Opublikowany w Lekcja pisania

Jak pisać, żeby nas czytali

kawkaaBardzo się cieszę! Do napisania gościnnego postu udało mi się zaprosić wyjątkową kobietę. Prowadzi blog iwonakmita.pl, na którym o sobie samej napisała: „Matka, żona, redaktorka“. Choć przyznaje, że bloguje od niedawna, to moim zdaniem jej nazwisko to już marka. Chętnie odwiedzam blog Iwony, bo porusza ważne tematy, a każdy jej tekst jest wyważony, a na dodatek świetnie napisany. Zresztą przekonajcie się sami! Iwona Kmita i jej lekcja pisania.  

Jak pisać, żeby nas czytali

Wpadłyśmy z Kingą na siebie, a raczej na swoje blogi, przypadkiem. Jak to w internecie. Zaczęłyśmy się odwiedzać, mailować, aż wreszcie pojawił się pomysł, by wymienić się postami gościnnymi. Stąd mój tekst na jej ciekawym blogu.

– Bardzo cenię, że potrafisz trafnie określić, co jest w tekście ważne i budować go wokół tego. I że piszesz prostym, zrozumiałym językiem – napisała mi Kinga ostatnio. I poprosiła – opublikuj u mnie gościnnie tekst, jak pisać, żeby być czytanym. Hm, pomyślałam sobie, ja, blogerka z niedługim stażem, mam komuś radzić, jak pisać? Miałam wątpliwości, ale po chwili stwierdziłam, że w końcu zajmuję się zawodowo pisaniem i redagowaniem tekstów, więc chyba wiem o tym co nieco. Nie będę się wymądrzać, skoncentruję się wyłącznie na tym, na czym się znam i będę się opierać na swoim doświadczeniu.

stalowka_obrazekTytuł i lead – od nich zaczynam pisanie i uważam, że są w tekście bardzo ważne. Zwykle mam kilka pomysłów na tytuł i na ogół mało który mi się początkowo podoba. Aż przychodzi ten moment, gdy po tytule niemal sam zaczyna układać mi się lead. Wtedy wiem, że jest trafiony. Tytuł w tekście internetowym, tak jak w „papierze“, moim zdaniem powinien być intrygujący, mocny, ciekawy, ale do tego zawierać słowa kluczowe, dzięki którym materiał będzie się lepiej pozycjonował.

Lead, czyli początek tekstu to kilka dosłownie zdań, ale takich, które wciągną czytającego na tyle, żeby chciał poznać dalszą część wpisu. Lead powinien być wyróżniony, tak jak i tytuł. Najlepiej je wyboldować.

Główny tekst nie powinien być za długi. Nie ma się co oszukiwać – osoby komentujące, które wciągnął lead oczekują rozwoju akcji, chcą się dowiedzieć, co mam im do opowiedzenia i nie zamierzają poświęcać na to zbyt wiele czasu. Wiecie sami jak to jest, gdy się chodzi od bloga do bloga, szukając ciekawych kawałków. Dlatego tak ważna jest zwięzłość myśli. Staram się, żeby tekst nie miał więcej niż 1,5 – 2 strony, dzielę go na logiczne fragmenty i nadaję śródtytuły. Stosuję też wygrubienia (tak, jak w tym tekście), czasem inne wyróżniki, np. kropki, gwiazdki, myślniki, dobrze też robią dialogi (np. Przychodzi mężczyzna do lekarza), warto też linkować do źródeł, z których korzystamy.  Dzięki temu materiał nie jest blachowaty ani za długi. Po ciekawym leadzie staram się wciągnąć czytelnika w tekst, tak żeby dotarł do końca, a tam znalazł… pytanie lub prośbę o przedstawienie swojego zdania na opisywany temat – uważam, że to dobry „zaczyn“ do komentarzy. Zauważyłam, że niektórzy blogerzy kończą tekst nieoczekiwanie i zapraszają na drugą część.  Sama się „złapałam“ na tym, że czekałam na kolejny odcinek. Zupełnie jak w serialu.

dlugopisgrafika

Język powinien być prosty, poprawny, bez błędów ortograficznych i literówek. Zawsze czytam tekst po kawałku, gdy piszę i potem jeszcze całość po skończeniu. Sprawdzam, poprawiam, bo uważam, że mój czytelnik na to zasługuje. Najlepiej, jeśli tekst może poczekać np. przez noc. Gdy wracam do niego rano, zawsze jeszcze znajdę coś do poprawy, np. okazuje się, że zbyt często używam tego samego wyrazu, a powtórzenia są denerwujące dla czytającego. Nie używam wulgarnych słów, nawet, gdy opisywana sytuacja aż się o to prosi, a ja jestem naprawdę wzburzona. Taką mam zasadę i już. Słowo mówione ucieka w powietrze, napisane pozostaje, a nie chcę się go wstydzić, gdy opadną emocje.

Wybór tematu to dla mnie zawsze trudne zadanie. Nie wierzę, gdy czytam u niektórych blogerów, że mają pomysły przynajmniej na 50 tekstów. Chyba, że są to niemal żywcem przepisane ulotki kosmetyków czy leków.

Staram się szczerze sama przed sobą przyznać, czy to o czym piszę chciałabym sama przeczytać gdzieś w internecie. Na pewno nie zachwyci mnie sposób używania danego kosmetyku albo skład jakiegoś cudownego preparatu.

Poza tym uważam, że nie ma nic gorszego niż wyważanie dawno otwartych drzwi – staram się więc nie pisać o tym, co już zostało gdzieś opisane, a jeśli już – to z zupełnie innej strony. Jeśli np. blogerzy piszą o jesiennej depresji, i radzą jak sobie pomóc, ja publikuję tekścik bardzo osobisty, rodzaj felietonu o moich doświadczeniach (np. Nieproszony gość). Zawsze też pamiętam o swojej grupie docelowej, dlatego nie piszę do nastolatków, bo wiem, że się nie zrozumiemy.

dlugopis

Komentarze pod tekstem traktuję jak ocenę, czy wpis był interesujący, po ich liczbie domyślam się, czy dotyczył sporej grupy osób, dlatego cieszę się z każdego kolejnego i odpowiadam komentującemu. Niepisana zasada blogowania mówi ponadto, żeby wejść na bloga osoby, która wpisała się u ciebie i skomentować jakiś jej wpis. To tak jak w życiu – po wizycie następuje rewizyta. W moim przypadku dzięki temu w krótkim czasie udało mi się zaprzyjaźnić ze sporą grupą blogerów, a pod wpisami odbywają się czasem naprawdę ciekawe dyskusje, np. taka, jak pod gościnnym postem Kingi na moim blogu (Nie taka złota jesień).

A może macie jakieś inne, sprawdzone sposoby na dobry tekst? Chętnie przeczytam, człowiek całe życie się uczy… 😉

 dlugopisIwona Kmita – iwonakmita.pl

49 myśli na temat “Jak pisać, żeby nas czytali

  1. Bardzo lubię blog Iwony. Długo szukałam dla siebie takiego miejsca. Jestem dość wymagającą czytelniczką, zarówno pod kątem stylistyki, poprawności językowej, jak i ciekawego tematu i umiejętnego „poprowadzenia” tekstu. U Iwony znajduję to wszystko w formie skondensowanej. Powyższe rady są bardzo trafne i od razu dają wiele do myślenia. Zadaję sobie teraz pytanie – Czy ja również dobrze piszę? Na co zwracam uwagę, pisząc swoje teksty?

    1. Małgosiu, podpisuję se pod tym, że blog Iwony jest bardzo ciekawy, a na dodatek bardzo dobrze pisany. Iwona ma duże redakcyjne doświadczenie, więc jej teksty są dopracowane pod każdym względem. Myślę, że rady, których udziela Iwona w tym tekście są bardzo trafne 🙂

    2. Małgosiu, dziękuję. Znam twój blog i wiem, że piszesz bardzo dobrze. I masz ogromną wiedzę o kuchni roślinnej. Pozdrawiam serdecznie

  2. Mnie zaciekawił zwłaszcza fragment o wulgaryzmach, ponieważ sam często ich używam, starając się przy tym jednak, aby ich pojawianie się było w jakiś sposób uzasadnione. Autorka wiąże stosowanie wulgaryzmów z emocjami, które nazwałbym „bitewnym kurzem”. Wydaje mi się, że to tylko jedna strona medalu, bo wplatanie w tekst wulgaryzmów może być robione z premedytacją i wyrachowaniem, przynajmniej ja sam staram się w ten sposób pisać.

    Może to dziwne, ale mimo polonistycznego wykształcenia nie należę do tych, którzy demonizują wulgaryzmy. Wręcz przeciwnie. Uważam, że umiejętne ich stosowanie może wpłynąć ta tekst jak najbardziej pozytywnie. Choć oczywiście wiele na tej płaszczyźnie zależy od przyjętego przez autora modelu odbiorcy i samej tematyki bloga. Ale to już chyba temat za dłuższą opowieść.

    Pozdrawiam ciepło 😉

    1. Faktycznie, miałam na uwadze przede wszystkim ten, jak ładnie powiedziałeś – bitewny kurz. Choć sama ich nie stosuję, zgadzam się, że wulgaryzmy bywają elementem pewnej konwencji przyjętej przez autora i wtedy ich obecność jest uzasadniona. Dzięki za ciekawą uwagę, pozdrawiam 🙂

    2. Wulgaryzmy rzeczywiście mogą dodawać tekstowi ekspresji – czasem używam takich wyrazów, ale raczej w tekstach prozatorskich, bo one się rządzą swoimi prawami. Niemniej myślę, że Twój styl pisania, który prezentujesz na swoim blogu Romansidlo.pl jest właśnie taki intrygujący, bo nie boisz się czasem użyć siarczystego słowa 🙂

  3. Fajne porady 😉 Ja bym jeszcze dodała informacje o promocji tekstu. Czasem napiszemy coś super, a kiedy tekst nie zostanie odpowiednio wypromowany, wtedy utonie w internecie. No i SEO też jest ważne podczas pisania 😉

    1. Pełna zgoda, ale tak jak pisałam na wstępie, zajęłam się tylko stroną tekstową bo na tym się znam najlepiej 🙂

  4. Zgadzam się – tytuł ma ogromny wpływ chociażby na kliknięcia wejść w dany artykuł. A lead właśnie decyduje o tym, czy ktoś zostanie czy nie… 🙂

  5. przydatny post. Bardzo lubie pisac, ale od kiedy prowadze bloga to jeszcze musze zwracac uwage wlasnie na tytul i lead, zeby przyciagnac uwage

  6. Wiedziałam, że warto tutaj wejść! 🙂 chętnie poczytam bloga Iwony i podpatrzę jak warto pisać. Czytając tekst – sama złapałam się na kilku rzeczach, których mogłabym nie robić przy pisaniu. Dziękuję 🙂

    1. Każdy sposób wyróżniania ciekawszych części w tekście to dobry pomysł – przyciaga uwagę, skłania do przeczytania, nawet jeśli całość wydaje się średnio ciekawa. Pozdrawiam

  7. Wpis konkretny i na temat. Wymyślenie tytułu to nie lada sztuka, może to zająć trochę czasu 🙂 Jednak to ważne bo tytuł ma przyciągać, zainteresować. Oczywiście ważne jest, by sam tekst odpowiadał temu, co jest w tytule a nie był tylko clickbitem. Tego nie lubię 🙂 Ja z kolei mam problem z długością, moje artykuły są dość długie. To dlatego, że chcę w miarę możliwości wyczerpać temat, przekazać wiedzę i informacje. Nie zawsze da się podzielić tekst na dwa krótsze. Ale pracuję nad tym 🙂 Choć z drugiej strony takie dłuższe teksty cieszą się u mnie zainteresowaniem .

    1. Wspominałam, że jedna znajoma blogerka stosuje ten chwyt, pisząc: cdn (ciąg dalszy nastąpi…) Myślę, że to lepsze rozwiązanie niż zbyt długi tekst. Niestety, ludzie nie lubią z reguły czytać zbyt długich wpisów.

  8. Bardzo mi się podobał ten tekst, wiele merytorycznych wskazówek podany w sposób mało oczywisty i osobisty:) Bardzo lubię blog Iwony, zawsze znajduje tam tekst, myśl, czy refleksję, które mnie zaintrygują.

  9. Zgodzę się z tymi zasadami, chociaż sama mam problem ze streszczaniem swoich słów to gdy wchodzę na bloga i widze dużo tekstu to mnie to zniecheca. Dobrze, gdy każda nowa myśl zaczyna się od podtytułu.

  10. Mam jednak.nieconinne doświadczenia, bo jeśli chodzi o pomysły na tematy to nie mam może 50 do przodu, ale zawsze mam kilka-kilkanaście trmatów z tyłu głowy (lub zapisanych w Trello) i problemem jest raczej.brak czasu, by sensownie o wszystkich napisać. Tytuł i lead zawsze pojawiają się na końcu, gdy na 100 proc. wiadomo, czego.dotyczy tekst. To raczej nawyk wynikający z doświadczenia w pisaniu dłuższych tekstów. 🙂

    1. Jeżeli chodzi o wymyślanie tytułu, to u mnie jest z tym różnie. Czasem jest tak, że jakiś tytuł chodzi mi po głowie i aż się prosi, żeby do niego napisać tekst, opowiadanie :). Ale częściej jest tak jak Ty piszesz – pojawia się temat, potem tekst, a na końcu piszę lead i tytuł. Ten lead to streszczenie i zachęta do czytania całości, więc trudno byłoby mi go napisać na początku, kiedy jeszcze nie wiem, w jakim kierunku powędruje tekst 🙂

      1. Myślę, że każdy ma swoje sposoby wynikające z doświadczenia. Ja zaczynam od leadu, bo mnie on ustawia na dalszy tekst, tak po prostu lubię i tak robiłam zawsze. Ale rozumiem, że można robić odwrotnie. Najważniejsze, żeby lead był, a nie wszyscy go piszą.

  11. Czepiac sie, czy sie nie czepiac 😉 Jednak sie czepne by nie bylo za slodko.

    Zgadzam sie z trescia, ale zastanawia mnie uzycie slowka ‚lead’. Zazgrzytalo mi w tekscie i w moim prywatnym odczuciu, lepiej by bylo, gdyby zostal uzyty polski odpowiednik, lub wyjasnienie typu lead z ang. wprowadzenie. I lead musialby byc zapisany kursywa. Ale to moje prywatne odczucie. Raczej malo sie orientuje w stylistyce blogowego pisania, czesciej siedze w innych papierach, wiec z gory sie zgadzam, ze takie cos jak najbardziej moze byc w uzytkowaniu i poprawne, ale… 😉

    1. 🙂 Dzięki za uwagę, każda w cenie :). Ja bym się jednak nie czepiała, sama używam takiego określenia, a dziennikarskim żargonie jest ono od lat niepamiętnych. Zastanawiam się, jakiego innego określenia użyć – czołówka? Chyba nie bardzo, bo z kolei „czołówka” toczołówkowy – czyli okładkowy tekst w gazecie. Moim zdaniem lead jest zrozumiałym pojęciem także dla blogerów, nie byłabym tu więc za ortodoksyjnym używaniem polskich odpowiedników. Ale to moje zdanie. Ciekawa jestem, co o tym myli Iwona 🙂

      1. Tzn ja rozumiem, ze moze to byc forma zargonu. Mi to zazgrzytalo, bo to jedyne takie slowko, jakby nie pasujace do calosci. Wiem, ze jak ktos sie zna na rzeczy to pasuje jak najbardziej, ale ja zielona 😀

  12. Oj cos w tym jest.
    Mieszkajac bardzo dlugo na emigracji mam teraz pewien problem poprawnie tzn gramatycznie napisac dlugie zdanie. W zyciu codziennym posluguje sie dwoma jezykami obcymi. Sa one spokrewnione tak samo jak nasz jezyk polski z jezykiem rosyjskim, mysle tu wiecej o genezie pochodzenia niz o samej pisowni liter.
    Na moim blogu staram sie pisac krotkimi zdaniami. Odkrylam, ze nasz jezyk ojczysty jest jak bukiet kwiatow, soczysty i kolorowy. Jezyk angielski i niderlandzki…nie dorastaja mu nawet w polowie. Wbudowana jest w nich niezwykla prostota przekazu, mysle tutaj oczywiscie o poslugiwaniu sie nimi przez przecietnych ludzi.
    Dziekuje i pozdrawiam,

    aga31chuen

  13. Dziękuję za ten wywiad. Bardzo dobre, rzeczowe porady – jak zwykle u Iwonki.
    Takie zasady blogowania w pigułce.
    Muszę zapamiętać i stosować.
    Zwłaszcza popracuję nad zwięzłością w ujmowaniu myśli, bo często zdarza mi się wodolejstwo i słowotok. Za długie teksty, a to zniechęca. Dziękuję!

Dodaj komentarz