Wyróżnione
Opublikowany w Recenzje, Słowa

Niknące miasto

Niknące miasto…

to kolejna publikacja mojej Krystyny Wasilkowskiej-Frelichowskiej poświęcona Nieszawie – małemu, nadwiślańskiemu miasteczku położonemu na Kujawach. Malowniczo położony gród, który ma bogatą przeszłość historyczną, dziś niknie w oczach. Wyludnia się i pustoszeje, znikają też kolejne punkty architektoniczne. Stąd pomysł opracowania albumu, który z jednej strony jest zapisem historii obiektów, których ubywa z nieszawskiej mapy, a z drugiej – próbą ich rekonstrukcji. Czytaj dalej „Niknące miasto”

Wyróżnione
Opublikowany w Obrazy

Malowana bajka

Prace Magdaleny Shummer-Fangor zachwycają mnie feerią barw i sielskością. Przenoszą w świat bajki, pięknego snu, utraconego raju. Przywodzą na myśl kolorowe gobeliny, misternie utkane, cieszące oko i radujące duszę. Są reminiscencją z lat dziecięcych, przypominają zabawę kalejdoskopem, kiedy przed oczami ukazują się coraz to nowe zaskakujące obrazy. Czytaj dalej „Malowana bajka”

Wyróżnione
Opublikowany w Proza, Słowa

Subiektywna mapa Warszawy. Opowiadanie cz.3 Dlaczego nie zadzwoniłeś?

Alina nie miewa wątpliwości. Jak kocha to całym sercem, jak nienawidzi to całą sobą. Jeżeli coś jej nie pasuje, to mówi to bez ogródek. Jest szczera jak dziecko. Nie kalkuluje, po prostu robi swoje. Nonkonformistka w każdym calu. Jest transparentna — nie nosi masek. Czytaj dalej „Subiektywna mapa Warszawy. Opowiadanie cz.3 Dlaczego nie zadzwoniłeś?”

Wyróżnione
Opublikowany w Miejsca

Natolin – nieznany zakątek stolicy

Natolin…

…dopóki nie poznałam tego miejsca, uważałam, że Ursynów to jedna z mniej malowniczych dzielnic Warszawy. Nigdy też się szczególnie nie zastanawiałam nad znaczeniem nazwy tego rejonu dzielnicy – od, kolejny przystanek w podróży metrem: Stacja Natolin.

Tymczasem pochodzenie tej nazwy ma nader romantyczne korzenie, ale o tym za chwilę. Za każdym razem, kiedy spacerowałam brukowaną ulicą Nowoursynowską, zastanawiałam się, co znajduje się za żelaznym ogrodzeniem i szpalerem wysokich wiekowych drzew. Teraz miałam okazję odwiedzić to wyjątkowe miejsceCzytaj dalej „Natolin – nieznany zakątek stolicy”

Wyróżnione
Opublikowany w Obrazy

Wrześniowe kwiaty

Wrześniowe kwiaty są wyjątkowe. Zachwycają nas feerią barw. Warto się nimi nacieszyć, podobnie jak ostatnimi letnimi promieniami słońca. Zamiast przetworów na zimę, portretuję kwiaty. Kolorowe fotografie będą mnie rozweselać w długie zimowe wieczory, a przy okazji bawię się w słowne skojarzenia. 

L o v e.jpg

Czytaj dalej „Wrześniowe kwiaty”

Wyróżnione
Opublikowany w Proza, Słowa

Subiektywna mapa Warszawy opowiadanie, część 2

Subiektywna mapa Warszawy - opowiadanieMalwina w kreacji w kolorze fuksji wyglądała po prostu zjawiskowo. Sukienka miała odkryte plecy, amerykański dekolt i mocno rozkloszowany dół spod którego filuternie wyglądała kobaltowa, tiulowa halka. Do tego dobrała granatowe wysokie szpilki z atłasu i małą lakierowaną srebrną kopertówkę. Witek wreszcie zrozumiał dlaczego tak bardzo upierała się, żeby kupić mu tak pretensjonalny garnitur. Kiedy przed wyjściem z domu przeglądali się w dużym lustrze, nie mógł zaprzeczyć, że oboje wyglądają jak wycięci z żurnala. Czytaj dalej „Subiektywna mapa Warszawy opowiadanie, część 2”

Wyróżnione
Opublikowany w Co Wy na to?

Internet – złapani we własne sieci

W czasach mojego dzieciństwa, czyli trzydzieści lat temu, rysowaliśmy w szkole, na lekcjach plastyki, naszą futurystyczną wizję świata. Większości z nas wydawało się, że – w nie tak odległej przyszłości – loty w kosmos będą tak samo trywialne i powszechne jak podróż PKS-em.

Podróż do gwiazd? Tylko w kinie

Sądziliśmy, że będziemy podbijać inne galaktyki, kolonizować odległe planety. I oczywiście spotkamy ufoludki. Pamiętacie kultową piosenkę zespołu Fasolki?

Mój brat wciąż czyta o kosmitach,
Gwiazdach, planetach i orbitach.

(…)

Zielone włosy, zielone butki, 
Całe zielone są ufoludki

Przesadą byłoby twierdzić, że był to hymn mojego pokolenia. Wiedzeni jednak jakąś dziecięcą naiwnością naprawdę sądziliśmy, że będziemy wieść życie pełne międzygalaktycznych przygód, samochody zastąpimy poduszkowcami, a humanoidalne roboty będą nas wyręczać w różnych domowych pracach.

Złapani we własne sieci

Tymczasem, stała się rzecz, która nie śniła się filozofom, a nawet większości autorom powieści SF. Okazało się, że skonstruowanie robota, który do złudzenia przypominałby człowieka, a na dodatek bez problemu chodziłby na dwóch nogach, udało się na masową skalę tylko… scenarzystom serialu Westworld. Zamiast podróżować w kosmos, ludzkość eksploruje internet. Daliśmy się złapać w sieć, którą sami utkaliśmy.

Internet rządzi naszym życiem. Stąd czerpiemy informacje o świecie, tu szukamy rad jak żyć, jak się leczyć, gotować, szydełkować, fotografować itd. I nie ma w tym nic złego, bo internet bardzo ułatwia funkcjonowanie. Ale mam też gorzką refleksje. Internet tak bardzo zawładnął naszą codziennością, że odbija się na realnym życiu.

 

W internecie, czyli gdzie?

Kiedy wkraczałam na moją dziennikarską ścieżkę, internet raczkował. Oczywiste było, że każdą informację znalezioną w sieci trzeba dziesięć razy sprawdzić, bo… to tylko internet, zawodne źródło wiedzy. Gwiazdy niechętnie umawiały się na telefoniczne wywiady, wolały spotkania face to face. Dziś celebryci sami donoszą w mediach społecznościowych o swoich sukcesach i porażkach, nowych miłościach i życiowych zawodach, a nawet spierają się z fanami. Czasem są to prawdziwe wojny na słowa.

Wojna na słowa

Internetowe słowne potyczki – coraz częstsze na różnych forach, grupach, fanpage’ach, choć prowadzone są wirtualnie, podnoszą ciśnienie całkiem realnie, o czym się niedawno sama przekonałam. Na szczęście w porę się otrząsnęłam. Czy dyskusje w internecie z obcymi ludźmi, którzy mają odwagę w ferować oceny, tylko dlatego, że pewnie nigdy nie spojrzą swojemu rozmówcy w oczy mają jakiś sens? Mój przyjaciel zapytany o to, dlaczego tak chętnie debatuje na pewnej grupie z osobami, które mają od niego zupełnie odmienne poglądy, odpowiedział, że poszerza to jego horyzonty.  A przy okazji się czegoś nowego uczy o świecie, sobie i innych ludziach. Jego argumenty mnie przekonują, ale wiem, że podchodzi do życia z dystansem i nie przejmuje się docinkami swoich internetowych adwersarzy. Ja jeszcze tej sztuki nie opanowałam i daleko mi do mistrza Yody, choć zgadzam się z tym, co powiedział w Ataku klonów, że…

Wojna nikogo wielkim nie czyni.

Od siebie dodam, że również ta na słowa…

A Wy jakie macie zdanie na ten temat: warto wdawać się w internetowe dyskusje? 

 

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Tatuażysta z Auschwitz, czyli miłość w czasach Zagłady

Kiedy czytałam książkę „Tatuażysta z Auschwitz” Heather Morris, miałam poczucie, że czegoś mi w niej  brakuje – emocji i szczegółów. Historia Lale Sokołowa – słowackiego Żyda, który w 1942 roku trafił do Auschwitz, została przez autorkę opowiedziana zupełnie beznamiętnie. Zastanawiałam się, z czego to wynika. Dopiero potem dowiedziałam się, w jaki sposób powstała ta publikacja. Okazuje się, że Sokołow przez niemal pół wieku ukrywał przed światem swoją historię. Czytaj dalej „Tatuażysta z Auschwitz, czyli miłość w czasach Zagłady”

Wyróżnione
Opublikowany w Proza

Opowiadanie: Subiektywna mapa Warszawy

Witek czaił się za rogiem. Jak kot albo ktoś ścigany. Jak zawsze przyczajony i gotowy do skoku lub ucieczki. Ale wyglądał inaczej niż dawniej. Miał krótsze włosy ufryzowane jakąś błyszczącą pomadą i jasną, idealnie odprasowaną koszulę w kobaltową kratkę. Tak, widać ingerencję kobiety. Żadnych śladów olejnych farb na spodniach, skórzanych bransoletek na nadgarstkach, czy spranej bandany na szyi. Witek doszorowany, wymuskany i wystylizowany. Jakby wysterylizowany. Artystyczny nieład zamienił na stonowaną, zapożyczoną elegancję. Ale widać było, że dobrze się czuje w tym nowym uniformie. Alina poczuła coś w rodzaju zawodu, rozczarowania, ale szybko przywołała się do porządku. Czytaj dalej „Opowiadanie: Subiektywna mapa Warszawy”

Wyróżnione
Opublikowany w Bolonia, Miejsca

Bolonia

Bolonia na majówkę – dlaczego akurat ten kierunek? 

Miało być w miarę blisko, w miarę przystępnie cenowo i w miarę ciepło. Wybraliśmy więc podróż tanimi liniami lotniczymi, a cały potrzebny na trzy dni dobytek, skompresowaliśmy i zapakowaliśmy w bagaż podręczny. I muszę przyznać, że choć lubię mieć do wyboru kilka kreacji, to udało mi się jakoś domknąć walizkę. O tym, że takie tanie latanie ma sporo minusów, przypominam sobie zazwyczaj za późno, bo dopiero w samolocie. Całą drogę do Bolonii wysłuchiwaliśmy komunikatów personelu pokładowego, dotyczących przeróżnych kwestii – począwszy od menu, wolnocłowej oferty handlowej, a skończywszy na jakiejś loterii. Po kokpicie rozchodził się mdły zapach garam masali. Czytaj dalej „Bolonia”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Poezja, Recenzje

Elegia dla humanistów

Jakiś czas temu chciałam zrobić coming out i powiedzieć głośno: tak, jestem humanistką. Tak, jestem humanistką z kilkoma dyplomami wyższych uczelni, które wstydliwie trzymam na dnie przepastnej szuflady. I oto, Mateusz Skrzyński wydaje tomik „Pięść, Skowyt oraz Głodujące Psy”, który się idealnie wpisuje w mój dekadencki nastrój, kryzys wieku średniego, a przede wszystkim kryzys tożsamości humanistki. Wiersze Skrzyńskiego są o życiu i trudnym zmaganiu z oporną materią codzienności. Bezkompromisowa, pozbawiona złudzeń męska logika każe autorowi ubierać w twarde słowa otaczającą go rzeczywistość. Skrzyński pisze wiersze o mękach tworzenia, kreacji i autokreacji oraz niepewnym losie humanisty w czasach pozbawionych finezji. To poezja autotematyczna i autentyczna. Czytaj dalej „Elegia dla humanistów”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Czy mój facet jest bez serca?

Czy mój facet jest bez serca? Wszystko, co musisz wiedzieć, jeśli kochasz mężczyznę z zespołem Aspergera to polski tytuł książki 22 Things a Woman Must Know If She Loves a Man with Asperger’s Syndrome pióra Rudy Simone.  Książkę z języka angielskiego przetłumaczyła Agnieszka M. Kaszkur-Kulpa

Ta niezbyt obszerna publikacja to poradnik dla kobiet, które zakochały się w mężczyźnie, który ma cechy zespołu Aspergera. Książka jest podzielona na 22 rozdziały o niezbyt optymistycznych tytułach, np. Będą samotne dni, Może nie spełniać twoich romantycznych oczekiwań, Raczej nie będzie dbać o wasz związek, Nie raz cię zaszokuje, Może wyłączyć się z życia, Czasem będzie wolał spać na kanapie…  Czytaj dalej „Czy mój facet jest bez serca?”

Wyróżnione
Opublikowany w Filmy, Recenzje

Plan B – warto go mieć

Plan B przydaje się wówczas, kiedy wypadamy z torów i nagle znajdujemy się na życiowym zakręcie. A trzeba przyznać, że los bywa przewrotny i pisze scenariusze, których nie powstydziliby się prawdziwi profesjonaliści. Czasem odłącza nam ogrzewanie w środku mroźnej zimy. Wszystko wali się na głowę, kiedy dotykają nas miłosne zawirowania. Czy w ogóle można być przygotowanym na porzucenie, rozstanie albo śmierć? Jedna z bohaterek najnowszego filmu Kingi Dębskiej, mówi, że w życiu zawsze trzeba mieć plan B. W ustach dojrzałej kobiety, zdradzanej żony, a zarazem świeżo upieczonej wdowy brzmi to przekonująco. Czytaj dalej „Plan B – warto go mieć”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Zawód: Powieściopisarz

Zawód: Powieściopisarz to książka, którą napisał Haruki Murakami – jeden z najwybitniejszych i najbardziej znanych na świecie japońskich pisarzy. Murakami należy do tych szczęściarzy, którzy nie tylko piszą prozę, ale także się z tego utrzymują. A jak wiecie nie jest to wcale takie oczywiste. Bardzo wiele osób marzy o tym, aby napisać książkę: powieść, poradnik, biografię… I nawet wielu się to udaje, ale mało kto z nich zostaje zawodowym pisarzem, czyli takim, który zarabia na swoim pisaniu i bez problemu może dzięki swej profesji płacić rachunki. Czytaj dalej „Zawód: Powieściopisarz”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Zespół Aspergera=serce z kamienia?

Jak być szczęśliwą pod jednym dachem z Asparagusem? — takie pytanie stawia już w tytule książki jej autorka, Agnieszka Kaszkur Kulpa. Jej publikacja to fabularyzowany poradnik, który powinny przeczytać kobiety, które są w związku z mężczyzną z zespołem Aspergera. Agnieszka przybliża czytelniczkom blaski i cienie życia z partnerem z ZA, bo temat zna z autopsji. Swojego partnera nazywa żartobliwie Asparagusem…

Autorka w dwunastu rozdziałach wyjaśnia, czym jest zespół Aspergera, a przede wszystkim podpowiada, jak postępować, jeżeli nasz ukochany ma ZA. Mowa tu o sytuacji, kiedy kobieta jest neurotypowa (NT), a jej partner ma zespół Aspergera (ZA). No cóż, miłość nie należy do tematów prostych, ale kiedy w grę wchodzi związek z Aspim, wówczas określenie „to skomplikowane” nabiera dodatkowego znaczenia. Agnieszka każdy rozdział swojej książki poprzedza krótką, zabawną historyjką, która ilustruje jak wygląda związek z Aspim. Na końcu każdego rozdziału są też zamieszczone przydatne ćwiczenia, które można wykonać ze swoim partnerem, aby poprawić jakość wzajemnych relacji. Czytaj dalej „Zespół Aspergera=serce z kamienia?”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Ostatnie rozdanie. Kryzys męskiego świata

Ostatnie rozdanie Wiesława Myśliwskiego ukazało się w 2013 roku nakładem wydawnictwa Znak. Na tę książkę autor kazał czekać swoim czytelnikom długich siedem lat. To kolejna po Traktacie o łuskaniu fasoli powieść, która wymyka się definicjom. Na okładce Ostatniego rozdania czytamy notę wydawcy, który określa ją jako dzieło „totalne”, które dotyka tajemnicy bytu.  Moim zdaniem ten tekst warto potraktować jak palimpsest, zdzierając z niego warstwę oczywistości, dotrzeć do ukrytego przekazu… Czytaj dalej „Ostatnie rozdanie. Kryzys męskiego świata”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Szadź — lektura, która mrozi…

Szadź to nowy kryminał Igora Brejdyganta. Scenarzysta w ubiegłym roku zadebiutował jako pisarz, wydając powieść „Paradoks”. Książka powstała na podstawie scenariusza serialu pod tym samym tytułem, którego jest autorem. Miałam wówczas okazję porozmawiać z nim o jego pisarskim warsztacie i zapytać, jak się pracuje nad książką, której szkic już istnieje w postaci scenariusza. „Paradoks” bardzo mi się spodobał, bo okazał się kryminałem ambitnym, a przede wszystkim napisanym językiem niezwykle literackim, przemyślanym i szlachetnym. Byłam więc ciekawa, czy „Szadź” — najnowszy kryminał Brejdyganta będzie równie dobry. I się nie zawiodłam. Czytaj dalej „Szadź — lektura, która mrozi…”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Psi dar

O tym, że psy są inteligentne, wierne i poczciwe, nie trzeba nikogo przekonywać. Podobnie jak o tym, że mają świetny węch. Ale czy ich nosy są w stanie wywęszyć chorobę?  Claire Guest  w swojej książce Psi dar. Jak węch Daisy uratował mi życie przekonuje, że te sympatyczne czworonogi są nie tylko najlepszymi przyjaciółmi człowieka, ale mogą mu uratować życie. Czytaj dalej „Psi dar”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Ostatni pokój. Historia tajemniczego pamiętnika… z Warszawą w tle

Ostatni pokój. Historia tajemniczego pamiętnika Krystyny Wasilkowskiej Frelichowskiej to powieść, która ukazała się w maju nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska. Długo jednak zwlekałam z napisaniem moich refleksji o tej książce na blogu. Dlaczego? Autorką powieści jest moja mama, znam więc tę książkę na pamięć, a nawet podpowiadałam, jakie wątki warto w niej poruszyć. Jest to książka w dużej mierze autobiograficzna, więc tym bardziej trudno mi było się do niej zdystansować. Myślę jednak, że teraz mogę już się z Wami podzielić moimi przemyśleniami o tej lekturze.

Ostatni pokój. Historia tajemniczego pamiętnika.

Flakonik na perfumy i wyszywany koralikami kołnierz z kufra prababci…

Czytaj dalej „Ostatni pokój. Historia tajemniczego pamiętnika… z Warszawą w tle”

Wyróżnione
Opublikowany w Smaki

Kujawska kuchnia, czyli wielkie żarcie

Kujawska kuchnia to dla mnie po prostu smaki mojego domu. Potrawy, które przyrządzamy od pokoleń i takie, które zagościły na naszym stole niedawno. Nie będę kokietować, że lubię lub umiem gotować. W dzieciństwie byłam niejadkiem, teraz też mogę obyć się bez śniadania, obiadu i kolacji. Mistrzynią gotowania jest moja mama. Przepisy na pyszne dania przemyca też w swoich książkach. Od jakiegoś czasu stara się gotować jeszcze bardziej zdrowo, stąd w kuchni pojawiło się mnóstwo warzyw i owoców. Zobaczcie jakie dania serwuje Krystyna Wasilkowska-Frelichowska w swojej kujawskiej kuchni. I przekornie – nie będzie to żur!
Czytaj dalej „Kujawska kuchnia, czyli wielkie żarcie”

Wyróżnione
Opublikowany w Miejsca

Warszawa w miniaturze

Park Miniatur Województwa Mazowieckiego to jedno z najbardziej frapujących miejsc, jakie miałam okazję w tym roku odwiedzić w stolicy. W muzeum można podziwiać makiety budynków, które ważne były dla historii Warszawy, ale wiele z nich zniknęło z jej krajobrazu. To niezwykłe miejsce na mapie Warszawy powstało dzięki grupie pasjonatów historii i architektury Warszawy. Dziś, dzięki pracy Fundacji, podziwiać możemy zrekonstruowane w miniaturze budynki. Twórcy tych makiet zadbali o wszystkie szczegóły i detale architektoniczne. Dzięki ich pracy możemy odbyć fascynującą podróż do przeszłości.
Zapraszam Was do wehikułu czasu! 
Czytaj dalej „Warszawa w miniaturze”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Psychogenealogia, czyli co dziedziczymy po przodkach

Kolor oczu po mamusi, inteligencja po tatusiu, charakterek po dziadziusiu, a wzrost, no cóż, chyba po listonoszu… Czy po przodkach dziedziczymy coś więcej niż geny? Anne Ancelin Schützenberger w książce pt. „Psychogenealogia w praktyce” przekonuje, że losy naszych, nawet bardzo dawnych, przodków determinują nasze wybory. Innymi słowy: w życiu nie ma przypadków.
geny_po_kądzielu

Rodzinne sekrety

Czytaj dalej „Psychogenealogia, czyli co dziedziczymy po przodkach”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Warzywa są ważne. Zrób im miejsce na talerzu.

Warzywa są zdrowe, kolorowe i ładnie się prezentują na talerzu. Konia z rzędem temu, kto ma cierpliwość, żeby na co dzień przyrządzać jarskie albo wegańskie dania. Staram się jednak, żeby na naszym rodzinnym stole gościło jak najwięcej warzyw i owoców. Niestety, nie przepadam za pitraszeniem, a moja ułańska fantazja kończy się, kiedy przekraczam próg kuchni. Buszując w sklepie, zawsze sięgam po te same produkty.   Czytaj dalej „Warzywa są ważne. Zrób im miejsce na talerzu.”

Wyróżnione
Opublikowany w #4, FACEtownik

Opowiadania o miłości – FACEtownik

Doktorek miał na sobie zbyt duży kitel. Kiedy wstawał, długie białe rękawy zupełnie zakrywały mu dłonie. Stanął przed Kaśką w bezpiecznej odległości i świsnął przed oczami drewnianą szpatułką. Poły fartucha pofrunęły do góry. Wyglądał jak dyrygent, ale zamiast batuty miał… patyk od lodów.

— Proszę otworzyć usta i powiedzieć „a” — rozbujał się i stanął na palcach. Przechylił głowę i wydał kolejną komendę: — Teraz „i”. Taaa… Czerwone! — zawyrokował. I dodał: — Rozpinamy bluzeczkę. A teraz staniczek, żeby można było swobodniej oddychać.

Kaśka pomyślała, że może w ogóle nie powinna nosić stanika, skoro tak bardzo utrudnia oddychanie. Kiedy rozpinała guziczki, jego telefon komórkowy zaczął kręcić się po blacie biurka w rytm latynoskiej muzyki. Czytaj dalej „Opowiadania o miłości – FACEtownik”

Wyróżnione
Opublikowany w #3, FACEtownik

Gdzie są te jednorożce?

Gdzie są te jednorożce?— Najlepiej się to robi palcami. Można sobie, co prawda, skórę rozciąć, jak się trafi na jakiś ostry kant… Ale palcówka, mówię pani, to jest to co lubię najbardziej — powiedział pan Mietek.  I wskazującym palcem — o tym – zademonstrował pokryty białą mazią opuszek… o tym najszybciej się trafia do rowka. I fuga pierwsza klasa wychodzi – dokończył wykład z wysiłkiem i maznął porcję białej fugi między wrzosowymi kafelkami. Oczy wychodziły mu na wierzch i widać było, że jest już bardzo tym wszystkim zmęczony. Asmatyk, który podejmuje się położenia terakoty i zrobienia gładzi na ścianach sporego mieszkania wykazuje się prawdziwym heroizmem. Kaśka patrzyła na niego i czuła się podle. Jeżu! Bardzo podle. A wszystko dlatego, że chciała wyremontować mieszkanie prawie za darmoszkę i mieć jeszcze kasę na wyjazd na Kretę. Tymczasem on chciał parę groszy dorobić, więc raz dziennie, po totalnym zapyleniu organizmu, jechał do szpitala po dawkę hydrokortyzonu. Otrząsnęła się z zamyślenia i ryknęła: Czytaj dalej „Gdzie są te jednorożce?”

Wyróżnione
Opublikowany w Lekcje wydawania

PROJEKT KSIĄŻKA, krok po kroku

Jeżeli nie znajdziemy wydawcy, który zechce wydać nasze dzieło, ponosząc wszystkie koszty tego przedsięwzięcia, to będziemy musieli wziąć sprawy we własne ręce. Możemy zdecydować się na self-publishing (wydajesz książkę sam) albo znajdujesz wydawcę, który wyda twoje dzieło ze współfinansowaniem, czyli jeżeli dołożysz się do tego interesu. O tym, jakie są plusy i minusy obu opcji pisałam w poprzedniej lekcji. Niezależnie od tego, który z tych wariantów wybierzesz, na wydanie książki musisz znaleźć fundusze. Ale wcześniej warto wiedzieć, co należy wziąć pod uwagę, robiąc kosztorys. Czytaj dalej „PROJEKT KSIĄŻKA, krok po kroku”

Wyróżnione
Opublikowany w Filmy, Recenzje

Monarchia kotów

szpuafilmowaNiedawno miałam okazję obejrzeć przedpremierowo film „Kedi. Sekretne życie kotów”. Po seansie, który odbył się w klimatycznym kinie Elektronik, czekała na widzów niespodzianka — spotkanie z behawiorystą. Dokument w reżyserii Ceyda Torun przybliża życie kotów mieszkających na ulicach Stambułu i jest niezwykle malowniczym obrazem.  Czytaj dalej „Monarchia kotów”

Wyróżnione
Opublikowany w Recenzje

Jak to robią Szwedzi?

Szwedzi to szczęśliwy naród. Przekonuję się o tym, za każdym razem, kiedy odwiedzam ich flagowy supermarket — Ikeę. Jaki inny naród uczyniłby z własnoręcznego skręcania mebli atut? Tylko Szwedzi mogli wpaść na pomysł, żeby kusić klientów klopsikami i żurawiną. Kiedy więc usłyszałam o książce Dr Bertil Marklund „Skandynawski sekret”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Marginesy, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Nie przepadam za poradnikami typu „jak żyć szczęśliwie”, ale ta publikacja ma w podtytule też zwrot: „i zdrowo”. I rzeczywiście więcej tu rad dotyczących zachowania zdrowia, dobrej kondycji i samopoczucia, niż motywacyjnych banałów. Czytaj dalej „Jak to robią Szwedzi?”

Wyróżnione
Opublikowany w FACEtownik, Pilot #1, Proza

W poszukiwaniu jednorożca

psychoterapia
W poszukiwaniu jednorożca

W jaki sposób udało się Marcie złapać w swoje sidła Janka, długo pozostawało dla mnie tajemnicą. Nawet teraz, gdy piszę te słowa nie jestem pewna, czy rozwikłam tę zagadkę. Ale kto wie… Wierzę, podobnie jak Freud, że w życiu nie ma przypadków.

Marta trafiła właśnie do mojego gabinetu z jakiegoś powodu. Napisałabym – na moją kozetkę, ale mijałoby się to z prawdą. Jedyna kozetka, którą kiedykolwiek widziałam, to ta z gabinetu psychoanalityka w którymś z filmów Woody Allena. Zatem Marta przyszła do mnie na terapię. Opowiada mi o swoich małżeńskich problemach, a ja z każdej sesji robię notatki. Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, a jedyną osobą, z którą mogę się podzielić tymi rewelacjami jest mój superwizor. Jemu właśnie oraz kobietom, które nie opanowały sztuki polowania na męża dostatecznie dobrze, by przed trzydziestką wysłuchać marszu Mendelssohna… na własnym ślubie, dedykuję te notatki. Czytaj dalej „W poszukiwaniu jednorożca”

Wyróżnione
Opublikowany w Kraków, Miejsca

Kraków – miejsca (nie) obowiązkowe

Lubię Kraków. To taka nieoczywista miłość, bo z jednaj strony ciągnie mnie do tego miasta jak wilka do lasu, a z drugiej strony bywam tam rzadko, żeby nie powiedzieć od wielkiego dzwonu. W Krakowie po raz pierwszy byłam w dzieciństwie z rodzicami i zapamiętałam z tego pobytu spacer po rynku i sznurkową plecioną torebeczkę kupioną pod sukiennicami.  Czytaj dalej „Kraków – miejsca (nie) obowiązkowe”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Poezja, Recenzje, Słowa

Poezja jest kobietą    

Wiecie, co mnie irytuje? Brak solidarności wśród kobiet. Nie, to nie faceci obgadują nas za plecami, rozliczają z niedowagi,  nadwagi, wzrostu, cellulitu i życiowych wyborów, ale inne kobiety. Nie jesteśmy dla siebie życzliwe, nie wspieramy się, nie sekundujemy, nie cieszymy ze swoich sukcesów, nagminnie dyskredytujemy się nawzajem w oczach innych kobiet, a co gorsza także mężczyzn. A potem się dziwimy, że nikt się z nami – kobietami nie liczy, że inni chcą decydować za nas, że tracimy nasze prawa, chociaż wcześniej same pozbawiłyśmy się wzajemnie poczucia własnej wartości.

Poezja jest kobietą

Nie ma więc chyba lepszej lektury na Dzień Kobiet niż tomik poezji napisany przez kobietę i dla kobiet. Rupi Kaur urodziła się w Indiach, ale wyemigrowała wraz z rodzicami do Toronto w Kanadzie. Ta młodziutka, 24-letnia poetka jest autorką tomiku wierszy pt. „Mleko i miód”. Jest też performerką — artystką słowa. Co ciekawe swoje wiersze publikuje, m.in. w mediach społecznościowych, np. na Instagramie. Nie wstydzi się swego ciała, kobiecości i odczarowuje tematy tabu, takie jak menstruacja. Na jej profilu i stronie internetowej można zobaczyć zdjęcia, na których pojawia się motyw okresu. A jednak te zdjęcia nie są — moim zdaniem — obrazoburcze czy nieestetyczne.

Czytaj dalej „Poezja jest kobietą    „

Wyróżnione
Opublikowany w Filmy, Recenzje

Pokot. Recenzja subiektywna

Czym jest „Pokot” w reżyserii Agnieszki Holland i Kasi Adamik? Thrillerem, kryminałem, przypowieścią, parabolą, ekologicznym moralitetem, ekranizacją książki Olgi Tokarczuk, kinem społecznie zaangażowanym, czarną komedią, a może bajką? Nie wiem. Można porównać ten film do „Antychrysta” Larsa von Triera, bo przyroda w nim jest taka surowa, drapieżna, bezwzględna.

r-palka_241015-13
Fot. Robert Pałka/ Mat. prasowe Next-film

Czytaj dalej „Pokot. Recenzja subiektywna”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Walentynki – okiem sceptyka

walentynki_koloW stronach, z których pochodzę mówi się dosadnie, że „Miłość to uczucie głupie, zaczyna się na ustach, a kończy…” — no właśnie, kończy się oczywiście różnie, czasem dość gwałtownie i nieprzyjemnie. Mimo wszystko uważam, że jeżeli owa miłość się zdarza czy jak ktoś woli przytrafia, to warto podjąć rękawicę i trochę się poboksować z losem w imię romantyzmu. Z reguły pozostają bowiem po takim starciu jakieś miłe wspomnienia, czasem coś więcej. Jeżeli ktoś ma trochę talentu, to może nawet przekuć takie miłosne historie w jakieś literackie dzieło na miarę „Anny Kareniny”. Czytaj dalej „Walentynki – okiem sceptyka”

Wyróżnione
Opublikowany w Rozmowy

Z wizytą w onirycznym świecie Beksińskiego

Z wizytą w onirycznym świecie Beksińskiego

Od fana gier do konesera sztuki

Projekt przeniesienia dzieł Mistrza do wirtualnego świata narodził się z miłości do twórczości Beksińskiego”

– przyznaje Jakub Ruszała, pomysłodawca i inicjator De Profundis – Beksiński VR oraz Creative Director 11th DIMENSION. I dodaje, że kiedyś pracował jako desinger gier komputerowych, a bez tego doświadczenia nie byłby wstanie robić dziś takich instalacji.  Jakub przekonująco opowiada mi o swojej miłości do sztuki i wirtualnej rzeczywistości.

Beksiński to dzisiaj modne nazwisko. Ukazało się kilka książek, powstał film o  rodzinie Beksińskich…

Uprzedzę twoje pytanie. Projekt De Profundis – Beksiński VR nie powstał na fali tej mody. Prace nad nim rozpoczęły się dużo wcześniej. Z projektem powędrowaliśmy do Muzeum Historycznego w Sanoku jeszcze w 2014 roku i była to nasza pierwsza jego prezentacja. Potem wszystko na chwilę nabrało pędu. Muzeum zaakceptowało taką formę, bowiem wcześniej miało obawy, że projekt będzie grą komputerową, a nie chcieli, żeby kojarzyć malarstwo Beksińskiego bezpośrednio z taką formą rozrywki. Pierwsza wystawa odbyła się w marcu 2015 roku w Centrum Sztuki  Mościce w Tarnowie. Czytaj dalej „Z wizytą w onirycznym świecie Beksińskiego”

Wyróżnione
Opublikowany w Lekcja pisania

Jak pisać, żeby nas czytali

kawkaaBardzo się cieszę! Do napisania gościnnego postu udało mi się zaprosić wyjątkową kobietę. Prowadzi blog iwonakmita.pl, na którym o sobie samej napisała: „Matka, żona, redaktorka“. Choć przyznaje, że bloguje od niedawna, to moim zdaniem jej nazwisko to już marka. Chętnie odwiedzam blog Iwony, bo porusza ważne tematy, a każdy jej tekst jest wyważony, a na dodatek świetnie napisany. Zresztą przekonajcie się sami! Iwona Kmita i jej lekcja pisania.  

Jak pisać, żeby nas czytali

Wpadłyśmy z Kingą na siebie, a raczej na swoje blogi, przypadkiem. Jak to w internecie. Zaczęłyśmy się odwiedzać, mailować, aż wreszcie pojawił się pomysł, by wymienić się postami gościnnymi. Stąd mój tekst na jej ciekawym blogu.

– Bardzo cenię, że potrafisz trafnie określić, co jest w tekście ważne i budować go wokół tego. I że piszesz prostym, zrozumiałym językiem – napisała mi Kinga ostatnio. I poprosiła – opublikuj u mnie gościnnie tekst, jak pisać, żeby być czytanym. Hm, pomyślałam sobie, ja, blogerka z niedługim stażem, mam komuś radzić, jak pisać? Miałam wątpliwości, ale po chwili stwierdziłam, że w końcu zajmuję się zawodowo pisaniem i redagowaniem tekstów, więc chyba wiem o tym co nieco. Nie będę się wymądrzać, skoncentruję się wyłącznie na tym, na czym się znam i będę się opierać na swoim doświadczeniu.

Czytaj dalej „Jak pisać, żeby nas czytali”

Wyróżnione
Opublikowany w Filmy, Recenzje

Kamasutra po polsku

szpuafilmowaWidziałam film „Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej” i przyznaję – uwiódł mnie… Po kultową książkę Wisłockiej sięgnęłam jako podlotek. Była to jedna z pierwszych lektur, którą przeczytałam od deski do deski. O samej autorce niewiele wtedy wiedziałam.

Wiele lat później przeczytałam najpierw wywiad, którego udzieliła już jako schorowana starsza pani, a później trafiłam na rozmowę z jej córką Krystyną Bielewicz. Z tych teksów wyłonił się portret niezwykłego człowieka — kobiety z krwi i kości, która nie bała się żyć po swojemu, ale nie była także pozbawiona wad. Dlatego tak bardzo ciekawa byłam filmu, który miał przybliżyć jej historię. I się nie zawiodłam.

SZTUKA KOCHANIA - © Fot Jaros?aw Sosi?ski / Watchout
Fot. Jerzy Sosiński/ Mat. prasowe Next-film

Czytaj dalej „Kamasutra po polsku”

Wyróżnione
Opublikowany w Proza

Miłość?

 

notesNagość widziana w mętnym blasku świecy. Pokój podzielony poziomo na dwie strefy — po podłodze, łóżku, nogach krzeseł pełzają pojedyncze ogniki, a sufit, ściany, zarys szafy toną w mroku. Prababka nieboszczka gapi się z portretu.

Niby nie ma pośpiechu, cała noc przed nimi. Dlaczego jednak noc, a nie dzień? Niby nie ma wstydu. Wnętrze nie patrzy na nich beznamiętnym okiem przypadkowego obserwatora. Prześcieradło nie parzy hotelowym chłodem. Żaden szelest, oprócz odgłosu wiatru w polu, nie zakłóca im spokoju. Dlaczego więc jest tylko woda, jeśli mogłoby być wino? Niby nie ma rozczarowania. Trzeźwość serca i kryształowa przejrzystość zmysłów. Źrenice rozszerzone w ciemnościach. Milczenie, które kłamie, że mówi więcej niż słowa. Alchemia miłości.

Miłość?

Dlaczego zatem ona milczy, a on bez przerwy mówi. Dlaczego ona zapamięta kolor ścian, deseń na dywanie, krążek po zbyt gorącej szklance z herbatą odciśnięty na ławie, nierealnie zdziwioną świętą familię na obrazie, pstrą makatę, zepsuty kurek z ciepłą wodą, szufladę pełną szpargałów i to jego nieustanie powracające pytanie: o czym mylisz, kochanie?

Uśmiech mądrości, który wyrósł tuż obok zęba mądrości, zagadkowe spojrzenia aseksualnej Mona Lisy i jej lapidarna odpowiedź w kształcie mini-pigułki: o niczym.

On mruży oczy, jakby zaciągał się papierosem, siada głębiej w fotelu, odsuwając się od niej o całe lata świetlne, wydmuchuje dymek niewypowiedzianych słów i strząsa niewidzialny popiół. Czego się spodziewał? Przemienienia wody w wino? Słów słodszych niż karmelki? Nagości większej niż sama nagość?

Po chwili jednak pochyla się do przodu i pyta pauzując każde słowo: Jak sądzisz, co dalej będzie z nami, co się wydarzy?

Nic – mówi ona i dodaje:

I to bez podtekstów znanych z dzieł Szekspira.

 

Opublikowane drukiem w 2006 roku.

Miłość?
Miłość?
Wyróżnione
Opublikowany w Proza

Zaślubiny

notesLudzie przesuwali się wolno — noga za nogą, lelum polelum. Powłóczyli nogami, szorując butami po wypolerowanym na błysk parkiecie. Kolorowy korowód postaci ospale dreptał wkoło sali. Przechodzili kilka metrów i przystawali, przesuwali się dalej, i znów przystawali, pokonywali kolejny metr, i znów… Niektórzy otwarcie ziewali albo szeptali, inni przytakiwali przykładnie głowami. Nieliczni, ci szczerze zainteresowani, zadawali pytania, głośno się dziwili albo wyrażali zachwyt.

Tania odłączyła się od grupy, nie lubiła tłumu. Była jak kot, który zawsze chodzi swoimi drogami. I jak kot wolała się wszystkiemu przyglądać z pewnego oddalenia. Nieufnie. Spojrzenie też miała kocie — patrzyła jakby na przestrzał człowieka. Nieraz od swojej matki słyszała, że jej babka też ma taki nieprzenikniony wzrok. I nie był to komplement. Czytaj dalej „Zaślubiny”

Wyróżnione
Opublikowany w Książki, Recenzje

Wplątani w grę pozorów

Jak zrecenzować kryminał, żeby nie odbierać czytelnikowi przyjemności płynącej z lektury i nie zdradzić zbyt wielu szczegółów? Trudne zadanie, ale spróbuję…

„Paradoks” to debiut literacki Igora Brejdyganta. Początkowo dziwiłam się, że człowiek bardzo sprawnie posługujący się piórem, tak długo zwlekał z napisaniem swojej pierwszej książki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Do tej pory znany był przede wszystkim jako scenarzysta, reżyser, producent, a nawet aktor. To właśnie on jest autorem scenariusza do serialu „Paradoks”, w którym główną rolę zagrał nieoceniony Bogusław Linda. Rozmowa z Igorem Brejdygantem pozwoliła mi zrozumieć jego motywacje. (Wywiad z autorem „Paradoksu” już wkrótce na blogu).

Często bywa tak, że jakieś dzieło literackie tak bardzo zafascynuje filmowców, że staje się ono kanwą do powstania scenariusza. Tym razem było odwrotnie – powieść powstała na motywach scenariusza do serialu „Parados”. W książce znalazło się jednak mniej opowieści, bo tylko pięć — odpowiadających pierwszym epizodom z serialu. Nie zabrakło także historii nadrzędnej, wokół której zawiązana jest cała fabuła. Czytaj dalej „Wplątani w grę pozorów”

Wyróżnione
Opublikowany w Lekcja pisania

Akcja redakcja

stalowkaNa dzisiejszej lekcji pisania chciałam Wam opowiedzieć o jednym z bardzo ważnych – końcowych etapów pracy nad książką, ale nie byle jaką, tylko historyczną i faktograficzną. Nie chcę w ten sposób umniejszać walorów beletrystyki, tylko pokazać, że praca nad taką publikacją jest wyjątkowo żmudna. Nawet wówczas, gdy jest to pozycja, która nie aspiruje do miana podręcznika uniwersyteckiego, a jedynie książki popularno-naukowej.

Przykładem takiej książki są „Wysokie progi. Opowieści z wyższych sfer” Krystyny Wasilkowskiej-Frelichowskiej. Tak, ta pani to moja rodzina 😉

Akcja redakcja

Wydanie tej książki poprzedziły miesiące żmudnych przygotowań. Opracowanie tematu, research, zbieranie materiałów, wyjazdy, wywiady, godziny nagrań na dyktafonie, tygodnie spędzone w bibliotekach i Archiwach Akt Dawnych. A potem kolejne tygodnie pisania, autoryzowania, poprawiania. Uf… Wreszcie wydawało się, że książka została ukończona i gotowa, aby zaprezentować ją wydawcy. I tutaj dopiero zaczęły się schody.

Autorka na skraju załamania nerwowego! Na całe szczęście w odpowiednim momencie wkroczyła córka-redaktorka.

Moja mama miała pecha albo szczęście, że byłam pierwszą czytelniczką tej książki. Pecha, bo znalazłam w tekście mnóstwo nieścisłości i niestaranności. I nie mam tu na myśli warstwy faktograficznej, bo ta była bezbłędna, ale – jakby to nazwać – technicznej.

Nie będę Wam opisywać jak wygląda stylistyczna i językowa redakcja takiego tekstu, bo to temat na zupełnie oddzielny post, ale podzielę się moimi spostrzeżeniami na temat technicznych aspektów pracy nad literaturą faktograficzną. I po raz kolejny okazuje się, że diabeł tkwi w szczegółach… Czytaj dalej „Akcja redakcja”

Wyróżnione
Opublikowany w Lekcja pisania

Daj gryza…

Piszesz, tworzysz, pretendujesz do miana autora? Wydaje ci się, że Twoje teksty są jedyne w swoim rodzaju – wyjątkowe, awangardowe i niepowtarzalne? Daj poczytać je komuś, kto zjadł zęby na pisaniu, redagowaniu i uczeniu. Znajdź mentora. 

Kiedy uczęszczałam do Szkoły Podstawowej, a było to w ubiegłym wieku, modne było dzielenie się na przerwach kanapkami. „Daj gryza” – to nie była prośba, to był imperatyw. Takie bratnie nie bardzo mi się podobało, wolałam więc oddać całą kanapkę, niż zgodzić się na tego przysłowiowego „gryza”. Kanapkowe spoufalenie bardzo mnie mierziło, ale przecież na swój sposób wyprzedzaliśmy swoje czasy. Dzisiaj jurorzy MasterChaefa robią dokładnie to samo, czyli degustują, kosztują, rozsmakowują się, biorąc na ząb przygotowane przez innych specjały.

kanapka

Jak się jednak domyślacie, ten tekst nie będzie dotyczyć kulinariów, chociaż ze szkołą ma coś wspólnego. W trzeciej lekcji pisania wspominałam Wam o tym, że warto mieć mentora, który poprowadzi nas, wskazując najlepszą dla nas literacką drogę.  Choć stare chińskie przysłowie mówi, że…  gdy uczeń jest gotowy, Mistrz się pojawia, to ja byłabym ostrożna i nie czekałabym na ów cud. Prawda jest taka, że kiedy zaczynamy poświęcać więcej czasu na rozwój naszych pasji, bywać w miejscach, które są z nimi związane, to rzeczywiście pojawiają się mentorzy.

Dobry nauczyciel

Nie inaczej było ze mną. Ilekroć oddawałam się sprawom, do których nie miałam przekonania, czy – jakby powiedział mistrz banału Coelho – brałam udział w nie swoich wojnach, wówczas pojawiali się na mojej drodze nauczyciele… uzurpatorzy. Mieli różne oblicza – mogły to być książki pokroju „Wojownika światła”, skostnieli akademiccy wykładowcy, dobrze przyjaciele, którzy studzą zapał, czy zakompleksieni szefowie z niekończącym się bólem d…py.

Kiedy z kolei zaczynałam podążać za marzeniami – jakkolwiek nie brzmiałoby to znów jak mądrość zaczerpnięta z dzieł Coelho – zjawiali się ci właściwi, prawdziwi nauczyciele. Ludzie, którzy nie krytykują, nie oceniają, nie podważają naszych kompetencji, a jedynie chcą się dzielić swoją wiedzą i doświadczeniem. Mało tego – oni uczą się także od nas. Bo mentoring to rozmowa, wymiana i transakcja wiązana. Czytaj dalej „Daj gryza…”

Wyróżnione
Opublikowany w Proza

Sezon na gumowe kamaszki

notesW telewizorze prognoza pogody. Prezenter – oszołom zakochany w Indiach – wskazuje zamaszystym ruchem ręki na przedziwne mapy, którymi oklejone są prostopadłościany. Małe pudełka, podobne do tych po butach, to kraje, zaś wielkie kartony po sprzęcie AGD – kontynenty. Zanurza dłoń w emaliowanym kubku i chlapie wodą miejsca, gdzie według niego będzie padać.

Sen rozmywa się pod powiekami. Boże jak mnie boli głowa… Tak, świat jest wielkim kartonem – kanciastym, szarym, o niepewnych ścianach, łatwo palnych, łatwo się rwących i zbyt szybko namiękających wodą.

Ten kubek… Coś mi jednak przypomniał… Ach tak, mieliśmy kiedyś taką kwartę do nabierania wody. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, gdy wodę przynosiło się wiadrami do domu. Wiadra były cynowe, a kwarta pokryta kremową emalią, która w kilku miejscach zdążyła już odprysnąć. Nie jestem zresztą pewna, czy wiem to wszystko z autopsji, bo to ja towarzyszyłam dziadkowi w wyprawach po wodę? A może z rodzinnych opowiadań, bo to moja babka chodziła ze swoim ojcem po wodę? Wiem, że wiadra były w domu dwa, a nawet trzy – wliczając to, które przeznaczone było na – jak to ująć – zlewki, czy odpady. Dzieciństwo w ogóle kojarzy mi się z emalią.

Emaliowane były garnki, miski, a nawet nocniki. Mieliśmy też emaliowaną wannę – stała na podwórku i służyła do „łapania” deszczówki, w której potem myło się włosy. Włosy myło się wówczas rzadko, żeby się nie zaziębić. Najlepiej latem właśnie, tuż po burzy. Nosiło się końskie ogony i potrząsało głową na lewo i prawo, trzepiąc włosami po oczach chłopców, siedzących obok w ławce. Chłopców waliło się też po głowie workami ze strojem na W-F, za co się stało potem w kącie. Dziś te męsko-damskie sprawy załatwia się już zupełnie inaczej.

Pamiętam z dzieciństwa taką scenę: jadę tramwajem, za oknami pada deszcz. Dojeżdżamy do przystanku. Patrzę przez okno, a tam, po przeciwnej stronie ulicy, na podwórku biegają – ubrani w kolorowe gumiaki – moi rówieśnicy. Bawią się, wbiegając z impetem w wielką otchłań kałuży. Jakaś kobieta – może ich matka – stoi na progu i je woła, ale one wcale nie reagują. Co jakiś czas, te pogańskie dzieci wyciągają w górę ręce, jakby chciały nałapać w dłonie wody. Wyglądają jak młodzi szamani, wspaniali zaklinacze deszczu, którzy świętują, bo bogowie wysłuchali ich nabożnych próśb. Patrzę i zazdroszczę im – tak bardzo chciałabym się do nich przyłączyć. Świętować razem z nimi w moich nowych czerwonych kamaszkach.

***

Dziś nie masz humoru. Wyczuwam to na odległość. I dziś wyglądasz na swoje lata. Twoje usta zaokrąglają się w przypływie nagłego ziewania, które i mnie się udziela. Czuję zmęczenie twoich mięśni po nieprzespanej nocy. Próbujesz skupić się na pracy, ale nie potrafisz ujarzmić myśli zalewających twoją głowę powodzią, nad którą nie masz żadnej władzy. Synoptycy ostrzegali: „Warunki biometeorologiczne niekorzystne dla meteopatów”. Drży ci nie tylko głos, ale i ręka. To niebezpieczne w twoim fachu. Jeden nieprzewidziany ruch… Przepraszasz więc ostatniego klienta, petenta, pacjenta, że musisz wyjść -nagła sprawa. Nagła sprawa zawsze jest nagła, co dopiero miłość?

Sezon na gumowe kamaszki

Możliwe, że słowo „miłość” jest zbyt podniosłe, zbyt skończone, ale dobrze się komponuje, a jednocześnie nadaje dramatyzmu całej scence. Mamy bowiem blisko pięćdziesięcioletniego mężczyznę, który zaliczył już program obowiązkowy: dom, drzewo, no cóż… mała wpadka – córka. Mężczyznę, który słucha teraz już tylko wiatru w kominie i ogląda liście pod słońce – a jakże! Dba o rodzinę i rabatki w przydomowym ogródku, a od czasu do czasu, uprawia zdrowy hedonizm, trenując pod okiem instruktora. Mężczyznę, który zamiast stu lat samotności wybrał – z pełną premedytacją – sto lat obowiązku.

W jego uporządkowanym świecie pojawia się ona. Zjawia się nagle i z takim impetem, że wraz z jej przybyciem wszystkie kartki na jego biurku podrywają się do lotu jak spłoszone ptaki i po chwili lękliwie przysiadają na podłodze. Ona wygląda tak, jakby targała ze sobą wiatr na smyczy.

Czytaj dalej „Sezon na gumowe kamaszki”

Wyróżnione
Opublikowany w Proza

Wolność

notesPrawie wcale nie wychylam nosa spod ich legowiska. Nie wiem, która to doba. Szósta, może siódma? Najgorsze były pierwsze trzy dni. Chciało mi się jeść, pić, ale nie miałem odwagi stąd wyjść. Wszystko jest tu obce, zwłaszcza zapach. Jedynie ich legowisko pachnie znajomym mi miejscem. I nimi, ale to akurat mnie nie wzrusza. Siedzę więc tutaj i obserwuję, co się dzieje wokół. Widzę ich stopy. Łażą, szurają butami, wnoszą kartonowe pudła, przesuwają meble. Tak bardzo chciałbym wskoczyć do takiego pudła. To dopiero byłaby zabawa! Kiedy się nudzę, kładę się na grzbiecie i przesuwam, odpychając łapkami od materaca. Ona wtedy zagląda pod łóżko i mówi: „A nie mówiłam, że żyje”. I śmieje się jak szalona. Nie lubię tego. Jej głos potem jeszcze długo wibruje mi w uszach.

Czwartej nocy, kiedy oni spali, wymknąłem się i obwąchałem teren. To bardzo interesujące miejsce. Jest tu wiele zakamarków, schowków, schodków, skrytek i tajemnych przejść. Pamiętam, jak go przekonywała do przeprowadzki: „To będzie istny raj na ziemi” – mówiła. I miała rację. Szczególnie zainteresowały mnie strome schody, które prowadzą na jakąś niższą kondygnację. Kiedy się po nich sturlałem, okazało się, że na ich końcu znajdują się drzwiczki zbite z desek, zamknięte jedynie na haczyk. Na dole jest w nich spora szpara. Udało mi się nawet wcisnąć w nią głowę. Niestety, w moim przypadku nie sprawdza się powiedzenie, że jak głowa przejdzie to i cała reszta się zmieści. Jestem tym nieszczęsnym wyjątkiem, który potwierdza regułę. W każdym razie, kiedy tak niuchałem, co jest za tymi drzwiczkami, wyczułem specyficzną woń. Taki wyrafinowany bukiet może dawać tylko wilgoć, stęchlizna, starzyzna i… myszy. To na pewno nie jest moja ostatnia tam wyprawa!

Któregoś dnia wreszcie zostałem w nowym domu sam. Ona wróciła do pracy. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego, bo często mówi, że „nienawidzi tej roboty”.  Albo go straszy, że sobie wyjedzie do Mediolanu, albo Paryża, bo — jak mówi — tam jest jej miejsce. Nie chciałabym, żeby wyjechała. Daje mi rano dużo większe porcje paszteciku, niż on, który na tym smakołyku zawsze skąpi. Zatem — ona wróciła do pracy, a on wyjechał na kilka dni na jakieś sympozjum naukowe. Mogłem więc spokojnie eksplorować dom także za dnia. Niestety, drzwi do kilku pomieszczeń były zamknięte. Zaniepokoiło mnie to nieco, bo w poprzednim miejscu mogłem zaglądać we wszystkie kąty. Tylko jedne drzwi pozostawały dla mnie niedostępne — te „na świat” — jak je nazywali. Kiedy on skądś wracał, poznawałem odgłos jego kroków na klatce i szedłem w kierunku drzwi, żeby go powitać. Jak tylko zamek zachrzęścił w zamku i on pojawiał się w progu, przybiegała ona i zaraz piskliwie krzyczała: „Uważaj, żeby ci nie uciekł”. Nie mogłem znieść tych wysokich tonów i wkrótce przestałem przychodzić, żeby się z nim powitać. Ale nie żałuję, że ona pojawiła się w naszym życiu. Ma to wiele dobrych stron. Daje mi większe porcje jedzenia, a czasem podrzuci mi jakiś kawałek  surowego,  więc niedozwolonego dla mnie mięsa. A wtedy mówi: „Jedz szybko, żeby pan nie zobaczył”. Z tym „panem” to jednak przesadza. Raz na nią syknąłem, ale tak się wystraszyła, że więcej już tego nie próbowałem.

Kiedy oglądałem nowe lokum za dnia, zbadałem też przydatność parapetów. Są kamienne i miło chłodzą skórę — będzie z nich pożytek. Ale to, co zrobiło na mnie naprawdę ogromne wrażenie, to widok za oknem — zupełnie dla mnie nowy. Nie było tu żadnych wysokich zabudowań, tylko otwarta przestrzeń. Znowu zamarzyłem o wolności.

***

Czasem śni mi się, że dostojnie kroczę po czerwonym dachu jakiegoś domu. Wróble uciekają przede mną w popłochu. Ale ja mam czas. Jeszcze zdążę je przydybać. Przede mną rozpościera się wspaniała panorama — na pierwszym planie jest prostokątne podwórko w kocich łbach, nieco dalej różany ogród, na środku którego stoi rozłożysty orzech.  Na jego konarach przysiadają ptaki. Teren ten okala wysoki mur z cegły obrośnięty winem. To jest mój rewir. Dalej widać szarą ulicę, a równolegle do niej leniwą rzekę, która niczym salamandra zmienia swój kolor, przystosowując się do odcienia nieba. Tam, za ten czerwony mur, zapędzam się rzadko. Czytaj dalej „Wolność”