Opublikowany w Lekcja pisania

Twój romans to kiepska nowela

rysunek_zwiazki
Nie każda miłosna historia to gotowy filmowy scenariusz

Chcesz napisać opowiadanie? Marzy Ci się własna powieść? Wydaje ci się, że jesteś wyjątkowy, bo – jak śpiewał Grzegorz Markowski w Autobiografii: „paznokieć z palca zszedł”? Otóż codzienność dosyć dobrze się rymuje w piosenkach, w tekstach literackich staje się nie do zniesienia. Jeżeli chcesz zostać autorem wartościowej prozy, którą będzie czytał ktoś więcej niż twoja rodzina i byli kochankowie, unikaj jak ognia wątków autobiograficznych. W nadmiarze są nie do przełknięcia.

Każdy popełnia błędy
Kiedy byłam młoda i piękna wydawało mi się, że przygody, które mi się przytrafiają – zwłaszcza te miłosne – są wyjątkowe, niespotykane, romantyczne, a każda z nich to właściwie gotowy scenariusz na film. Pełnymi garściami czerpałam z mojego życiorysu, pisząc różne opowiadania i prozę poetycką. Dosyć długo tkwiłam w tej myślowej pułapce. Na domiar złego zawsze znajdowały się jakieś literackie periodyki, które te moje dzieła publikowały.

Wraz z wiekiem i pierwszymi siwymi włosami, które – jak wiadomo – są synonimem mądrości, zrozumiałam, że moje miłosne podboje nie są w żaden sposób bardziej interesujące, magiczne i spektakularne od historii większości mieszkańców naszego globu, a być może i galaktyki. Opisywanie własnego życia z buchalteryjną dokładnością księgowej przystoi nastolatce, która prowadzi sztambuch. Jeżeli chcesz do pisania podejść profesjonalnie, musisz być także ciekawy świata innych ludzi.

Twój lot na księżyc

Oczywiście jest wielu doskonałych pisarzy, których twórczość opiera się głównie na autobiograficznych odniesieniach. Na przykład Agnieszka Osiecka – genialna poetka, autorka tekstów piosenek i utalentowana pisarka bardzo chętnie nawiązywała do motywów autobiograficznych i swoich męsko-damskich relacji. Podobnie robił Edward Stachura, dla którego twórczość literacka była niczym innym jak „życiopisaniem”. Ale byli to autorzy posiadający nietuzinkową osobowość, którym na dodatek przyszło żyć w ciekawych czasach.

Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy postanawiają się podzielić ze światem swoim niezwykłym życiem. Pod warunkiem, że naprawdę mają coś interesującego do opowiedzenia – podróżują, są artystami, gwiazdami rocka lub specjalistami w swojej dziedzinie, przeżyli coś niezwykłego – na przykład śmierć kliniczną, albo lot na księżyc. Dla wszystkich tych, którzy marzą o pisaniu dobrej prozy i oczami wyobraźni widzą już swoje nazwisko na okładce książki okrzykniętej bestsellerem mam dobrą radę:

notesWymyślcie porywającą historię i powołajcie do życia bohaterów, którzy ją uniosą. Nie opisujcie swoich błahych miłostek, zakompleksionych szefów, czy podłych sąsiadów. Nie relacjonujcie codzienności – to robią za Was gazety i portale internetowe. Nie rekonstruujcie rzeczywistości, tylko ją kreujcie.

Przypomina mi się taki rysunkowy żart, bodajże autorstwa słynnego Marka Raczka, gdzie w dymkach nad postaciami rozpisany był taki mniej więcej dialog:

– Ten scenariusz napisało samo życie.

– Niech życie zajmie się życiem, a pisanie scenariuszy pozostawi profesjonalistom.

Nic dodać, nic ująć. Jeżeli chcesz pisać wartościowe teksty literackie, nie możesz bazować tylko i wyłącznie na swoim doświadczeniu. Powinieneś wypracować własne metody kreowania literackiej fikcji. O tym jak zacząć pisać, wspominałam już – TUTAJ, natomiast o szukaniu inspiracji i tematów na teksty było w poście: Muza nie przybędzie.

stalowkaNie twierdzę, że masz w ogóle zrezygnować z odwoływania się do własnego życia, bo jest to po prostu niemożliwe. Sugeruję Ci jednak, że warto miksować historie własne z cudzymi oraz z tymi przez Ciebie wymyślonymi. Pisarzem stajesz się dopiero wówczas, kiedy samodzielnie powołujesz do życia nieznane literackie światy, czy odwołując się do terminologii graczy komputerowych –  nowe uniwersum.

Oczywiście, pewnie nie wszyscy się ze mną w tej kwestii zgodzą. Sama również długo dojrzewałam do takiego postrzegania procesu twórczego pisania. Być może do dzisiaj babrałabym się w meandrach własnych przeżyć i raczyła nimi czytelników, gdybym na swojej drodze nie spotkała odpowiednich mentorów. W kolejnych „lekcjach pisania” zdradzę Wam, czy warto szukać dobrego nauczyciela i dlaczego swoje teksty zawsze daję komuś do przeczytania, zanim pokażę je szerszemu gronu odbiorców.

19 myśli na temat “Twój romans to kiepska nowela

  1. Kiedy tak czytam ten wpis, sama mam ochotę coś napisać 🙂
    Cudnie motywujesz do działania i podchodzisz do tego wszystkiego z głową. Świetnie mi się czyta Twoje posty 🙂

    Pozdrawiam!

  2. Zanim tekst umieszczę na blogu, zwykle daję go komuś do przeczytania. To bardzo pomaga w wychwyceniu błędów i niejasności. 🙂

  3. Znów zgadzam się z Tobą w stu procentach. Z odniesieniami autobiograficznymi jest trochę jak z tymi snami, które „na świeżo” wydają nam się przepełnione literackością, a po kilku chwilach na dobre rezygnujemy z przelewania ich na papier, uznając je za głupie i irracjonalne.

    Posługiwanie się wątkami z własnego życia to taka pułapka iluzji – niektórzy bowiem przyjmują za pewnik schemat typu: coś, co dla mnie jest ważne, bo dotyczy mojego życia, automatycznie jest tak samo ważne dla potencjalnego czytelnika.

    Niestety (stety) to tak nie działa.

    1. No właśnie – przykład ze snami jest idealny. Nie pomyślałam o tym wcześniej, ale rzeczywiście – często wydają się niezwykłe, a potem ten czar pryska. Jeszcze coś mi przyszło do głowy, gdzieś czytałam wypowiedź jakiegoś psychologa, że nie ma nic dobrego w opowiadaniu ludziom własnych snów, a jeszcze bardziej mówieniu: dzisiaj mi się śniłeś, bo to przerzucanie naszej iluzji na innych. Podobnie może być z autobiograficznym pisaniem 🙂

  4. Nie wiem czy niestety, czy całe szczęście, ale większość codziennych historii miłosnych jest dość banalna 😃

  5. Uwielbiam czytać, zaglądam do najróżniejszych gatunków literackich, jednak jakoś nigdy nie ciągnęło mnie do pisania, znam swoje ograniczenia i wiem, że za bardzo bym się poplątała w przedstawianiu jakieś historii. Twój post pokazuje, że jeśli tylko ktoś czuje powołanie, to naprawdę może się w nim realizować, czasem trzeba włożyć nieco pracy w dokształcanie się. 🙂

    1. Zastanawiam się nad tym, co napisałaś – czy rzeczywiście – trawestując znaną piosenkę – „pisać każdy może” ? Raczej nie podpisałabym się pod taką myślą. Nie sądzę, że wystarczy się dokształcić i już zostaniemy poczytnymi pisarzami. Do tego potrzeba jeszcze sporo talentu, ale także i szczęścia. Może przy okazji jednego z następnych postów napiszę o tym, jak trudno wydać nawet dobrą książkę – na przykładzie mojej mamy, która jest autorką kilku tytułów, ale dosyć niszowych 🙂

  6. A ja z kolei napisałem powieść dwa lata temu i wsadziłem do szuflady. Chciałbym wydać nawet na zasadzie DIY, po prostu dla radochy, ale jakoś czasu nie ma się tym zająć 🙁

    1. To może jednak trzeba wrócić do tematu? Nie jest łato znaleźć wydawcę, ale można próbować. Szkoda Twojej pracy! Po dwóch latach warto wrócić do tekstu i się mu raz jeszcze przyjrzeć chłodnym okiem – poprawić, przeredagować i działać! Powodzenia:)

    1. Dziękuję! Z wydawaniem nie jest prosto. I nie trzeba do tego zmierzać za wszelką cenę. Ja mam doświadczenia związane głównie z szukaniem wydawców książek autorstwa mojej mamy. Pewnie się podzielę w jednym z postów moimi refleksjami na ten temat 🙂

  7. Masz bardzo przyjemne pióro. Lubię czytać teksty o takim stylu.

    P.S. Też chyba więcej skreślam niż piszę 🙂

  8. Pingback: Daj gryza…

Dodaj komentarz