Opublikowany w Rozmowy

Międzypokoleniowe starcie

kawkaaMoje dzieciństwo upłynęło pod znakiem wieczorynek oglądanych na czarno-białym teleskopowym telewizorze. Roman nie musiał się domyślać, jakiego koloru są Smerfy. Dla mnie idolem był jasnowłosy Janek z serialu „Czterej pancerni i pies”, dla Romana – Chuck Norris. Ja w tym roku skończę czterdziestkę, on będzie świętować swoje dwudzieste siódme urodziny. Z autorem bloga Romansidło.pl dzieli nas więcej niż dekada, ale czy jest między nami pokoleniowa przepaść? Postanowiliśmy to sprawdzić. Zapraszamy Was na pierwsze międzypokoleniowe starcie. Dwie rundy, po jednej na każdym blogu. Odpowiadamy na te same pytania – wspominamy czas dzieciństwa oraz młodość „chmurną i durną”. Zapraszam!

Ulubiona wieczorynka

ROMAN: Jako gówniarz przepadałem za Smerfami. W któreś Boże Narodzenie nawet znalazłem pod choinką kasetę magnetofonową z czwartą częścią „Smerfnych Hitów” (gimby nie znajo). Co najbardziej podobało mi się w tych niebieskich dziwadłach w kalesonach? Dzisiaj myślę, że przewidywalność i przerysowane charaktery poszczególnych Smerfów. Dobrze wiedziałem, że Maruda każdą kwestię rozpocznie od „nie cierpię…”, Ważniak dostanie kopa w poślady, gdy tylko zacznie się wymądrzać, a Zgrywus jak zawsze będzie się realizować jako bojownik Al-Kaidy, z ładunkami wybuchowymi ukrytymi w pudełkach na prezenty.

Kinga: No patrz, na „Smerfy” też się załapałam, ale nie miałam pojęcia, że są niebieskie. Całe moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem czarno-białego telewizora, w którym co najmniej raz w tygodniu wysiadał kineskop.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Byłam jednak nietypowym dziecięciem, bo nie przepadałam za wieczorynkami. „Reksio” był irytujący, „Miś Coralgol” dziwny, „Bolek i Lolek” zbyt kreskówkowi, żeby być wiarygodni, „Wilk i zając” przewidywalni, „Muminki” kojarzyły mi się z rodzinną patologią, a „Miś uszatek” miał nie tylko klapnięte uszko, ale nie miał też piątej klepki. Na dodatek mieszkał w domku o wyższym standardzie niż nasz – z kaloryferami i kuchenką gazową, a my tymczasem hajcowaliśmy w piecach kaflowych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zespół z lat młodości

Kinga: W dzieciństwie i wczesnej młodości nie byłam szczególnie zainteresowana muzyką. Słuchałam trochę poezji śpiewanej oraz „dorosłych” piosenek w stylu Edyty Geppert, bo bardzo intensywnie odczuwałam ból istnienia.  Braki w edukacji muzycznej uzupełniłam przed trzydziestką, kiedy zadurzyłam się w heavy metalowym muzyku z długimi piórami. Muszę przyznać, że w jednej kwestii specjaliści od coachingu się nie mylą — wystarczy rok, żeby stać się specem w każdej dziedzinie. Na moją świeżą muzyczną fascynację ciężkim rockiem, udało mi się zresztą poderwać… kolejnego faceta. I z sukcesem od kilku lat mu wmawiam, że najbardziej jara mnie Slayer.

ROMAN: Zespołem, który ukradł mi dobrych kilka lat z dzieciństwa, był Eiffel 65, dziś już trochę zapomniane włoskie trio, znane głównie ze śpiewania o tym, że „jestem niebieski, da ba dee”. Ostatnio nawet odbyłem nostalgiczną podróż do czasów dzieciństwa, odsłuchując na Spotify ich debiutancki album „Europop”. Choć uszy prawie mi zwiędły, płyta przywołała wiele niekompletnych obrazów, które zdołały się zarchiwizować w mojej głowie. I muszę przyznać, że było to dość przyjemne i na swój sposób wzruszające doświadczenie.

…i piosenka

ikony_retro_kasetaROMAN: Były dwie. Jedna, którą odśpiewuję po pijaku na każdej imprezie, czyli „Kolorowe Sny” Just 5. Drugą było „Blue” Eiffel 65. Wstyd mi jak diabli, bo chciałbym napisać w tym miejscu, że od gówniarza byłem zasłuchany w czymś ambitnym. Że od małego byłem dzieckiem, które się wyróżniało. Cóż, na tej płaszczyźnie z pewnością byłem takim samym bezguściem, co reszta rówieśników. Jednak kiedy trochę podrosłem i mogłem już mówić, że mam te „naście” lat, strasznie fascynował mnie Linkin Park. I prawdę mówiąc, do tej pory wracam chętnie do ich pierwszych płyt. Szkoda tylko, że tego, co nagrywają i wydają obecnie, nie da się słuchać. Niemniej takie albumy, jak „Hybrid Theory”, „Reanimation”, czy nawet „Meteora” podobają mi się do dziś. Pamiętam, że srogo jarałem się kawałkiem „Points of Autorithy”, pewnie dlatego, że w klipie nawalały się między sobą jakieś transformersopodobne robociska.

Kinga: Jak ci już wcześniej wspominałam, nie byłam szczególnie wyedukowana muzycznie, ale zapamiętałam przerażający „Marsz wilków” TSA z ekranizacji Akademii Pana Kleksa, „Słodkiego miłego życia” Kombi, wegańskie „Marchewkowe pole” Lady Pank i „Jaka róża taki cierń” Edyty Gepert.

kultowa_plyta.JPG

Program w TV

ROMAN: To chyba oczywiste, że oglądałem ulizanego żelem Chajzera, który w „Idź na całość” łaził po widowni, podkładając mikrofon pod pysk mniej lub bardziej żenująco poprzebieranych uczestników. Moim niespełnionym marzeniem z dzieciństwa jest kot Zonk. Od małego byłem Polakiem-Cebulakiem, bo wszystkim dziwadłom z tego teleturnieju życzyłem, aby w wybranej przez nich bramce był właśnie Zonk.

Kinga: A ja jako dziecko oglądałam „Piątek z Pankracym”, choć gadający pies powodował u mnie spory dysonans poznawczy. Całą rodziną zasiadaliśmy przed telewizorem, żeby zobaczyć „Pieprz i wanilię” – program prowadzony przez Tony’ego Halika i Elżbietę Dzikowską. Dziadek nie znosił Halika, więc głośno go przedrzeźniał. Swoistym fenomenem był też telewizyjny koncert życzeń, który wypadał w porze niedzielnych obiadów, więc siłą rzeczy oglądaliśmy go, wsuwając rosół.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy serial

Kinga: Była to… „Niewolnica Isaura”. Polacy zakochali się w tej produkcji. I ja także, nieświadoma seksistowskich treści w tym serialu, byłam jego zagorzałą fanką. W 1983 roku odtwórcy głównych ról – Lucelia Santos i Ruben de Falco, czyli serialowa niewolnica Isaura i Leoncio odwiedzili Polskę. Miałam nawet znaczek z podobizną pięknej Isaury i jej zdjęcie z autografem. Potem była oczywiście „Dynastia”, a jeszcze później „Alf”. Uwielbiałam ten serial i muszę przyznać, że ten błyskotliwy kosmita o siedmiu żołądkach, który nie ukrywał awersji do kotów stał się dla mnie ideałem mężczyzny. Niestety, w normalnym życiu na ideał trudno trafić. 

ROMAN: Cóż, moje subiektywne wyobrażenie serialu jako formy opowiadania historii znacząco przeobraziło się od czasów dzieciństwa. Wtedy serial kojarzył się jednoznacznie z jakimś południowoamerykańskim tasiemcem pokroju „Esmeraldy”, „Fiorelli” czy innego „Zmutowanego Anioła”. Mam również w głowie taki obrazek, kiedy siedziałem przed telewizorem w towarzystwie dziadków i wspólnie oglądaliśmy „Modę na sukces”. Pamiętam, że dziadkowie strasznie przeżywali te posrane historie, jakich doświadczali bohaterowie tego telewizyjnego tworu, i dawali temu wyraz głośnymi dysputami, w których nie miałem odwagi uczestniczyć. Ważną rolę w moim poznawaniu świata poprzez ekran telewizora stanowiły także sitcomy. Zwłaszcza jeden. Ten, który nawet dzisiaj bawi mnie do porzygu, i do którego wracam przy każdej nadarzającej się okazji. Mam na myśli oczywiście „Świat według Bundych”.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Danie z dzieciństwa

Kinga: Byłam niejadkiem, więc mama z babcią wspinały się na wyżyny kulinarnego Masterchefa, żebym cokolwiek przekąsiła — robiły mi omlety i jajka faszerowane. Uwielbiałam też specjalność mojego ojca — pieczonego kurczaka w miodzie. Pamiętam też smak pierwszego batonu snickers z paczki Caritasu, którego sobie podzieliłam na kawałeczki i jadłam przez tydzień.

ROMAN: Nie będę tu jakiś bardzo wyszukany. Smak mojego dzieciństwa to poniedziałkowa pomidorowa babci. Babci, która skądinąd ma do gotowania dwie lewe ręce. Ale pomidorową robiła – już nie robi:( – prześwietnocudowną. Pewnie dlatego, że kluczowym składnikiem był jej własny przecier pomidorowy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kartka od Taty na Dzień Kobiet z 1985 roku

Ważne wydarzenie dziejowe

Kinga: Okrągły stół i pierwsze wolne wybory w 1989 roku. Miałam wtedy dwanaście lat i razem z dziadkiem śledziliśmy, co się, panie, dzieje w polityce. Dziadek bardzo się cieszył, że historia zatacza koło. Urodzony we Lwowie w 1908, pamiętał wolną Polskę i o taką walczył w czasie II wojny światowej, upadek komunizmu przyjął z ulgą.

ROMAN: Najbardziej utkwił mi w głowie zamach na World Trade Center, ale to dlatego, że 12 września byłem w drodze do sanatorium w Rabce, gdzie miałem spędzić aż sześć tygodni, i przez całą drogę w radio nie mówiono o niczym innym. Do dzisiaj postrzegam ów zamach przez pryzmat olbrzymiego cienia, jaki rzucał na mój dziecięcy dramat. Bo takim niewątpliwie był wyjazd do sanatorium, którego bałem się jak diabeł wody święconej.

Kinga: Popatrz – jest coś, co nas łączy. Jako cherlawe dziecko zaliczyłam pobyt w sanatorium w Arturówku. Ale ja bardzo dobrze kojarzę ten czas. Nawet w ubiegłym roku naszło mnie na sentymenty i odwiedziłam to miejsce. 

Na kolejną rundę międzypokoleniowego starcia już wkrótce zapraszam Was na blog: Romansidlo.pl

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

38 myśli na temat “Międzypokoleniowe starcie

  1. Jak przeczytałam Wasz post, to zobaczyłam przed oczami siebie i moją siostrę, jestem od niej 10 lat młodsza. Niby 10 lat, ale tak jakby ona dorastała w zupełnie innym świecie niż mój. Mimo różnic, jesteśmy jednocześnie najlepszymi przyjaciółkami i jak się widzymy przy rodzinnym stole wymieniamy się wydarzeniami w czasie przeszłym i teraźniejszym.
    PS: Świat według Bundych też oglądam do dzisiaj 😀
    Pozdrawiam!

    1. No właśnie – dekada to dużo i mało… duża zwłaszcza wówczas, kiedy komuś, tak jak mnie, przyszło dorastać w czasie historycznych zmian w Polsce. Pamiętam siermiężność PRL-u, ale także to zachłyśnięcie się zachodnim stylem życia 🙂

  2. A ja właśnie wczoraj, patrząc na swoich synów, przypomniałam sobie jak za czasów mojego dzieciństwa zbierało się historyjki z gum Donald, obrazki z autami z gum Turbo i kolorowe, pachnące karteczki z różnych notesików 🙂 Teraz dzieci (zwłaszcza chłopcy) zbierają karty – u nas nr 1 są piłkarze. No i te albumy… za moich czasów (poza klaserem z znaczkami) takich „udogodnień” nie było 🙂

  3. Zasluchiwalam sie w piosenkach Wiolety Villas (do tej pory uwielbiam jej glos) zreszta mam slabosc do sopranow. Klasyke muzyki zapoznalam dosc wczesnie i choc kiedys byla troche obowiazkiem, teraz jest dla mnie przyjemnoscia. Mialam tez ‚romans’ z zespolem Backstreet Boys, aczkolwiek nie wzdychalam do Nicka 😀
    Z piosenek z przeszlosci, to dzis odpalilam ‚Silacza’ Marcina Rozenka. Dzis inaczej odbieram tekst, ale wciaz mnie zachwyca.
    Ogladalam obowiazkowo ‚Straznika Teksasu’ (wciaz jestem fanka Chucka Norrisa, choc to chyba juz passe) i seriale typu ‚Gliniarz z dzungli’, ‚Tarzan’, ‚Zar Tropikow’, ‚Niebezpieczne ujecia’ czy ‚Na wariackich papierach’.
    Bajek za bardzo w dziecinstwie nie ogladalam z powodu braku TV w domu.
    Z dan z dziecinstwa, choc to nie danie ale bardziej deser, to pamietam bezy z kremem, ktore byly kupowane w niedziele w jednej z cukierni.
    Wazne wydarzenie dla mnie to chyba byly wybory w 1995 z tego powodu, ze omawialismy temat na historii 🙂
    A wiekowo jestem gdzies pomiedzy Wami 😉

    1. Dzięki, że podzieliłaś się swoimi wspomnieniami 🙂 Niesamowite, że kilka lat różnicy… robi sporą różnicę – zespoły, seriale, o których wspominasz są mi zupełnie obce, tzn. słyszałam o nich, ale tylko tyle 🙂 . Chociaż akurat piosenki Villas myślę, że są ponadpokoleniowym fenomenem 🙂

  4. Bardzo ciekawy pomysł. Czytam Romansidło czasami. to niezwykle utalentowany młody człowiek o przenikliwym umyśle 🙂
    A do Ciebie mogę pisać małolato 😀

    1. 🙂 dziękuję za odwiedziny na bogu. Tak, RomanSidło ma talent! Ja też chętnie odwiedzam Twój blog – piszesz o wielu ważnych sprawach, brawo :). A co do komplementu, my kobiety ponoć jesteśmy jak wino 🙂

  5. Świetny pomysł z tym starciem pokoleń. Kinga, mimo że jestem sporo od ciebie starsza to w zasadzie podpisuję się pod każdym omówionym przez ciebie punktem. Z wyjątkiem dobranocek, bo akurat Coralgola lubiłam, Uszatka też. Może tu tkwi ta różnica między nami. Lubiłam jeszcze Żwirka i Muchomorka, Zaczarowany Ołówek, cudnego Krecika i Reksia. A, i jeszcze Pomysłowego Dobromira. Pewnie tych bajeczek nie znasz. No i nigdy nie byłam w sanatorium, a Edytę Geppert uwielbiam do dziś. A co do twojego gościa – cóż, jakbym słyszała mojego Piotrka, który właśnie wczoraj obchodził 27 urodziny. Pozdrawiam Was oboje (to znaczy ciebie i twojego gościa)..

    1. Dziękujemy 🙂 Wiele z tych wieczorynek, które wymieniłaś także pamiętam – choćby „Zaczarowany ołówek”, ale rzeczywiście jakoś nie byłam fanką bajek. Mieszkaliśmy z dziadkami i mój dziadek mnie zawsze wołał jak leciała wieczorynka. Jedne oglądałam, inne nie, ale siedziałam razem z dziadkiem przed telewizorem, bo potem oglądaliśmy razem… „Dziennik telewizyjny” 😉

  6. Miło było poczytać i wrócić pamięcią do dawnych lat… 😉 Wspomnienia Romana to identycznie jakbym czytała o swoim dzieciństwie. Do tego mogłabym dołożyć co tydzień niedzielne disco polo relaks na polsacie ( o matko! ) i nagrywanie przez mojego tatę dla mnie i brata bajek looney tunes – na VIDE(Ł)O 😀 Ha ha ha

  7. Rewelacyjna rozmowa. Mnie pokoleniowo nieco bliżej do Romana (trzydziestka na karku zaczyna powoli do mnie docierać), ale tak czy inaczej miło jest powspominać.

  8. Bardzo spodobał mi się pomysł na międzypokoleniowe starcie, zwłaszcza, że wyszedł z tego wspaniały dokument dla młodszych. Dużą rolę odgrywają tutaj dobrze postawione pytania, które zainspirowały mnie do pewnego eksperymentu z uczniami.

    1. Cieszę się, że tekst się podobał! miałam wątpliwości, czy takie wspominki mogą zainteresować czytelników, ale teraz widzę, że był dobry pomysł, bo w gruncie rzeczy jesteśmy sentymentalni. Zapraszam już wkrótce na blog Romana, tam będzie ciąg dalszy naszej rozmowy 🙂

  9. Fajny wywiad! 🙂 Najbardziej rozśmieszyło mnie: „Od małego byłem Polakiem-Cebulakiem, bo wszystkim dziwadłom z tego teleturnieju życzyłem, aby w wybranej przez nich bramce był właśnie Zonk.”- poczułam, że odnalazłam bratnią duszę 😉

  10. Ależ wiele wspomnień przywołaliście! Caaałe mnóstwo! Świetnie się bawiłam przy lekturze tego wpisu. Aż przez moment zapragnęłam sama wziąć udział w takiej międzypokoleniowej bitwie 🙂

  11. Dziękuję Ci za piękny wpis, który przeniósł mnie w czasy dzieciństwa. Oczywiście pamiętam Wasze piosenki, bajki itp, natomiast ja musiałabym się cofnąć jeszcze kilka lat 😉
    Mnie też kiedyś wzięło na wspominki i napisałam post o bajkach z mojego dzieciństwa – mimo, że stare i nie kolorowe – mają swój urok.
    Pozdrawiam 😉

  12. Świetny i bardzo pomysłowy wpis! Jestem w wieku Romana, ale o dziwo niektóre odpowiedzi dzielę z Tobą 🙂 Jestem bardzo ciekawa kolejnego starcia, pozdrawiam!

  13. Świetnie się czytało! Jestem tylko rok starsza więc wspomnienia mamy właściwie identyczne. Co prawda o zamiast Kombi wolałam Papa dance :D, a smerfy znam tylko w kolorze.

Dodaj komentarz