem, ornitologiem, entomologiem, czy dendrologiem. Przyznam szczerze, że przyroda mnie na tyle onieśmiela, że staram się trzymać od niej z daleka. Zapytacie, dlaczego więc sięgnęłam po książkę „O ziołach i zwierzętach” Simony Kossak wydanej przez Marginesy? Książka wydała mi się interesująca, bo jest pięknie wydana — nie brakuje w niej rycin, ciekawych bardzo szczegółowych ilustracji i przypomina zielnik. 

Rozdziały książki „O ziołach i zwierzętach” są krótkie i ułożone w kolejności alfabetycznej, a każdy jest poświęcony innej roślinie lub zwierzęciu. Nie czytałam tych rozdziałów po kolei, tylko wybierałam najpierw te, które najbardziej mnie ciekawiły. Szybko okazało się, że ta książka to niezwykle wciągająca lektura nawet dla takich botanicznych ignorantek jak ja… Na dodatek lektura tej książki nastroiła mnie sentymentalnie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Książka jest pięknie wydana

Simona Kossak pisze w sposób niezwykle barwny, literacki i jest prawdziwą erudytką.  Nie znajdziecie w tej książce suchych informacji charakterystycznych dla naukowych rozpraw. Zamiast tego są miniaturki literackie poświęcone różnym roślinom i zwierzętom. Nie szczędzi aluzji i nawiązań literackich, trafnych cytatów i wierszy. Pisze ona o dzikich zwierzętach w taki sposób, że czyta się to jak najlepszą powieść, w której nie brakuje miłosnych, godowych uniesień, trudów codziennego życia, smutku i walki o przetrwanie. Simone  personifikuje rośliny i swoich zwierzęcych bohaterów. Widać jak bardzo kochała przyrodę, jak bliskie jej były zwierzęta.

Mnie najbardziej urzekły opowieści o nietoperzu, mrówkach, gruszy i winniczkach. Chcecie wiedzieć dlaczego?

Z nietoperzami…

miałam dwa spotkania trzeciego stopnia. Pech chciał, że to kojarzące mi się z horrorami zwierzątko dwukrotnie gościłam w mojej sypialni. Pan nietoperz wleciał do mego pokoju którejś upalnej czerwcowej nocy przez uchylony lufcik. Wierzcie mi, że nie chcielibyście być wyrwani ze snu przez trzepiącego w amoku skrzydełkami oszalałego i zdezorientowanego nietoperza.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Z nietoperzami trzeba uważać, bo te niepozorne zwierzątka mogą być nosicielami wścieklizny. Zanim więc przystąpimy do wypraszania z domu skrzydlatego gościa, warto założyć chociaż skórzane rękawiczki — ja tak zrobiłam — i rzecz jasna otworzyć okno na oścież. Warto też pamiętać, że nietoperze to gatunek chroniony, więc bądźmy dla niego życzliwi.

A oto co pisze o nietoperzach Simona Kossak:

W ciepłe wieczory nietoperze i jaskółki równocześnie unoszą się w powietrzu, lecz jakże różnią się lotem! Ptaki z gracją zakreślają wdzięczne łuki i koła. Na ich tle wyczyny lotnicze ssaków, to nieskładne, choć szybkie miotanie się w różnych kierunkach, poparte gorączkowymi uderzeniami skrzydeł. Ten pozornie chaotyczny lot to jeden z przebiegłych podstępów w wojnie dźwięków, prowadzonej przez nietoperze i ćmy, wojnie z użyciem echolokacji, podsłuchu, zagłuszeń i precyzyjnych obliczeń matematycznych. Nietoperze orientują się w przestrzeni za pomocą słuchu — słyszą obrazy…

Simona Kossak „O ziołach i zwierzętach”, Wydawnictwo Marginesy, 2017, str. 242

Nie krokusy, pierwiosnki, przebiśniegi, ale…

mrówki nieodłącznie kojarzą mi się z pierwszymi zwiastunami wiosny. Dzieciństwo spędziłam w bardzo wiekowym domu — XIX-wieczne ściany wykonane głównie z pruskiego muru (mieszanka desek, cegieł, wikliny, gliny) były prawdziwym rajem dla mrówek, które wygłodzone zimowym postem dostawały się przez różne szpary wprost do spiżarki, a tam robiły sobie wyżerkę, częstując się cukrem, żerując na niedomkniętych konfiturach, albo innym przysmaku. Kiedy pierwsze czarne kropeczki bezwstydnie układały się w bojowy szyk i rządkiem wędrowały po ścianie po bryłki cukru, wiadomo było, że wiosna za pasem. Mrówek nie było się łatwo z domu pozbyć. Pomagało gruntowne sprzątanie, zalepianie szpar i wycieranie szafki octem, które mrówki odstraszał. Kiedy wreszcie udało nam się pozbyć mrówek z domu, chodziłam z cukiernicą po podwórku i obsypywałam podkradzioną babci srebrną łyżeczką wejścia do mrówczych norek — uwielbiałam obserwować je jak wylegały przed mrowisko i uwijały się nad kryształkami cukru.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Grusza…

rosła u nas w przydomowym ogrodzie przez wiele lat. Nie była szczególnie urodzajna, a owoce były twarde i cierpkie, ale stanowiła element krajobrazu. Została ścięta dopiero wówczas, gdy była tak spróchniała, że wichura utrąciła jeden z jej dużych konarów. Wtedy stało się jasne, że drzewo może być zagrożeniem, więc dziadkowie postanowili ją ściąć.

Dzikie grusze to moim zdaniem tajemnicze drzewa. Zresztą Simona Kossak potwierdza moją intuicję.

Podobnie jak inne drzewa, również dzika grusza obdarzona jest dziwnymi siłami.

Simona Kossak „O ziołach i zwierzętach”, Wydawnictwo Marginesy, 2017, str. 112

Winniczki…

kojarzą mi się z sielskim dzieciństwem i wyprawami z dziadkiem do ogrodu pani M., w którym miał swoje ule. Lubiłam tam chodzić z wielu powodów – w tym ogrodzie rosło mnóstwo krzewów i drzew owocowych. Gałązki wręcz się uginały pod ciężarem agrestu, malin oraz czarnych, czerwonych czy białych porzeczek. Jesienią na drzewach złociły się gruszki i pyszniły czerwone jabłka. Ale ja lubiłam chodzić po ogrodzie z całkiem innego powodu — szukałam ślimaków, a było ich tam tak dużo, że ich skorupki chrzęściły pod stopami. Zbierałam je do wyłożonego trawą i liśćmi babki metalowego koszyczka i zanosiłam do domu. Potem siadałam z koszyczkiem na podwórku i przyglądałam się mojej „hodowli” mięczaków tak długo, aż nie rozpierzchły się w różnych kierunkach, pozostawiając na kocich łbach błyszczące ślady. Tak, wiem, że brzmi to dziwnie, ale w dzieciństwie byłam zakochana w ślimakach.

winniczek.jpg

A Simona Kossak tak pisze o ślimakach winniczkach:

Leży na brzuchu, a zarazem idzie, brzuch bowiem przekształcił w dużą umięśnioną nogę — transporter. Przez nogę przebiegają regularne skurcze. Pierwszy skraca piętę, ostatni przesuwa ku przodowi czubek stopy. Chodzenie na jednej nodze, bez odrywania jej od ziemi wyklucza potknięcia i upadki, ale szorowanie bosą podeszwą po piasku grozi bolesnym otarciem skóry. Tej przykrości zapobiega śluz nieustannie wypływający z gruczołu na przodzie podeszwy; błyszczący, lepki dywanik wygładza nierówności na drodze, a jeśli przyjdzie wspiąć się pod górę ułatwia utrzymanie się na pochyłości.

Simona Kossak „O ziołach i zwierzętach”, Wydawnictwo Marginesy, 2017, str. 389

Kim była Simona Kossak?

Urodziła się w 1943 roku w Krakowie, a zmarła w 2007 roku w Białymstoku. Była profesorem biologiem, kochała przyrodę. Jest autorką wielu książek, m.in publikacji: Wilk – zabójca zwierząt gospodarskich? oraz Saga Puszczy Białowieskiej.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

filmok

Książka Simony Kossak „O ziołach i zwierzętach” to świetna lektura, która uzupełni nasza wiedzę o roślinach i zwierzętach oraz rozbudzi miłość do przyrody. Świetnie napisana, pięknie wydana powinna znaleźć się na półce każdego miłośnika przyrody i nie tylko.

Za udostępnienie książki Simony Kossak „O ziołach i zwierzętach” dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

Wszystkie cytaty oraz zdjęcia pochodzą z powyższej książki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Zyziu pomagał mi recenzować książkę 🙂

Autor:

Piszę i skreślam. Więcej skreślam, niż piszę

8 myśli na temat “Przyrodę podziwiam z daleka

  1. Powiem Ci, że mam podobnie- natura mnie średnio pociąga a wręcz przeraża :).
    Ale świetnie wybrnęłaś z recenzją tej książki! 😀
    Mnie natomiast ślimaki że tak powiem brzydzą, a nietoperzy się boję :).

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s