Opublikowany w Proza

Gdyby Grek Zorba zatańczył nad Wisłą

notesSamolot zniżał lot. Przez okrągłe okno widać było przekrzywiony świat. Pod nami zamajaczył mały szary prostokąt lotniska w Chanii. To, co przed chwilą wyglądało jeszcze jak makieta, zaczynało nabierać realnych kształtów – wojskowe samochody, olbrzymie baraki w moro należące do śródziemnomorskiej Bazy Sił Zbrojnych USA, spalona słońcem ziemia i kosmiczny krajobraz utkany ze srebrnych wzniesień. Strop nieba jest tu wyjątkowo niski, a ciężkie deszczowe chmury potrafią bezwstydnie rozpanoszyć się między ostrymi szczytami Gór Białych.

Pecha ma turysta, jeśli w trakcie swojego krótkiego urlopu trafi na owe trzy deszczowe dni w miesiącu, o których z lekkim zakłopotaniem wspominają katalogi biur podroży. Cóż wtedy robić? Można z wnikliwością meteorologa obserwować owe pogodowe zjawisko, kiedy to sufit z deszczu nad głowami i nieprzerwanie leje dzień i noc, pojąc na wiór wyschniętą ziemię Krety. Okolica wtedy pustoszeje, zmrok zapada wcześnie, a półdzikie, skąpo oświetlone latarniami na drewnianych słupach uliczki nie zachęcają do spacerów. A jednak, przekonana o dobrych intencjach czarnookich Greków, wędruję z latarką po bezdrożach filmowego miasteczka Stavros. Z ciemności wyłania się potężna góra – ta sama, na zboczach której nakręcono Greka Zorbę. Strach na nią patrzeć, a co dopiero pod nią mieszkać albo na nią się wspinać.

Idę dalej za wodzącym mnie za nos zapachem musaki. Przez chwilę rozmawiam łamaną greko-angielszczyzną z gospodarzem tawerny, który zachęca mnie, by wejść do środka. Tym razem odpieram smakowite ataki i idę dalej. Rozglądam się po okolicy. Domy-widma, których budowę zakończono wraz z postawieniem fundamentów, zwoje kabli, zniszczone ogrodzenia, kiepsko zaopatrzony sklep i… przemili ludzie. Uwielbiam te niedorzeczne sprzeczności Krety. Bezkresny błękit morza, oślepiające słońce, figowce i opuncje rosnące przy drodze, kierowców autobusów jeżdżących po stromych wstęgach dróg z jedną ręką na kierownicy, a drugą nonszalancko wysuniętą za okno, ikony wiszące w sklepach tuż przy ladzie fiskalnej, starców grających do późna w szachy i popijających raki w ogrodzie oraz młodzieńców oglądających mecz przed telewizorem wystawionym na stół, który stoi na tarasie. I kobiety o oliwkowych licach, dbające o przydomowe kapliczki. Nie razi mnie ten wszechogarniający rozgardiasz, bałagan, atmosfera sjesty. Jestem tu gościem, przybyszem, więc nie narzekam na drobne niedogodności.

Autobus zniża lot. Przed oczami otwarta przestrzeń. Ulica prowadzi na łeb na szyję wprost do Wisły. Ale wprawiony do jazdy po trudnych białych drogach Kujaw kierowca, w porę skręca w prawo i bezpiecznie lądujemy na znajomym szarym prostokącie rynku. Jest brzydszy niż zwykle i rozkopany do fundamentów pamiętających czasy pierwszych osadników. Mam ochotę bić brawo, że pan kierowca tak pięknie wylądował, ale powstrzymuję się, bo współpasażerowie nie podzielają mego entuzjazmu. Pada. Wieczorem osadę otula żółte światło latarni, więc miasteczko tonie w złotym brokacie. Spacer labiryntem uliczek postanawiam odłożyć do rana. Nie mogę się doczekać tej świeckiej pielgrzymki po nieszawskich miejscach świętych. Zrobię rundkę po ryneczku, przejdę się wąziutką uliczką Przeskok, zajdę w Zimną, popatrzę na klasztor, potem w dół na bulwar, pomacham ręką mojej szkole, potem powoli razem z nurtem rzeki przejdę na przystań promową.

Ale – jak powiadają – poranek mądrzejszy od wieczoru. I jest w tym dużo prawdy. Miasteczko za dnia rozczarowuje. Nie wiedziałam, że szarość i burość może mieć tyle odcieni! „Jesienią nawet Kazimierz Dolny nie wygląda zachęcająco” – usprawiedliwia mieścinę mój szkolny kolega – emigrant. „Być może” – myślę, próbując sobie przypomnieć te wszystkie inne „zachęcające” nieszawskie pory roku. Wiosnę ze ścianą odurzających zapachem bzów na Przypuście, lato pachnące kwitnącymi lipami, jesień z dywanem kolorowych liści w parku, zimę otulającą czapą śniegu dachy domów. No i ruch, zamieszanie, gwar, radosny zgiełk. Lecz to tylko kilka malowniczych kadrów ze starej celuloidowej taśmy. A jednak nie potrafię znaleźć usprawiedliwienia dla tego wszechogarniającego nieładu, ruin, opadających tynków i uśpionej atmosfery sjesty, która trwa tu od wielu dekad. W końcu od bliskich wymaga się więcej niż od obcych. Mam ochotę potrząsnąć tą nadwiślańską osadą i ryknąć jej nad uchem:

Obudź się, Wiosna, pani Nieszawo!

Autor:

Piszę i skreślam. Więcej skreślam, niż piszę

10 myśli na temat “Gdyby Grek Zorba zatańczył nad Wisłą

  1. Bardzo lubię twój styl, twoje opowiadania i teksty. Są takie klimatyczne, nastrojowe, dobrze się czytają, wciągają. To opowiadanie również. Czytając, przypomniałam sobie moje nieduże miasto, z którego pochodzę i któremu także nie potrafię wybaczyć, że się nie zmienia, a jeśli – to na gorsze. Może rzeczywiście tak jest, że w stosunku do tego co nasze, bliskie jesteśmy bardziej krytyczni? Greckie bałaganiarstwo też mi nie przeszkadzało.
    PS. czy wydałaś może jakąś książkę, opowiadania? Chętnie bym poczytała

    Lubię to

    1. Dziękuję, bardzo miło mi czytać takie słowa :). Cieszę się, że podoba Ci się mój styl – w końcu piszemy trochę dla siebie, a bardziej dla innych, dla czytelników. Pytasz, czy coś już wydałam. Jak na razie są to tylko (aż) publikacje na łamach czasopism literackich: „Akantu” i „Wyspy” oraz zbiory opowiadań opublikowane w „Kalejdoskopie nieszawskim” (niektóre z opowiadań, które tu teraz publikuję), jestem także autorką wstępu do książek mojej mamy. Ubolewam, że do tej pory nie wydałam własnej książki. Skupiłam się na wspieraniu publikacji mojej mamy – zarówno pod względem redakcji, jak i szukaniu wydawcy (z powodzeniem) i promocji :). Mam gotowy zbiór opowiadań, choć dopisuję ciąg dalszy tej historii – może czas pomyśleć o wydaniu? Zmotywowałaś mnie 🙂 Dziękuję!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s